- Początkowo zabijałem dla pieniędzy – mówił wczoraj przed wrocławskim sądem Robert Gawlik, oskarżony o zastrzelenie pięciu osób na terenie Poznania i Wrocławia. – Później zaczęło mnie to fascynować.
Prokuratura oskarżyła Gawlika o zastrzelenie 5 osób z pistoletu maszynowego scorpion.
Pierwsza z jego ofiar – 17-letnia Sylwia, została zastrzelona w lutym 2001 r. w Poznaniu. Zabójca zranił ją w okolice klatki piersiowej. Kolejną kulę wystrzelił w głowę dziewczyny. Właśnie ten strzał, zwany egzekucyjnym, stał się wizytówką mordercy.
Podobne rany odkryto na głowach jego czterech kolejnych ofiar zabitych we Wrocławiu – prostytutki i jej ochroniarza oraz małżeństwa.
36-letni mieszkaniec Wałbrzycha twierdzi, że nie odpowiada za zabójstwo w Poznaniu. Wczoraj przyznał się tylko do zastrzelenia dwóch osób w agencji towarzyskiej we Wrocławiu. Stwierdził, że pozostałe zabił jego wspólnik, którego nazwiska nie chciał zdradzić.
Robert Gawlik został zatrzymany kilkanaście dni po zabójstwie małżeństwa w marcu 2001 r. W jego aucie znaleziono scorpiona, z którego zastrzelono 5 osób. Morderca wyszukiwał swoje ofiary w ogłoszeniach w prasie. Po zabójstwach, umawiał się w ich mieszkaniach z innymi osobami, które zamierzały kupić samochód. Ich nazwiska znajdował również w prasowych anonsach. Chciał je obrabować, a prawdopodobnie również zamordować. Na szczęście nie udało mu się zrealizować zamiaru.
- Na początku robiłem to za określone kwoty pieniędzy, a potem zaczęło mnie to fascynować. Lubię patrzeć na ludzkie cierpienie – powiedział oskarżony. Mężczyzna był badany przez biegłych psychiatrów i psychologów. Stwierdzono, że ma zaburzoną osobowość, ale może w pełni odpowiadać za swoje czyny.
Renata Grochal
Gazeta Wrocławska
Autor artykułu: