Inspektorzy i służby sanitarne poszukują w Klewkach śladów nielegalnych eksperymentów biologicznych. Domagał się tego Andrzej Lepper. Tymczasem poznajemy coraz więcej szczegółów menedżerskiej działalności Bogdana Gasińskiego.
Do Olsztyna dotarło pisemne polecenie przeprowadzenia drobiazgowej kontroli gospodarstwa w Klewkach. Według Bogdana Gasińskiego, który był dyrektorem tego gospodarstwa, na krowach prowadzono nielegalne eksperymenty. Miały one doprowadzić do wyhodowania bojowej odmiany wąglika, bakterii, która przed ponad miesiącem siała popłoch na całym świecie.
Według Gasińskiego, który tymi rewelacjami podzielił się z Andrzejem Lepperem, po wąglika przyjechali do Klewek talibowie. – Problem zgłaszał poseł i choćby ze względu na zainteresowanie ministerstwa potraktowaliśmy sprawę wyjątkowo poważnie – mówi dr Sławomir Różański, szef Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Olsztynie. Jego ludzie wyruszyli wczoraj do Klewek na kilkudniowe poszukiwania wąglika i nielegalnych eksperymentów.
Inspektorzy i pracownicy służb sanitarnych rozmawiali z mieszkańcami Klewek i Klebarka Wielkiego. Poza zakopanymi kośćmi zwierząt niczego nie udało się im znaleźć. – Nie wiemy ile było tych zwierząt i nie zamierzamy rozkopywać dołów – mówi Różański. – Sprawdzimy jedynie, czy ślad po tych zabiegach jest w dokumentach gospodarstwa.
Szczególnie uważnie inspektorzy szukali miejsca, gdzie miały być prowadzone nielegalne bioeksperymenty. – Na pewno nie ma śladów wąglika – zapewnia dr Różański. – Zresztą, gdyby coś takiego było, na pewno byśmy wiedzieli – ten ktoś z pewnością by nie żył. Do takich eksperymentów potrzebne są specjalne laboratoria.
O fatalnym stanie bydła hodowanego w Klewkach pracownicy bali się opowiadać. Gehennę zwierząt widziały także osoby postronne. – Pojechałam tam rano 19 kwietnia z myślą o spotkaniu z dyrektorem Gasińskim – opowiada prosząca o anonimowość kobieta. – Spóźniłam się, bo jak powiedział mi jeden z pracowników, dyrektor o szóstej rano spakował się i bez słowa tłumaczenia wyjechał. Jak się okazało, już nie wrócił.
Świadek krótko scharakteryzował gospodarstwo: – Strasznie wyglądające zwierzęta i zastraszeni ludzie. – To bydło wyglądało jak sarenki. Każde z nich ważyło co najwyżej połowę tego, co powinno – mówi.
Część krów zimę spędziło na dworze w szałasie zrobionym z poukładanych sprasowanych kostek siana. Reszta zimowała w oborze, której dawno zawalił się dach. – Krowy były przykute do poręczy łańcuchami, ale tak krótkimi, że nie mogły nawet stanąć. Miały nabrzmiałe kolana – opowiada kobieta.
Nieraz zdarzało się, że kobiety dojące krowy wchodziły rano do obory i odrzucał je smród rozkładających się zwierząt. Wołały pracowników. – Ci wywozili je na tyły gospodarstwa – mówi świadek. – Według ich szacunków, w ziemi leży zakopanych około 200 cielaków i 20 krów.
Kobiety przyznawały też, że doiły chore krowy, a mleko wylewały do… kanalizacji.
Dlaczego na taki sposób zarządzania nie reagował właściciel gospodarstwa, spółka Inter Commerce?
- W gospodarstwie byłem wiele razy i niczego złego nie widziałem – mówi Jerzy Nagraba, administrator gospodarstw należących do Inter Commerce. – Chodzi o to, że nikt, łącznie z panem Gasińskim, nie informowali nas o jakichkolwiek nieprawidłowościach. Dopiero kiedy pan Gasiński przepadł dowiedzieliśmy się, że opylił na boku 18 krów.
Wczoraj w południe zastępca powiatowego lekarza weterynarii Mirosław Karczewski, sprawdzał fermę Inter Commerce w Klewkach pod względem zabezpieczenia jej przed bioterroryzmem.
- Nie widzę takiego zagrożenia. Obiekt jest ogrodzony, całodobowo pilnowany, ma własne ujęcie wody, odpowiednio zabezpieczony magazyn paszowy – wylicza MIrosław Karczewski. Jedyne uwagi przekazane kierownikowi fermy dotyczyły brakującej glazury w lokalnej zlewni mleka i podobnych szczegółów.
– Rzeczywiście za fermą zakopano kilka, może kilkanaście padłych krów, Raczej nie były chore, to były zwykłe przypadki, np. kiedy krowa padła w wyniku komplikacji przy wycieleniu. Zaczepiało się ją do traktora i wywlekało w kierunku torów – były pracownik fermy (nazwisko znane redakcji) wie więcej. Ale plotkę, że krowy były chore na BSE uważa za kolejny wymysł Bogdana Gasińskiego. Parę osób, np. pewna pracownica gminy w Purdzie otrzymała po jego ucieczce kartki następującej treści: ,Dużo, ale to dużo BSE, AIDS oraz Downa”.
Pozostaje fakt, że od sierpnia 2000 roku mleczna ferma była poza kontrolą. Bogdan Gasiński bez podania przyczyn wymówił współpracę z Krajowym Centrum Hodowli Zwierząt. Krowy z Klewek jednym pociągnięciem pióra straciły rodowód i więcej niż połowę na swojej wartości.
Na polecenie Prokuratury Krajowej śledztwo w sprawie wypowiedzi posła Samoobrony, a wówczas wicemarszałka Sejmu Andrzeja Leppera, przejęła od Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Dzięki temu tylko jedna prokuratura będzie występowała z wnioskiem o uchylenie posłowi Lepperowi immunitetu.
Przed trzema tygodniami wicemarszałek Lepper powiedział o szefie polskiej dyplomacji Włodzimierzu Cimoszewiczu ,kanalia”. Wywołało to wielką polityczną burzę, która zakończyła się odwołaniem Leppera z funkcji wicemarszałka. Podczas sejmowej wypowiedział Andrzej Lepper zasugerował, że niektórzy politycy SLD i PO brali łapówki. Warszawska prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo.
Podolsztyńskie Klewki mogłyby uchodzić za europejskie centrum terroryzmu. Taki wniosek można wysnuć z doniesień, które Bogdan Gasiński wysyłał do prokuratur w Olsztynie i na ręce Andrzeja Leppera. Według Gasińskiego w Klewkach wylądował helikopter z talibami na pokładzie. Chcieli rzekomo kupić bakterie wąglika. Gasiński stwierdził również, że bliżej nieustalonym Arabom sprzedawał plany lotnisk w Niemczech i Polsce oraz plany samolotów pasażerskich Boeing.
Dodatkowo – jak stwierdził były zootechnik – w gospodarstwie w Klewkach były prowadzone tajne eksperymenty. Gasinski twierdzi też, że wie kto zabił generała Marka Papałę oraz o korupcji wśród polskich polityków. Na razie żadne z tych doniesień nie sprawdziło się.
Autor artykułu: Tamara Jesionowska, Cezary Stankiewicz, bs