Polonia Olimpia Elbląg przegrała wczoraj w 1/16 Pucharu Polski ze Stomilem Olsztyn, ale wstydu swoim sympatykom nie przyniosła.
Po meczu elbląscy piłkarze zebrali gromkie brawa od kibiców.
Gospodarze przetrzymali 15-minutową nawałnicę Stomilu i sami zaczęli groźnie atakować. W 16 min Moneta podał do będącego w polu karnym Parszuty, ten padł na ziemię popychany przez Jackiewicza, ale zdążył wycofać piłkę do nadbiegającego Fedoruka, jednak grający trener Polonii Olimpii przestrzelił. Z kolei w 21 min Fedoruk strzelał dystansu, ale bez problemów piłkę złapał Wyłupski.
Stomil też nie próżnował. W 23 min Jackiewicz strzelił głową tuż obok słupka. Bramka dla Stomilu mogła paść w 28 min, ale Kwiatkowski za słabo uderzył głową z ok. 5 m i Hyz obronił.
Dziesięć minut później elbląski bramkarz był już bezradny. Z prawej strony Szulik zagrał na 9. metr do Holca, a ten ,szczupakiem” skierował piłkę do siatki. – Marcin zauważył mnie kątem oka, podał dokładnie, jak na treningu – opowiadał po meczu Holc.
Po tej bramce Stomil jeszcze bardziej przycisnął i w 42 min. Holc ponownie mógł się wpisać na listę strzelców, al Hyz był na posterunku.
W przerwie żaden z trenerów nie zdecydował się na zmiany w składzie. Początek drugiej części meczu to najlepszy okres gry gospodarzy. W 48 min po dwójkowej akcji Tyburski – Fedoruk piłka trafiła na 4. metr do Wierciocha, lecz ten zamiast strzelać praktycznie… podał do Wyłupskiego. W 51 min Parszuto obsłużył zgrabnie Tyburskiego, ale potem dobrze interwniowali olsztyńscy obrońcy.
Gospodarze wraz z upływem czasu słabli, a piłkarze Stomilu byli coraz groźniejsi pod polem karnym elblążan. W 53 min Salami strzelał głową, a Hyz z trudem wybił piłkę nad poprzeczkę. Siedem minut później fatalny błąd popełnił Sznaza, który napierany przez Jackiewicza poślizgnął się. Pomocnik Stomilu wyszedł sam na sam z elbląskim bramkarzem, podał do Salamiego, a ten wpakował piłkę do siatki. Sędzia jednak gola nie uznał, dopatrując się pozycji spalonej.
W 62 min gospodarzy pogrążył Jackiewicz, który sfinalizował podanie Szulika i będąc sam na sam z Hyzem nie zmarnował okazji do podwyższenia rezultatu. Po tej bramce Stomil zmniejszył tempo akcji. Grał wolniej, za to dokładniej. Trzecia bramka zdobyta przez Holca z ok. 10 m padła po dośrodkowaniu z prawej strony Szweda.
Honorowego gola gospodarze zdobyli w 86 min. Lubasiński po rajdzie prawą stroną podał do zamykającego akcję Monety, a ten z ok. 8 m posłał piłkę w długi róg.
W 1/8 finału Pucharu Polski Stomil spotka się z Wisłą Kraków.
* Polonia Olimpia Elbląg – Stomil Olsztyn 1:3 (0:1)
0:1 – Holc (38), 0:2 – Jackiewicz (62), 0:3 – Holc (83), 1:3 – Moneta (86); sędziował: Grzegorz Kasperkowicz (Poznań); żółte kartki: Józefowski, Sznaza, Augustynowicz, Parszuto (Polonia Olimpia), Milewski, Kwiatkowski (Stomil)
Polonia Olimpia: Hyz – Józefowski, Sznaza, Gut, Moneta, Warecha, Parszuto, Augustynowicz, Wiercioch (62 Lepka), Tyburski (62 Lubasiński), Fedoruk
Stomil: Wyłupski – Milewski, Kościuczuk, Kłosowski, Szwed, Kwiatkowski, Kowalczyk, Szulik (67 Radziwon), Jackiewicz (86 Zagórski), Holc, Salami (74 Florek)
W Elblągu w obecności ok. 1500 kibiców cudu nie było. Wygrał Stomil, który od początku osiągnął przewagę nad czwartoligowymi gospodarzami. Tylko w pierwszych siedmiu minutach goście wykonywali cztery rzuty rożne.
Piotr Moneta, pomocnik Polonii Olimpii:
- Bardzo mnie ten mecz zmęczył. Zresztą jak cały zespół. Było widać różnicę poziomów między nami a Stomilem. Ale myślę, że to był dobry mecz, mógł się podobać. Przed wyjściem na boisko miałem cichą nadzieją, że może jednak wygramy. Ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Dla nich piłka to praca. My poza graniem mamy jeszcze inne obowiązki zawodowe. Jesteśmy amatorami i myślę, że jak na amatorów i tak dużo osiągnęliśmy. Cieszę się, że zdobyliśmy przynajmniej honorową bramkę, dla kibiców.
Chcieliśmy zagrać jak najlepiej umiemy, żeby nie było blamażu. I nie było.
Paweł Holc, pomocnik Stomilu:
- Nie ma co ukrywać. W Elblągu było widać różnicę pomiędzy nami a gospodarzami. Chłopaki z Elbląga nadrabiali ambicją braki w wyszkoleniu technicznym. Ale muszę przyznać, że nie był to spacerek. Nie chcę oceniać żadnego z elbląskich piłkarzy. Łatwiej to zrobić patrząc na mecz z trybuny. Żaden nie dał mi się jakoś specjalnie we znaki, tak abym go zapamiętał. Teraz gramy u siebie z Wisłą. Nasze szansę na awans oceniam na 40 procent.
Autor artykułu: Arkadiusz Kolpert, Jerzy Kuczyński