Pasmo powtórek w lokalnej „kablówce”

July 15th, 2006

Do wakacyjnych powtórek przyzwyczailiśmy się już wszyscy. Zarówno publiczne, jak i komercyjne, stacje telewizyjne serwują nam „odgrzewane” programy. Kiwamy z politowaniem głowami, bo co innego możemy zrobić. Gorzej, gdy z takich wzorców zaczyna korzystać lokalna telewizja.

Na problem, w niezwykle emocjonalny sposób, zwrócił nam uwagę Jerzy Pietnoczko z osiedla Zatorze II.
- To, co robi nasza kablówka przechodzi wszelkie granice zdrowego rozsądku. Chciałbym wiedzieć, kto wpadł na pomysł, by całodobowo emitować programy ze stycznia – mówi wzburzony pan Jerzy. – Nie mam ochoty w lipcu oglądać siebie na zabawie sylwestrowej.
W podobnym tonie wypowiada się Kamila Rutka.
- Kiedy dwa dni temu pani w sklepie pochwaliła moją sylwestrową kreację, oniemiałam. Zastanawiałam się, czy nie byłyśmy czasem na tym samym balu – opowiada pani Kamila. – Po krótkiej rozmowie okazało się, że pani zobaczyła mnie w lokalnej kablówce. W lipcu! To już szczyt wszystkiego.
„Kamena” posiada 7,5 tysiąca abonentów, czyli około 30 tysięcy osób codziennie ma okazję, i raczej wątpliwą przyjemność, śledzenia programu pt. „Przeżyjmy to jeszcze raz”.
Adam Kamiński, właściciel Studia Telewizyjnego „Kamena”, jest zdumiony zarzutami.
- To coroczna tradycja, spowodowana sezonem urlopowym – tłumaczy Kamiński. – Tak robią prawie wszystkie telewizje, więc nie rozumiem, dlaczego zarzut kierowany jest tylko pod naszym adresem.
Ale nie da się ukryć, że jest to swego rodzaju oszukiwanie widza. Co by było, gdyby „Kurier Powiatu Kwidzyńskiego” w okresie wakacji publikował materiały ze stycznia stycznia czy lutego? Dlaczego abonenci muszą płacić za coś, co już oglądali?
- Oferta Multimediów obejmuje kilkadziesiąt kanałów, a produkcje Kameny są tylko jednym z nich – odpowiada Kamiński.
Do sprawy wakacyjnych powtórek można podejść humorystycznie, tak jak burmistrz Andrzej Krzysztofiak.
- Ostatnio nie oglądałem programu więc trudno mi powiedzieć dlaczego lecą powtórki. Może w ten sposób Kamena chce ochłodzić panujące na dworze upały – żartował burmistrz. – A poważnie, jako miasto nie mamy żadnego wpływu na emisję programu. Możemy porozmawiać z właścicielem, który jest osobą otwartą na propozycje.
Rozśmieszona, ale i zniesmaczona powtórkowym maratonem jest także radna miejska Barbara Wilk-Malinowska.
- Aż boję się włączyć telewizor. Wielką przesadą jest emisja materiałów nakręcanych w zimie – uważa radna. – Od lokalnej telewizji oczekiwałbym czegoś innego. Nawet jeśli jest sezon urlopowy, to można pomyśleć wcześniej o zrealizowaniu bardziej aktualnych programów. Na przykład kulturalnych.
Mieszkańcy narzekają także na słabą jakość emitowanych programów. Puszczane są one „na żywca”. Jedna z naszych rozmówczyń przypomina materiał z jednej z kwidzyńskich szkół, w którym pani dyrektor cztery razy zaczynała swoje wystąpienie.
- Z powodu skromnej obsady personalnej nie jesteśmy w stanie produkować programów na poziomie „Teleekspresu” – ripostuje Kamiński.
A przecież są w tym kraju lokalne telewizje, które oferują programy na wysokim poziomie. Może warto brać przykład z najlepszych?

Autor artykułu: Anna Bińczak, Jerzy Majda

Tragiczny wypadek drogowy

July 14th, 2006

Wczoraj około 19.20 w Częstochowie na ulicy Bohaterów Katynia doszło do tragicznego w skutkach wypadku drogowego, w którym zginął 25-letni kierowca fiata 126p. Dwóch pasażerów “malucha” wlaczy o życie w szpitalu. Jak wynika ze wstępnych ustaleń kierujący samochodem m-ki Fiat 126p, na łuku drogi zjechał na przeciwny pas. Gdy próbował skierować swój samochód na swój pas ruchu zderzył się z samochodem marki VW Golf, którego kierowca widząc zagrożenie próbował uniknąć zderzenia . W wyniku wypadku śmierć na miejscu poniósł 25-letni kierujący fiatem 126, który nie posiadał prawa jazdy. Dwóch pasażerów fiata – 46-letni mężczyzna oraz kobieta w wieku około 30 lat, której tożsamości jeszcze nie ustalono zostali w stanie bardzo ciężkim zabrani do szpitala.

Autor artykułu: www.policja.katowice.pl

Pięcioro dzieci rannych w wypadku samochodowym

July 14th, 2006

Pięcioro dzieci trafiło do szpitala w wyniku wypadku, który spowodował w Łaziskach 25-letni kierowca BMW.
Mężczyzna nie miał prawa jazdy, jechał z dużą prędkością, na śliskiej drodze stracił panowanie nad autem i zderzył się czołowo z jadącym z przeciwnego kierunku autobusem. Czterdzieścioro dzieci w wieku od 8 do 12 lat wracało nim z basenu w Łaziskach do Pszczyny.

25-letni kierowca BMW po udzieleniu pomocy medycznej został zatrzymany przez policjantów. Mężczyzna nigdy nie miał prawa jazdy. W przeszłości był juz zatrzymywany za jazdę bez uprawnień i w stanie nietrzeźwym. O losie drogowego pirata zadecyduje prokurator

Autor artykułu:

Piesek znaleziony dla bielskim osiedlu

July 10th, 2006

Poeta, bo takie dostał imię, został przywieziony do przytuliska Nasza Szkapa po tym, jak przez tydzień błąkał się po osiedlach w Bielsku-Białej.

Z obrożą, ale bez namiarów na właściciela, szedł za każdym, kto obdarzył go przelotnym chociaż spojrzeniem.

Chudł, nędzniał w oczach w końcu zapadła decyzja -trzeba chłopakowi pomóc w szukaniu jego własnego Człowieka!

Jest młody, dobrze wychowany. Nie atakuje innych zwierząt, do kotów czuje respekt.

Nie wybrzydza przy jedzeniu. Zna kilka podstawowych komend: siad, łapa, poproś, aport. Jest uroczy!

Jeżeli ktoś zna tego pieska, prosimy o kontakt!

kontakt:

Agnieszka Zera tel.: 693 135 440

e-mail: a.zera@kavalkade.pl

Autor artykułu: gaja

Góra Tabor i Open’er

July 10th, 2006

BABIE DOŁY, CHŁAPOWO. Przyjechali z różnych stron, aby ostatnie cztery dni spędzić w dwóch miejscach powiatu puckiego: na lotnisku Babie Doły i na klifie koło Chłapowa.
Łączy ich młodość i to, że wieczorami słuchają muzyki. Poza tym te kilka dni ich wakacji wygląda zupełnie inaczej.
Do Babich Dołów przeniesiono w tym roku z Gdyni Open’er Festiwal – jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych lata w tej części Europy.
- Zjawiło się może z 50 tysięcy młodych ludzi – mówi Andrzej Warmuz, jeden z uczestników festiwalu. –Średnia wieku to może 20 lat… To muzyka przyciągnęła tu młodzież, a wiele koncertów, trwających do późna w nocy, rzeczywiście było fantastycznych.
Na drugim w powiecie puckim zlocie młodzieży jest sto razy mniej osób. Na chłapowskim klifie, na ten czas nazywanym Górą Tabor, panuje cisza i skupienie, choć wieczorem rozlegają się ostre rockowe dźwięki. Najważniejszym miejscem jest namiot, w którym zbudowano polowy ołtarz. Przed nim, pojedynczo lub grupami, zasiada młodzież. Przyjechali tu, by „poświęcić wakacje”.
- Na pewno niektórzy mogą sądzić, że rozważania o Bogu to tylko strata czasu – mówi ksiądz Zbigniew Regucki, Chrystusowiec ze Szczecina, jeden z organizatorów spotkania. – Ale warto oderwać się na chwilę od spraw przyziemnych i poświęcić chwilę wakacji. A zarazem je uświęcić.
Dziesiątki tysięcy młodych ludzi zaczęło wakacje od wyprawy nad morze. W Babich dołach bawią się przy muzyce światowych gwiazd, w Chłapowie w tym samym czasie poświęcają wolny czas Bogu.
Osoby, z którymi rozmawialiśmy na lotnisku Babie Doły, narzekały trochę na organizatorów (monstrualne kolejki na pole namiotowe itp.), jednak chwaliły bezpieczeństwo i to, że choć piwo się leje, nie ma burd.
- To jest jednak rodzaj elitarnego spotkania, karnety kosztowały kilkaset złotych – tłumaczy Magda Andrzejczak. To naturalna bariera ekonomiczna, nie każdy mógł sobie pozwolić na przyjazd. Szanuje się to, za co się płaci.
Wbrew obiegowym sądom, na uczestników Góry Tabor nie są nakładane jakieś szczególne ograniczenia.
- Nikt nie zakazuje palenia, nikt się nie oburza, gdy ktoś wypije sobie piwo. Ale warto, by pozbyć się uzależnień – tłumaczy ks. Zbigniew Regucki. Kapłan ubrany jest w koszulkę z hasłem spotkania: „Postaw na Niego”.
Młodzież z Chłapowa nie płaciła karnetów, ustawiała się w kolejki po darmowy posiłek. W Babich Dołach pieniądzem były żetony, według przelicznika piwo kosztowało 6 zł, kiełbaska 12 zł.
Uczestników obu spotkań łączyło jeszcze to, że mieli blisko do morza i w wolnych, zawsze upalnych, chwilach korzystali z tego skwapliwie.

Autor artykułu: Krzysztof Miśdzioł, Roman Kościelniak

Pies okaleczył człowieka

July 10th, 2006

HEL. Niebezpieczny pies zerwał się z uwięzi i zaatakował mieszkańca Helu, akurat w chwili, gdy ten zwracał uwagę opiekunowi, że zwierzę może sprawić kłopot. Poszkodowany z wieloma poważnymi ranami twarzy przebywa w gdańskim szpitalu. Pies, jak ustalono, to amstaff.
- Stałem i rozmawiałem z kolegą jakieś 10 m od uwiązanego do trzepaka jego zwierzaka – opowiada Eliasz Wołoszyn. – Pies szczekał na mnie i innych przechodniów. Powiedziałem koledze, żeby go wziął i zabrał, bo się zerwie.
Kolega posłuchał dobrej rady i psa przywiązał z drugiej strony samochodu. Wciąż jednak było słychać jak zwierzak miotał się przy samochodzie.
- Drugi raz powiedziałem: schowaj go lepiej, bo komuś może zrobić krzywdę – mówi poszkodowany helanin. – Wybrałem zły moment, bo kilka sekund później pies pędził w moim kierunku. Zmroziło mnie, nie miałem jak zareagować. Pies skoczył na mnie, powalił i pyskiem złapał mnie za twarz…
Ranny helanin trafił do Akademii Medycznej w Gdańsku. Pies znajduje się na obserwacji w lecznicy zwierząt.
- Trzeba sprawdzić, czy m.in. zwierzę było szczepione przeciwko wściekliźnie – tłumaczy nadkomisarz Piotr Bolin, zastępca komendanta powiatowego policji w Pucku. – Po obserwacji okaże się, czy amstaf zostanie uśpiony.
Brat poszkodowanego, Krzysztof Wołoszyn obawia się nie tylko o zdrowie Eliasza, ale czy winny zostanie ukarany. Po mieście krążą bowiem informacje, że jest kłopot z ustaleniem osoby odpowiedzialnej za czworonoga.
- Opiekuna ustaliliśmy na podstawie chipu, który miał wszczepiony pies – wyjaśnia nadkomisarz Bolin. – To mieszkaniec powiatu puckiego, legitymowany wcześniej w pobliżu miejsca zdarzenia. Jeśli udowodnimy w trakcie postępowania, że doszło do zaniedbania, osobie odpowiedzialnej za amstaffa grozi do trzech lat więzienia za spowodowanie uszkodzenia ciała.
- Po spotkaniu z psem – wariatem jestem w gdańskiej akademii, cały obandażowany i czekam na wtorkową operację żuchwy – mówi Eliasz Wołoszyn. – Nie jest za dobrze, bo teraz mogę jeść jedynie zupy.
To pierwszy taki przypadek w powiecie puckim od dawna. Policja zapowiada kontrole niebezpiecznych psów i ostrzeganie wypoczywających nad morzem, zwłaszcza kolonistów, aby nie zbliżali się do psów.

Autor artykułu: Krzysztof Miśdzioł, Piotr Niemkiewicz

Powiat chojnicki. Ustalą sposób przeliczania punktów

July 7th, 2006

Zapowiada się koniec problemów szkół ponadgimnazjalnych z przeliczaniem podczas rekrutacji punktów uczniów zwolnionych z egzaminu gimnazjalnego z przyczyn zdrowotnych lub losowych. Marek Legutko, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej w Warszawie, obiecał likwidację prawnej luki.
- Ze swojej strony oraz komisji deklaruję, że w rozporządzeniu ministra edukacji narodowej będą ustalone jasne zasady przeliczania punktów takich gimnazjalistów. Zmiany zostaną wprowadzone na przyszły rok szkolny dla całego kraju – powiedział “Dziennikowi Bałtyckiemu” Legutko.
Dotychczas rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z września 2004 roku pozwalało dyrektorom okręgowych komisji egzaminacyjnych na zwalnianie gimnazjalistów z przyczyn losowych z egzaminów. W rozporządzeniu nie umieszczono jednak informacji, jak należy traktować takich uczniów podczas rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych. Pozbawieni byli oni bowiem połowy punktów, które może zdobyć gimnazjalista kończący szkołę (“Dziennik Chojnicki” 2.06.2006).
- Uczeń otrzymuje maksymalnie po 100 punktów za egzaminy oraz szkolne osiągnięcia – mówi Legutko. – Dlatego w przypadku zwykłych gimnazjalistów punkty przelicza się procentowo w stosunku do 200. Jeżeli jednak jest to uczeń zwolniony z egzaminów, powinno się stosować przelicznik w stosunku do 100. Jeżeli szkoły korzystają z tej metody, to nie powinny mieć problemów.
- Takie przypadki pojawiały się w skali całego kraju – mówi Maria Wróblewska, dyrektorka Wydziału Edukacji, Kultury, Sportu i Zdrowia w chojnickim starostwie powiatowym. – Uregulowania prawne w tej dziedzinie są niezbędne.

Autor artykułu: (aw)

Ósmy cud świata w Gdyni

July 7th, 2006

Repliki stu żołnierzy z Armii Terakotowej cesarza Qin Shi Huang goszczą od wczoraj na wystawie na parterze Centrum Gemini.

Figury naturalnej wielkości, dwie karoce z brązu, groty, łuki, monety i waza – wszystkie rzeźby przywieziono do Polski prosto z muzeum, położonego 40 km od miasta Xian w Chinach. Tam w 1974 r. kopiący studnię rolnicy odkryli pod ziemią figury starożytnych żołnierzy chińskich. Wykopalisko to archeologowie nazwali największym podziemnym muzeum wojskowym i ósmym cudem świata.
Pierwsza wystawa replik odbyła się w Barcelonie i przyciągnęła 2 mln ludzi. Nie jest możliwe, by po świecie wozić oryginały, dlatego na potrzeby takich wystaw muzeum stworzyło repliki. Jak tłumaczą organizatorzy, pierwsza wystawa w Polsce odbywa się w Gdyni ze względu na lokalny patriotyzm. Siedziba Polsko-Chińskiej Izby Gospodarczej mieści się co prawda w Sopocie, jednak tam organizatorzy nie mogli znaleźć dogodnego miejsca dla armii z terakoty. Podczas wystawy wyświetlany będzie film obrazujący historię armii oraz prace archeologiczne prowadzone po jej odkryciu.
Wystawa w Gdyni potrwa do 24 września. Później prawdopodobnie przeniesie się do Radomia i Warszawy.

Gdzie, kiedy, za ile
Wystawa czynna jest codziennie w godz. 10-22 na parterze Centrum Gemini przy ul. Waszyngtona 21. Wstęp: 10 zł normalny, 25 zł rodzinny (małżeństwo z min. jednym dzieckiem), grupowy (min. 20 osób) – 5 zł za osobę.

Autor artykułu: Ilona Truszyńska

Pomorze. Afera korupcyjna

July 7th, 2006

Żaden z zatrzymanych kilka dni temu w Gdańsku adwokatów i lekarzy nie trafił do aresztu, o co zabiegała prokuratura. Nie zgodził się na to wczoraj białostocki Sąd Rejonowy.

- Nie zgadzamy się z tymi decyzjami, będziemy się odwoływać – mówi rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku Janusz Kordulski.
Dwaj gdańscy prawnicy i trzej lekarze ze Szpitala Morskiego w Gdyni są podejrzani o płatną protekcję i korupcję. Białostocki sąd odrzucił wnioski o aresztowanie, jakie złożyła tamtejsza Prokuratura Apelacyjna. Wczoraj cała piątka odzyskała wolność. Wobec lekarzy, którzy nie przyznają się do winy, sąd zastosował dozór policyjny, mają także zakaz opuszczania kraju.
Za mecenasa Kazimierza K. – on także utrzymuje, że jest niewinny – poręczył wicedziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku, mec. Jerzy Glanc.
- Poręczyłem, że nasz kolega nie będzie w żaden sposób utrudniał toczącego się śledztwa – mówi wicedziekan. – Nie dotyczy ono meritum postępowania, ponieważ ani ja, ani rada nic o nim nie wiemy.
Drugi z podejrzanych adwokatów, mec. Marek P., przyznał się i złożył obszerne wyjaśnienia. W środę, po wpłaceniu 30 tys. zł kaucji, odzyskał wolność. Zabrano mu też paszport.
Lekarze są podejrzani o przyjmowanie łapówek za przygotowanie fikcyjnej dokumentacji medycznej przebywającemu w więzieniu przestępcy. Prawnicy mieli dostarczyć sądowi sfałszowane dokumenty.
Ich zatrzymania to wyłączony do odrębnego postępowania wątek olbrzymiego śledztwa, dotyczącego korupcji w gdańskim wymiarze sprawiedliwości. Wśród podejrzanych jest sędzia, prokurator oraz inny adwokat. Wobec kolejnych prawników śledczy skierowali wnioski o uchylenie immunitetów.

Autor artykułu: Darek Janowski

Ruszamy nad wodę!

July 5th, 2006

Sporo kąpielisk w całej Polsce nie nadaje się do tego, aby bezpiecznie mogły korzystać z nich osoby wypoczywające nad wodą. Jeszcze do niedawna takie alarmujące informacje można było usłyszeć w telewizyjnych newsach. Tymczasem w powiecie kościerskim na 33 kąpieliska, w 32 można bez najmniejszych obaw zażywać letnich kąpieli.

Tak wynika z raportu opracowanego przez Państwową Powiatową Inspekcję Sanitarną w Kościerzynie, jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Dzięki temu powiat kościerski jest atrakcyjny nie tylko dla mieszkańców, ale również turystów.
- Wśród tych 33 kąpielisk znajduje się 6 publicznych, w których specjaliści z naszej inspekcji sanitarnej co dwa tygodnie pobierają wodę, a tym samym dokonują jej oceny – mówi Grażyna Greinke, państwowy powiatowy inspektor sanitarny w Kościerzynie. – Badamy również cztery miejsca tradycyjnie wykorzystywane do kąpieli. Chodzi tutaj o kąpieliska, które co prawda nie zostały wyposażone w całą infrastrukturę, jednak korzystają z nich mieszkańcy, m.in. Dobrogoszcz.
Pozostałe to kąpieliska zakładowe przy ośrodkach wypoczynkowych. W tym przypadku kąpiel również jest w pełni dozwolona.
- Nieczynne jest jedynie kąpielisko w Borsku, przy ośrodku wypoczynkowym Jasnochówka – dodaje Grażyna Greinke. – Jednak zostało ono wykluczone z woli nowego właściciela, który dopiero co urządza się w tym miejscu i stara się je zagospodarować. Obecnie w trakcie opracowywania jest kolejny raport przygotowywany przez naszą placówkę. Jednak z wstępnych informacji wynika, że jeziora nadal są bezpieczne.
Lato nad wodą to jedna z najpopularniejszych form spędzania wolnego czasu. Dlatego też tak ważne jest bezpieczeństwo wszystkich kąpielisk.
- Co roku wspólnie z rodziną spędzamy lato w Wygoninie i korzystamy z tamtejszej plaży – mówi Anna z Gdyni. – Nie wyobrażam sobie, aby moje dzieci mogły kąpać się w brudnej wodzie. Dlatego też cieszą mnie wyniki raportu. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na niepokojące zachowanie osób, które bardzo często same zanieczyszczają jeziora, a także piękne okolice.
Choć jak na razie kąpiele są bezpieczne, to miłośnicy wodnego szaleństwa powinni powstrzymać się od tej formy aktywności podczas zakwitów sinic. Te bowiem mogą mieć negatywny wpływ na zdrowie.

Autor artykułu: Edyta Łosińska