Archive for May, 2003

Wielkopolskie TAK dla Europy

Monday, May 26th, 2003

Prareferendum unijne ,,Gazety Poznańskiej’’ i ,,Życia Konina’’, które odbyło się wczoraj w Koninie jest dobrą prognozą przed czerwcowym referendum.
Jeśli cała Polska zagłosuje za dwa tygodnie tak, jak wczoraj mieszkańcy Konina, to możemy być spokojni o wynik prawdziwego referendum.

Zobacz galerię zdjęć

Ponad 90 proc. osób głosowało wczoraj w Koninie na ,,Tak’’. Przeciwnicy wstąpienia Polski do Unii Europejskiej wczoraj w Koninie byli niemal niezauważalni. Nie było okrzyków, ani antyunijnej propagandy.

Co prawda pojawili się aktywiści Ligi Polskich Rodzin z ulotkami, ale ich argumentacja przegrała z entuzjazmem młodzieży, która do głosowania na ,,tak’’ przekonywała na scenie. Licealiści ze Szkolnych Klubów Europejskich z ZSZ im. M. Kopernika i II Liceum w Koninie przygotowali program, który miał zaprezentować kulturę krajów ,,Piętnastki’’.

Był więc i kankan i przeboje rodem z San Remo, ale też i słynna grecka Zorba.

Rowerami do Brukseli

Koniński festyn prareferendalny rozpoczął się od prezentacji ekipy rowerzystów, którzy wprost spod sceny startowali aż do Brukseli. Kiedy cykliści eskortowani przez ,,europejską bryczkę’’ i wóz policyjny wolnym tempem wjechali na plac przed konińskim Domem Kultury okazało się, że to nieprzypadkowa grupa. Jej liderem był poseł Józef Nowicki – szef wielkopolskiego Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Obok niego jechała Elżbieta Streker-Dembińska – starosta koniński i senator SLD Franciszek Bobrowski. Rowerzyści przyjechali na festyn jednak nie tylko po to, by prezentować swoje rowery. Na scenie w obecności kilku tysięcy koninian na fladze unijnej złożyli swoje podpisy, obok podpisywali się także inni politycy oraz organizatorzy prareferendum. Kolarze, tuż po godzinie 12.00 spakowali dobrze flagę i ruszyli w stronę Brukseli.

Politycy na poważnie

Jednak Unia to nie tylko kultura i obyczaje. Koninianie, którzy uczestniczyli w prareferendum oczekiwali też konkretów. Wicepremier i poseł Ziemi Konińskiej — Marek Pol starał się w rozmowie z dziennikarzem ,,Gazety Poznańskiej’’ przekonać, że Polska wiele straci jeśli opowie się przeciwko akcesji z Unią Europejską. Zdaniem polityka, stanowiska i miejsca pracy, które czekają nielicznych w instytucjach unijnych to jedynie jaskrawy przykład zysków, które niesie ze sobą Unia.

– Stanowiska w Brukseli nie będą dane na stałe jednej ekipie. Dziś rządzi taka opcja, jutro inna. Chodzi o podjęcie decyzji dla całych pokoleń, a nie dla wąskiej grupy ludzi – mówił Pol.
Podobnie poseł Michał Stuligrosz podkreślał, że nie
powinniśmy zaprzepaścić szansy danej nam przez historię.

Klucz do sukcesu

Prezydent Konina – Kazimierz Pałasz wystąpił wspomagany przez wicemarszałka Wielkopolski – Zbigniewa Winczewskiego. Obaj panowie podkreślali, że pieniądze, które trafią do Polski będą wykorzystywały samorządy, a zatem to w rękach samorządowców leży klucz do sukcesu miast i regionów po wstąpieniu do UE.

Politycy przemawiali, a ludzie przechadzali się pomiędzy stoiskami sponsorów konińskiej imprezy i wciąż wrzucali karty do urn. Odważniejsi uczestniczyli w konkursach, w których musieli wykazać się wiedzą o krajach wspólnoty europejskiej.

Bardzo na ,,tak’’

Urny zapełniły się jeszcze przed koncertem Stachursky’ego – gwiazdy europejskiego wieczoru. O tym, że mieszkańcy Konina chcą wejść do Unii Europejskiej było wiadomo już po zliczeniu pierwszych stu kart. Przewaga euroentuzjastów nad przeciwnikami Unii była tak duża, że przy utrzymaniu tej tendencji zapowiadało się na sensacyjnie wysokie poparcie. Głosy jednak były skrupulatnie liczone do ostatniego. Okazało się, że za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej opowiedziało się 2290 osób, czyli 90,6 proc. oddanych głosów. Przeciw było 237 głosujących (9,3 proc.). W sumie oddano 2585 głosów.

Gwiazda wieczoru

Kiedy gwiazdor muzyki pop szykował się w swojej garderobie do występu, plac szczelnie się zapełniał. Stachursky pod scenę podjechał samochodem. Tłum fanów, który oblegał piosenkarza był tak gęsty, że artysta z ledwością przecisnął się w kierunku sceny.
Na placu czekało już na niego około 10 tysięcy osób. Przywitanie było gorące. Fani z każdą kolejną piosenką reagowali coraz cieplej, a hity śpiewali razem z artystą.

Kino proeuropejskie

Nasze karty różniły się jednak od tych, na których będziemy skreślać ,,tak’’, lub ,,nie’’ 7 i 8 czerwca, dodatkowym pytaniem. Każdy kto poprawnie odpowiedział ,,Jakie państwo ubiega się razem z Polską o przystąpienie do Unii Europejskiej w 2004 roku?’’ brał udział w losowaniu zestawu kina domowego. Los uśmiechnął się do Renaty Pawlak, która prawidłowo odpowiedziała na pytanie ,,Gazety Poznańskiej’’. Jak nam zdradziła, w naszym prareferendum oddała głos na ,,tak’’. Tak samo zrobi w czerwcu.

Krystyna Pokora, działacz TPD w Koninie

Wzięłam udział w prareferendum. Głosowałam na TAK. Moim zdaniem nie ma innej szansy dla naszego kraju niż członkostwo w UE. Lepiej będzie nam, a szczególnie naszym dzieciom.

Tomasz Szymczak, strażak z Konina

W obecnej sytuacji naszego kraju jedynym ratunkiem jest głosowanie za przystąpieniem Polski do Unii. Dlatego właśnie bez wahania oddałem głos na TAK.

Waldemar Nowakowski, student z Włocławka

Zawsze marzyłem o studiach za granicą. Teraz będę mógł uczyć się taniej i tam gdzie chcę.

Karina Flisiak, studentka z Torunia

Nie chcę żeby Polska była gorsza od Rumunii. Dla studentów przystąpienie do Unii to bardzo ważna sprawa. Ja, podobnie jak cały mój rok, będę głosować za przystąpieniem Polski do UE.

Dariusz Karczewski, pracuje za granicą

Głosuję za Unią, choć boję się, że otwarcie rynków pracy spowoduje, że ja mogę ją stracić. Pracuję za granicą i widzę, że tam jednak żyje się lepiej.

Roman Stoiński, emeryt z Konina

Głosowałem na TAK nie dla siebie, lecz dla dzieci i wnuków. Nie możemy być sami, zjednoczeni w Unii mamy większe szanse na rozwój.

Janina Stoińska, emerytka z Konina

Urodziłam się na Zachodzie. W Polsce mieszkam od 50 lat i wiem, że aby u nas było lepiej, potrzebne są zmiany, szczególnie w polskim prawie.

Sławomir Wołoser, rolnik

Jestem za UE, ale nie na takich warunkach. Dlatego dziś głosowałem przeciw. Przejmuję gospodarstwo po rodzicach i nie zgadzam się z zaproponowanymi warunkami dopłat do hektara.

Zbigniew Wojtasik, pracownik kopalni Konin

W trosce o przyszłość mojego dziecka, zdecydowałem się oddać głos na TAK. W Polsce nie może już być gorzej. Unia jest na pewno alternatywą i my musimy z niej skorzystać.

Mariusz Zawadzki, piłkarz

Polacy nie mają innego wyboru jak zagłosować na TAK. Dla mnie to duża szansa. Boję sę tylko, że mimo wszystkich zapewnień okaże się, że integracja nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.

Marek
Pol
wicepremier

Efekty przystąpienia do Unii Europejskiej będą widoczne bardzo szybko. Jednak prawdziwe efekty przystąpienia do UE zauważymy dopiero za kilka lat, kiedy to zostaną w nasz kraj ,,wpompowane’’ pieniądze w inwestycje. Hiszpanie i Portugalczycy, którzy oddali w ostatnich kilku latach wiele tysięcy nowych dróg i autostrad uważają, że wstępując do Unii zrobili najlepszy biznes od kilkuset lat.

Kazimierz Pałasz
prezydent Konina

Wielu koninian już weszło do Europy. To przez firmy, które od lat współpracują z firmami z UE. Po naszej akcesji te firmy będą mogły się dalej rozwijać, a dzięki temu tworzyć miejsca pracy. Niezbędna jest jednak inicjatywa. Bez niej nic się nie polepszy, bo wejście do UE to wielka szansa, ale przede wszystkim dla aktywnych i odważnych.

Ryszard
Sławiński
senator
SLD

Wejście do Unii Europejskiej zastopuje wiele zjawisk. Musi się skończyć obowiązująca w Polsce ,,bylejakość’’ – ta działalność z ,,przymrużeniem oka’’. Razem z akcesją powinno skończyć się takie myślenie, że wszyscy jesteśmy skorumpowani. Jasność procedur wyeliminuje takżie ciągłe podejrzewanie wszystkich o działanie z niejasnego powodu.

Michał Stuligrosz
poseł Platformy Obywatelskiej

Zróżnicowanie kulturowe, tradycji lokalnych w Europie jest ogromne i to jest prawdziwe bogactwo. Polska kultura ma się znakomicie, odnosi ogromne sukcesy. Możemy, więc pokazać się od jak najlepszej strony. Polska kultura przetrwa, a jej kondycja, także finansowa będzie coraz lepsza.

Nagrodzeni

Dodatkowe nagrody ufundowane przez firmę ,,Franspol’’
1. Maria Wojciechowska
2. Elżbieta Jarzyńska
3. Zbigniew Kucharski
4. Mariusz Augustyniak
5. Waldemar Trawiński
6. Beata Majchrzak
7. Ireneusz Kurzajak
8. Cezary Cieślak
9. Kazimierz Górecki
10. Aniela Kuznowicz
W sprawie odbioru nagród prosimy o kontakt pod nr tel. (0-63) 245 67 44

Sponsorzy

Organizatorem prareferendum europejskiego w Koninie była Gazeta Poznańska, Urząd Miasta w Koninie i Polskie Składy Budowlane.

Sponsorzy:
Frans-Pol
KWB Konin SA
TP DITEL SA
Energetyka Kaliska SA

Autor artykułu: Maciej STROIŃSKI

5 x Gajtek!

Monday, May 26th, 2003

Kibice Lecha wreszcie doczekali się efektownego zwycięstwa. Pięć goli zdobył Krzysztof Gajtkowski.
„Olszewski!!! Co? 6:0” – skandowali sympatycy Kolejorza pod adresem bramkarza Pogoni. Pod koniec meczu sympatycznie pożegnali szczecinian okrzykiem „Szybko wracajcie, do ligi szybko wracajcie”.

Ostatni raz lechici odnieśli tak wysokie zwycięstwo 14 listopada 1992 roku. Wtedy to pokonali Hutnika Kraków 7:1. Cztery gole strzelił w tym meczu obecny gracz Wisły Kazimierz Moskal. W sobotę jego wyczyn poprawił Krzysztof Gajtkowski. Napastnik Kolejorza strzelał jak w transie. Pięć goli w jednym meczu to osiągnięcie, które niezależnie od klasy przeciwnika, budzi szacunek.

Nowy atak

Lech musiał wygrać ten mecz by obronić się przed barażami. Pogoń to zdecydowanie najsłabszy zespół ligi, więc liczono na efektowne zwycięstwo. Poznaniacy mile zaskoczyli swoich fanów, bo nikt się nie spodziewał, że padnie aż tyle goli.
Tym razem trener Bohumil Panik nie wystawił w podstawowym składzie Bartosza Ślusarskiego. Reprezentant młodzieżówki był w ostatnich pojedynkach bardzo nieskuteczny, więc szkoleniowiec Lecha powrócił do ustawienia ataku, który występował na początku wiosny.
Efekt był taki, że Krzysztof Gajtkowski, który dotychczas dla Lecha zdobył tylko dwie bramki, po tym spotkaniu ma ich na swoim koncie aż siedem. Ale kiedy u boku ma się znajdującego się w świetnej formie Piotra Reissa strzelanie bramek wydaje się dziecinnie łatwe.

Kanonada po kwadransie

Deklasowanie Pogoni rozpoczęło się w 15 minucie. Wtedy to po dośrodkowaniu Pawła Kaczorowskiego, kapitan gospodarzy popisał sie pięknym strzałem głową. Piłkę odbił Sławomir Olszewski, dopadł do niej Gajtkowski i trafił do bramki z dwóch metrów. Przy drugiej bramce asystę zaliczył Waldemar Kryger. Gajtek tym razem głową, umieścił piłkę w siatce.
Trzecią bramkę znów wypracował Łukasz Madej który zauważył niepilnowanego kolegę na środku pola karnego. Gajtkowski przyjął piłkę na klatkę piersiową, strzelił z woleja i ustalił wynik spotkania do przerwy.

Ładna kombinacja

Trener Jerzy Wyrobek na drugą połowę wpuścił trzech nowych graczy, ale przewaga mającego sporo ochoty do gry Lecha nadal była duża i padły kolejne bramki.
Czwartej bramka padła po bardzo ładnej, kombinacji Madeja z Reissem. Kapitan Lecha piętą odegrał piłkę do Gajtkowskiego, który z lewej nogi strzelił nie do obrony. W tym momencie kibice zaczęli zastanawiać się ile goli musi zdobyć jeszcze poznański napastnik by włączyć się do rywalizacji o tytuł króla strzelców. ,,Gajtek” strzelał jak w transie, ale w jego cieniu nie chcieli być inni.
W 64 min Michał Goliński przejął piłkę przed polem karnym Pogoni, dwoma zwodami wymanewrował Marka Walburga i strzelił w krótki róg.

Ostatnie słowo należało jednak do Gajtkowskiego. Tym razem napastnik gospodarzy uprzedził obrońców Pogoni i dobił strzał głową Bartosza Ślusarskiego.

Zamiast zegara

Zwycięstwo mogło być jeszcze wyższe, ale w końcówce Ślusarski z 5 metrów strzelił wysoko na bramkę, a uderzenie Bosackiego ładnie obronił Sławomir Olszewski.
Bramkarz Pogoni miał smutny wieczór. Od stanu 3:0 kibice skandowali jego nazwisko, a potem liczbę wpuszczonych przez niego goli. Dla tych, którzy spóźnili się na mecz, była to cenna informacja. Zegar stadionowy był w sobotę popsuty. Czyżby padło za dużo goli?

Naj, naj

10 – tyle bramek w jednym meczu strzelił Ernest Wilimowski. Było to w maju 1939 roku. To rekord naszej ligi

6 – tyle bramek zdobył 27 sierpnia 1950 roku w meczu z Szombierkami Teodor Anioła. To rekord Lecha.

5 – goli ma na swoim koncie trzech graczy, którzy bronili barw Lecha. 28 kwietnia 1990 roku w meczu ze Stalą Mielec (6:1) pięciokrotnie bramkarza gości pokonał 20-letni wtedy Andrzej Juskowiak. 25.06 1997 roku w meczu z Rakowem pięć bramek dla Widzewa strzelił Jacek Dembiński. Ostatnio takim wyczynem w naszej lidze popisał się Maciej Żurawski. 8 września 2001 roku ,,Żuraw” pięć razy trafił dla Wisły w meczu z GKS-em w Katowicach.

Debiut Piątka

W sobotę 28 urodziny obchodził Norbert Tyrajski. To był jednak dla niego pechowy wieczór. Już w 22 min. odniósł kontuzję mięśni barku i musiał opuścić boisko. Jego występ w Zabrzu stoi pod znakiem zapytania. Tyrajskiego zastąpił Waldemar Piątek, który debiutował w koszulce Lecha.

Rozmowa z Krzysztofem Gajtkowskim

Zamieniłeś się numerem z Waldemarem Krygerem. Ktoś napisał w internecie, że ,,17” to pałka i kosa. Żniwo było imponujące…

- Z 17 strzelałem gole dla GKS-u. Waldek zgodził się oddać mi ten numer przed meczem z Groclinem. Efekt nie był natychmiastowy, ale wreszcie się przełamałem i pokazałem, że umiem zdobywać bramki.

Myślisz jeszcze o tytule króla strzelców?

- Nie (śmiech). Starty są zbyt duże. Cieszę się bardzo, że wysoko wygraliśmy Pogonią, ale teraz trzeba jeszcze zdobyć punkty na Górniku. Chętnie zamieniłbym, któregoś gola na bramkę w Zabrzu. Chociaż wydaje mi się, że i tak coś tam strzelę.

Przypominasz sobie mecz, w którym zdobyłeś pięć bramek?

- Nawet grając w juniorach nigdy nie zdobyłem tylu goli w jednym meczu. Cos takiego zdarzyło mi się pierwszy raz.

Snajperzy

22 bramki – Stanko Svitlica (Legia Warszawa);

21 bramek – Marcin Kuźba (Wisła Kraków);

20 bramek – Andrzej Niedzielan (Górnik Zabrze/Groclin Dyskobolia), Maciej Żurawski (Wisła Kraków);

14 bramek – Jacek Ziarkowski (Odra Wodzisław);

13 bramek – Krzysztof Gajtkowski (GKS Katowice/Lech Poznań);

12 bramek – Michał Chałbiński (Odra Wodzisław), Tomasz Dawidowski (Amica Wronki);

10 bramek – Grzegorz Rasiak (Groclin Grodzisk)

Los nam sprzyjał

Kiedy w sobotę po remisie w Chorzowie trener Groclinu Grodzisk Bogusław Kaczmarek mówił, że jego zespół zdobył cenny punkt, ze zdumienia przecierałem oczy.
Cenny? Przecież Groclin stracił szanse na awans do europejskich pucharów. I to z kim…z Ruchem, jedną z najsłabszych drużyn w ekstraklasie. Wydawało się bowiem, że kto jak kto, ale Legia bez problemów poradzi sobie z innym kandydatem do spadku i wysiłek całego sezonu zostanie w tak głupi sposób zaprzepaszczony. Jaka jest bowiem różnica miedzy 4 a 11 miejscem w tabeli? Oprócz statystyki, nie ma to żadnego znaczenia.
Los jednak sprzyja w tych rozgrywkach drużynie Groclinu. Nie chodzi już o gole w ostatnich minutach. 24 godziny później po wydawało się sromotnej klęsce w Chorzowie, ,,Bobo” znowu mógł wyciągnąć z kieszeni swoją szczęśliwą czapkę i machać nią przed telewizorem. Legia nie poradziła sobie w Jaworznie i rzeczywiście gol Radosława Sobolewskiego okazał się na wagę złota. Trzecie miejsce zostało obronione.
Nie należy jednak drażnić piłkarskiej fortuny. Groclin, w kolejnym spotkaniu z Zagłębiem, nie może już sobie pozwolić na chwile słabości. Lubinianie i tak łagodnie potraktowani zostali we Wronkach. Dosyć już tej wielkopolskiej gościnności.
Remis we Wronkach spowodował, że Lechowi do pełni szczęścia (czyli utrzymania się bez baraży) brakuje już praktycznie jednego punktu. Dlaczego? Remis w Grodzisku nie wchodzi w rachubę. Tego prezes Zbigniew Drzymała już by nie wybaczył swoim piłkarzom, także z uwagi na osobę Adama Topolskiego.
Zagłębie może więc liczyć tylko na pokonanie Legii, chociaż… ta kolejka znowu potwierdziła, iż bawienie się we wróżkę w naszej lidze to zajęcie niezwykle ryzykowne. Można się najnormalniej ośmieszyć.

M. LEHMANN

Autor artykułu: LEM

Graliśmy jak dupki…

Monday, May 26th, 2003

… powiedział po zakończeniu tego spotkania bramkarz Amiki Grzegorz Szamotulski.
Ta wypowiedź w pełni odzwierciedla to, co działo się na wronieckim boisku, szczególnie
w drugiej połowie pojedynku.

Mecz był ważny tylko dla zespołu gości, który broni się przed degradacją. Pod trenerską opieką Adama Topolskiego, Zagłębie w trzech poprzednich spotkaniach zdobyło siedem punktów. Teraz po pierwszych 45 minutach zanosiło się na to, że lubinianie nie zdobędą ani jednego punktu. A jednak, cztery minuty przed końcem piękna bramkę zdobył Andrzej Szczypkowski i zapewnił swojej drużynie remis.

Gol Zieńczuka

Pojedynek na stadionie przy ul. Leśnej we Wronkach stał na słabym poziomie. Co prawda z większą ochotą do ataku ruszyli goście, ale niewiele z tego wynikało. Akcje Zagłębia, Amica powstrzymywała skutecznie daleko od swojej bramki. Podopieczni trenera Stefana Majewskiego nie potrafili w tym okresie zaatakować, ale to oni zdobyli prowadzenie już w 10 minucie. Jeden z obrońców Amiki wybił piłkę daleko w kierunku pola karnego gości. Blisko niej był obrońca Bogdan Zając, ale jego kolega Nerijus Radżius w tym momencie sfaulował biegnącego Tomasza Dawidowskiego. Arbiter Robert Werder odgwizdał rzut wolny z ok. 20 metrów. Marek Zieńczuk popisał się mocnym strzałem, a zadanie ułatwili mu lubińscy obrońcy, którzy zostawili lukę w murze. Jarosław Krupski nie miał szans na obronę tego strzału.

Błąd Krupskiego

Po stracie bramki teraz i Zagłębie zaczęło dochodzić do pozycji strzeleckich. Szamotulskiego próbowali zaskoczyć Arkadiusz Klimek i Brasilia, ale bez widocznego rezultatu. Z kolei Dawidowski znalazł się w sytuacji sam na sam, ale piłka poszybowała obok słupka. Co nie udało się ,,Dawidowi’’, w 31 minucie zrobił Jacek Dembiński. Powstało spore zamieszanie w polu karnym Zagłębia, piłka trafiła do Dembińskiego, który zdecydował się na uderzenie zza linii 16 metrów. Piłka skoczyła jeszcze przed Krupskim, odbiła mu się od piersi i… wpadła do siatki. Można śmiało stwierdzić, że oba gole dla gospodarzy, używając języka kibiców, padły z ,,niczego’’. Goście tuż przed przerwą mogli zdobyć bramkę, ale Klimek głową z bliska spudłował.

Połowa dla Zagłębia

Po przerwie w 50 minucie Dembiński popisał mocnym strzałem z 14 metrów, ale tym razem Krupski był na posterunku. Trzy minuty później Brasilia pokonał Szamotulskiego, wykorzystując podanie Klimka, który ograł młodego obrońcę Amiki – Bartłomieja Koniecznego z lewej strony pola karnego. Od tego momentu wronczanie grali coraz gorzej, chociaż w 62 minucie Zieńczuk mógł zdobyć tego dnia drugą bramkę. Wroniecki pomocnik strzelił jednak zbyt słabo, a piłkę z linii bramkowej wybił Jacek Manuszewski. Lubinianie przeprowadzali akcje z większym animuszem i stało się jasne, że drugi gol dla tej drużyny jest już tylko kwestią czasu. Rzeczywiście w 86 minucie Andrzej Szczypkowski przelobował Szamotulskiego i było 2:2. Asystę przy tej akcji należy zapisać Ireneuszowi Kowalskiemu. Po tym golu wronieccy kibice zaczęli opuszczać trybuny. W końcówce tego meczu nad boiskiem zrobiło się szaro, ale nie zapalano już jupiterów, tak jakby chciano, aby widzowie nie oglądali już tego sportowego widowiska. Zagłębie zdobyło upragniony punkt, a wśród nie tylko miejscowych kibiców pozostał po tym meczu spory niesmak.

Adam Topolski
trener Zagłębia

W pierwszej połowie popełniliśmy dwa fatalne błędy i w przerwie moi zawodnicy bardzo chcieli wszystko naprawić. Tak się stało, zdobyliśmy dwie bramki, które dały nam remis. Bardzo się cieszę z tego punktu, bo to praktycznie daje naszej drużynie miejsce w barażach. Co będzie dalej zobaczymy. W takiej dyspozycji jak w drugiej części we Wronkach, Zagłębie może wygrać z każdym przeciwnikiem – i z Groclinem i z Legią.

Stefan Majewski
trener Amiki

Wydawało się po pierwszej połowie, że ten mecz jest już nasz. Tym bardziej, że mieliśmy jeszcze sytuacje na następne bramki. Gdyby tak się stało, losy byłyby przesądzone. Piłka nożna to jednak taka dyscyplina, że prowadzący bywa ukarany za niewykorzystane sytuacje. Tak też było w dzisiejszym spotkaniu.

Autor artykułu: JAC

Bez taryfy ulgowej

Monday, May 19th, 2003

Ozdobą sobotniego meczu był przepiękny gol Marcina Burkhardta.
19-letni pomocnik Amiki z prawie 30 metrów huknął nie do obrony.

Czy Amica znowu okażę sie ligowym ,,Janosikiem”, który odbiera punkty bogatym, a rozdaje biednym? – zastanawiali się kibice. Okazało się, że porażka z Garbarnią była ,,wypadkiem przy pracy”. Tym razem obyło się bez taryfy ulgowej, choć Amica bardzo dobre momenty przeplatała z denerwującymi przestojami w grze.

Strzał najwyższej jakości

Wszelkie dywagacje już w 8 minucie przerwał Marcin Burkhardt. 19-letni pomocnik otrzymał piłkę od Tomasza Dawidowskiego i huknął z prawie 30 metrów.

- To był strzał najwyższej jakości – skomentował to
uderzenie trener gości Piotr Mandrysz. Mój bramkarz powiedział, że za późno zobaczył piłkę i miała ona ,,odchodzącą rotację”. Myślę, że nie miał szans tego obronić.

W 20 min. powinno być 2:0, ale Bartosz Ława, któremu wyłożył piłkę Grzegorz Mielcarski w doskonałej sytuacji strzelił za wysoko. Gdyby taka sytuację miał Marek Zieńczuk…

- Zadecydowałem, że Marek nie zagra w tym meczu, bo ma naciągnięty mięsień. Kolejne dwa spotkania gramy we wtorek i za tydzień w sobotę; postanowiłem go oszczędzić. Zawodnik był smutny z tego powodu, ale uznałem, że tak będzie najlepiej – wytłumaczył nieobecność swojego pomocnika trener Stefan Majewski.

Prezent obrony

Ruch grał niemrawo, a dobrze współpracująca na prawej stronie dwójka Sokołowski – Dawidowski co chwilę zagrażała ,,Niebieskim”. Już po około kwadransie nieliczna grupka śląskich kibiców zaczęła skandować: ,,zagrajcie dla nas, Niebiescy, zagrajcie dla nas”.
To ożywiło gości, choć wyrównanie było prezentem od Grzegorza Szamotulskiego i Jarosława Bieniuka. Po dośrodkowaniu z prawej strony obaj nie mogli się zdecydować kto ma wybić piłkę. W efekcie spadła ona pod nogi Mariusza Śrutwy, który nie miał problemu z trafieniem do pustej bramki z 10 metrów.

W 30 min z kolei fatalny błąd popełniła defensywa Ruchu. Dawidowski odebrał piłkę Masternakowi i popędził w kierunku bramki. W pojedynku 1 na 1 lepszy okazał się jednak bramkarz Ruchu.

Usiadł i nie wstał

W 36 min kontuzji doznał Grzegorz Mielcarski.

- Wygląda to na zerwanie mięśnia dwugłowego. Chyba Grzesiu będzie miał sezon z głowy. On ma rzeczywiście wielkiego pecha – mówił zastępujący go Grzegorz Król.
Rezerwowy napastnik w drugiej połowie grał niezwykle aktywnie. Chciał udowodnić trenerowi, że należy mu się miejsce w podstawowej jedenastce i wypracował zwycięską bramkę. Król świetnie przyjął piłkę w środku pola i błyskawicznie rozegrał dwójkową akcję z Tomaszem Dawidowskiem. Piłkarze wymienili w pełnym biegu podania, a Dawidowski tym razem strzelił pod brzuchem Sebastiana Nowaka.

W 68 min znowu po nieporozumieniu obrońców Amiki bliski uzyskania wyrównania był Gruzin Lasha Rachwiaszwili, który zastąpił Aarana Linesa.
Jak stwierdził szkoleniowiec Ruchu, Lines został kopnięty w pierwszej połowie – i tak jak usiadł na ławce w szatni, tak już nie wstał.

Rachwiaszwili mocno strzelił, z 10 metrów, ale Szamotulski świetnie interweniował.

Tylko 800 widzów

Końcówka należała do Amiki. W 81 min Krzysztof Kowalczyk po podaniu Króla strzelił równie wysoko jak niecelnie. Szkoda, bo była to doskonała sytuacja na trzecią bramkę. Chwile później okazji nie wykorzystał Dawidowski.
Zwycięstwo Amiki oglądało tylko 800 widzów. Czyżby mieszkańcy Wronek mieli już dosyć futbolu?

Stefan
Majewski
trener Amiki:

Dość łatwo uzyskaliśmy prowadzenie. W przerwie zwróciłem uwagę zawodnikom, aby grali agresywniej i to na początku drugiej połowy przyniosło nam zwycięską bramkę. Martwi mnie fakt, że Dawidowski dostaje kartki za niesportowe zachowanie. Pracujemy nad nim, ale na razie wyniki są słabe. Ale gwarantuje, że i one się poprawią.

Piotr Mandrysz
trener Ruchu

Chcieliśmy wywieźć z Wronek jeden punkt. Jesteśmy smutni, że spadliśmy do strefy spadkowej. Graliśmy otwartą grę, ale popełniliśmy błędy, które przeciwnik wykorzystał. Brakowało w drużynie Damiana Gorawskiego i Marcina Malinowskiego.

Marcin Burkhardt

To chyba była twoja najładniejsza bramka w ekstraklasie?

- Myślę, że tak. Trenuję na treningach strzały z dystansu. Uderzyłem zewnętrzną strona stopy. Piłka nabrała rotacji. Bramkarz się rzucił ale ona odchodziła od jego rąk i wpadła do siatki.

Trener zdjął ciebie po 70 minutach. Byłeś zmęczony?

- Czekają nas dwa trudne mecze i chyba nie chciał szafować moimi siłami. Ale nie czułem się źle. Musze jednak przyznać, że był to dla nas trudny mecz, zwłaszcza w sferze psychicznej. Po przegranej ze Szczakowianką nie mogliśmy sobie pozwolić na kolejną przegraną z niżej notowanym rywalem, bo znowu byłoby mnóstwo niepotrzebnych domysłów.

Autor artykułu: Maciej LEHMANN

Policja wciągnięta w intrygę

Monday, May 19th, 2003

Służby specjalne założyły podsłuch policji. Grupa adwokatów wciągnęła w porachunki finansowe funkcjonariusza Centralnego
Biura Śledczego – to wszystko działo się w Poznaniu. Ujawniamy kulisy aresztowania policjanta CBŚ i adwokata.

Dwa tygodnie temu opisywaliśmy, jak do aresztu trafił policjant Centralnego Biura Śledczego Tomasz G. oraz poznański adwokat Aleksander M. Prezes spółki „Telmax” Marek P. oskarżył ich, że chcieli wymusić od niego 180 tysięcy złotych.

„Gazecie Poznańskiej” udało się dotrzeć do kulis tej sprawy. Okazuje się, że pojawiają się przy niej – nie jeden, a kilku poznańskich adwokatów, radcy prawni, prokurator Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu, podsłuchy zakładane policjantom CBŚ przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a sama spółka „Telmax” jest już od ponad roku w zainteresowaniu policji.
Okazuje się również, że z jednej strony spółka „Telmax” sprzedawała Komendzie Głównej Policji w Warszawie sprzęt komputerowy i centrale, a z drugiej dokonywała przelewów na konta firmy Włodzimierza C. Ten poznaniak, o którym już pisaliśmy jest oskarżony o porwanie, a podejrzany o pranie brudnych pieniędzy.

Rolowanie w spółce

- Żeby zrozumieć co się stało, musicie zacząć od wojny w spółce „Telmax”. Od tego się wszystko zaczęło, a wciągnąć w to dało się środowisko adwokackie, policjanci i prokuratorzy – mówiła nam osoba należąca do „poznańskiej palestry”.

Spółka „Telmax”, a w zasadzie „Telmaxnet” powstała w połowie lat 90-tych, kontynuując działalność firmy Systemy Bankowe i Biurowe. Tę z kolei założyli ludzie związani z Bankiem Staropolskim, zanim przejął go Piotr Bykowski. Jedną z takich osób był Piotr Gwizd, właściciel firmy „Interinwest”.

- Może nie uważam się za ojca „Telmaxu”, ale przyczyniłem się do jej rozwoju – mówił nam Gwizd. „Telmax” wchodzi na rynek sprzedając komputery i zakładając sieci. Największy jej kontrakt to sieci dla PKO BP za 40 mln zł.
Jednak w 1994 roku pojawia w firmie Marek P. Wraz z żoną, która zostaje członkiem Rady Nadzorczej. Agata P. jest znanym poznańskim radcą prawnym pracującym dla dużych banków. Stopniowo Marek P. zdobywa wraz z żoną kontrolę nad spółką: jest jej prezesem, ma decydujące głosy, jego ludzie wchodzą do Rady Nadzorczej (m.in znani członkowie Krajowej Izby Gospodarczej w Warszawie). W końcu usuwa z rady Piotra Gwizda.

Wygląda na to, że został pan, mówiąc językiem biznesu: wyrolowany – zwracamy się do Piotra Gwizda.

- Marek P. zdobył silną pozycję w spółce, to fakt. Mnie jednak nadal zależy na jej rozwoju – ucina krótko P. Gwizd.
Przelewy do pralni
W spółce zatem trwa konflikt o kontrolę, który zaostrza się latem 2002 roku. Potwierdza to Marek Żelazko, dyrektor z Krajowej Izby Gospodarczej.

- Od ubiegłego roku sytuacja stała się nieznośna. Choć Marek P. wprowadził mnie do spółki, to postanowiłem zerwać z nią swoje związki – mówi nam M. Żelazko. Razem z nim odchodzi inny członek KIG.

Tymczasem Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu badając tzw. aferę paliwową trafia na dokumenty firmy Nebrapol i CETEWE. Wśród przelewów na jej konta odkrywa, że firma „Telmax” miała dokonywać takich na sumy od kilkuset tysięcy do nawet kilku milionów złotych. Nebrapol i CETEWE należące do Włodzimierza C., to tzw. „pralnie” – miały legalizować pieniądze pochodzące z przestępstwa m.in. obracania lewym paliwem. Dlaczego “Telmax” dokonywał takich przelewów?

- Nic o tym nie wiem. Spółka nie miała przychodów wystarczających, żeby płacić takimi pieniędzmi – przypuszcza Piotr Gwizd, choć nie chce ręczyć za pozostałych udziałowców.

A zna pan Włodzimierza C.?

- To nazwisko nie jest mi obce – tłumaczy, choć twierdzi, że nie pamięta skąd je zna. Nie wie również, czy Włodzimierz C. zna Marek P., który nie chciał z nami rozmawiać.

Jednak „Telmax” nie był biedny. W 1997 roku czasopismo Computerworld uplasowało spółkę na 34 miejscu w rankingu teleinformatyki. Od 1996 do 2000 roku „Telmax” wygrał kilka dużych przetargów m.in dla PKO BP. Z Biuletynu Zamówień Publicznych wynika również, że w 1999 roku wygrał przetarg dla Komendy Głównej Policji. Opiewał on na blisko milion złotych. „Telmax” zdobył zatem markę. Co jednak łączy tę firmę z „pralnią pieniędzy”? To właśnie starali się wykryć policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. „Telmaxem” interesowało się również Centralne Biuro Śledcze. A CBŚ-em zainteresowała się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), która w jej poznańskiej siedzibie… założyć miała podsłuch.

Kontakt na parkingu

Dlaczego służby specjalne inwigilowały policję? Do ABW latem ubiegłego roku przyszedł bowiem właśnie Marek P. Oświadczył, że jest szantażowany przez policjanta CBŚ i adwokata. Dlaczego Marek P. poszedł akurat do służb specjalnych? Bo taką radę otrzymał od Rocha Waszaka, prokuratora z poznańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Z Waszakiem skontaktowała się, znająca go żona Marka P., Agata.

- Chyba raz spotkałem się z Markiem P. Powiedział, że jakiś policjant go szantażuje. Poleciłem mu zatem ABW, bo lepszego pomysłu nie miałem – przyznał nam Roch Waszak.
Panowie spotkali się na parkingu przed marketem IKEA na poznańskim Franowie. Gdy Marek P. usłyszał radę, tak też zrobił.

Choć ABW nie udziela żadnych informacji w sprawach operacyjnych, to udało nam się dowiedzieć, że jesienią ubiegłego roku założyła co najmniej trzy podsłuchy na liniach telefonicznych: biura Marka P. w “Telmaxie”, kancelarii adwokata Aleksandra M. i na numerze Tomasza G. w siedzibie Centralnego Biura Śledczego w Poznaniu. O sprawie poinformowano też wydział spraw wewnętrznych Komendy Głównej. Nie wykluczone, że to ten „specwydział” zajmował się również inwigilacją swojego policjanta.

Mediacje albo szantaż

Jak to się stało, że policjant CBŚ siedzi teraz w areszcie? Czy rzeczywiście próbował wyłudzić pieniądze od prezesa „Telmaxu”?

Według naszych informacji policjant znał dobrze poznańskie środowisko adwokatów m.in. Marka Ż., który doradza Piotrowi Gwizdowi. W ten sposób miał dowiedzieć się o konflikcie w „Telmaxie”. Nie wiemy, jak poznał adwokata Aleksandra M., ale to między innymi z jego kancelarii miał dzwonić do szefa „Telmaxu”. Z protokołów podsłuchu wynika, że policjant nakłaniał Marka P. do zapłacenia 180 tys. zł. Za co?

- Są dwie wersje: Tomasz G. dał się namówić do mediowania między wspólnikami i został wrobiony razem z adwokatem, jak dziecko. A druga, że faktycznie chciał na bezczelnego coś dla siebie zyskać – mówi nam osoba związana ze śledztwem.
Sam Piotr Gwizd w rozmowie z nami zaprzeczył, jakoby chciał „odzyskiwać jakieś pieniądze od swojego wspólnika Marka P.”

- O całej aferze z policjantem dowiedziałem się w kwietniu z artykułu w “Gazecie Poznańskiej” – tłumaczy Piotr Gwizd. Wiemy jednak, że zostanie on przesłuchany do tej sprawy przez szczecińską prokuraturę.

Areszty utrzymane

Zapisy z rozmów telefonicznych policjanta CBŚ służby specjalne i wydział spraw wewnętrznych Komdendy Głównej przekazały Prokuraturze Apelacyjnej w Poznaniu. Przy okazji nagrano jego rozmowy z policyjnego telefonu w siedzibie CBŚ w Poznaniu. Podczas jednej z nich zezwolił pewnej kobiecie na widzenie z mężem, który – jako aresztowany – nie miał do tego prawa.

- To akurat żadna afera, gdyż policja często tak robi, chcąc namówić żonę do wpłynięcia na męża, aby zeznawał – mówi nam jeden z policjantów. – Tomasz G. głupio się podłożył, bo mógł wystąpić o zezwolenie na takie widzenie.
Faktem pozostaje, że prokuratura tu także postawiła mu zarzut „niedopełnienia obowiązków służbowych”, choć nie miało to związku ze sprawą „Telmaxu”. Nieoficjalnie wiemy, że cały poznański oddział CBŚ boi się, że ma telefony na podsłuchu.

Prokuratura Apelacyjna w Poznaniu na przełomie 2002 i 2003 roku przekazała sprawę Prokuraturze Okręgowej w Szczecinie (aby odrzucić podejrzenie o stronniczość). Ta nakazała zatrzymać policjanta i adwokata, a sąd aresztował. Tydzień temu sąd gorzowski odrzucił zażalenie na areszt Tomasza G. i Aleksandra M. twierdząc, że dowody są zbyt mocne.

- Sprawa nadal się rozwija. Będziemy przesłuchiwać kolejnych świadków – mówi Tadeusz Kulikowski, z-ca prokuratora okręgowego w Szczecinie. Potwierdził on również, że w sprawie przewijają się nazwiska innych poznańskich adwokatów.

Marek P. szef spółki „Telmax” nie chciał rozmawiać z nami na temat działalności firmy i zarzutów stawianych policjantowi i adwokatowi.

Spór o wypłaty

Piotr Gwizd i Marek P. walczą o kontrolę nad spółką „Telmax” także za pośrednictwem prokuratury Poznań Nowe Miasto. Od początku kwietnia trwa tam śledztwo związane z rzekomym działaniem na niekorzyść „Telmaxu”. Prokuratura sprawdza, czy Marek P. – jak twierdzi Piotr Gwizd – pobierał nienależne wynagrodzenie. Chodzić tu ma o kwoty do kilkuset tysięcy złotych

Biznesmen znikąd?

O Marku P. szefie „Telmaxu” niektórzy mówią „biznesmen znikąd”.

- Wiem, że działał w Krajowej Izbie Gospodarczej – mówi krótko Władysław Krokowicz, szef Konfederacji Pracodawców Polskich. Do KPP należy również Marek P. Był on również członkiem komisji dialogu społecznego z ramienia KPP przy Urzędzie Wojewódzkim.

Pralnia dla Poznania

Firmy Włodzimierza C. – na konta którego trafiać miały pieniądze z „Telmaxu” – to spółki Velter, Wilbur, Nebrapol i CETEWE. Były one bardzo popularne wśród poznańskich biznesmenów. Dwie pierwsze były zarejestrowane w tzw. raju podatkowym. Dwie ostatnie były pralniami pieniędzy pochodzących z paliwa. Włodzimierz C. uchodził również za przyjaciela Zbigniewa B. „Orzecha”, poznańskiego gangstera sądzonego m.in. za zlecenie zabójstwa. „Telmax” nie jest pierwszą spółką, która współpracowała z Włodzimierzem C. w artykule „Rencista wyprał miliony” opisywaliśmy, że przelewów – około 400 tys. złotych dokonywał na nie również Adam Trybusz, szef Poznańskiego Centrum Finansowego oraz inne poznańskie firmy.

Autor artykułu: Marcin KĄCKI

Sędzia zepsuł derby Wielkopolski

Saturday, May 17th, 2003

Lech rozegrał najlepsze spotkanie w tej rundzie Po ciekawym meczu z dramatyczną końcówką w wielkopolskich derbach lepszy okazał się jednak wczoraj Groclin.
Goście dwukrotnie prowadzili, a gospodarze dwukrotnie szybko doprowadzali do remisu, ale ostanie słowo należało do Grzegorza Rasiaka.

W 10 min w pole karne wbiegł Piotr Reiss, licząc na błąd Mariusza Liberdy. Ten jednak trafił w piłkę, a nie w nogi napastnika Lecha i sędzia wskazał na rzut rożny. Chwilę później grę przerwał incydent na trybunach. Ochroniarze mieli pełne ręce roboty, ale po apelach spikera sytuacja szybko wróciła do normy.

Brakowało ,,Wieszcza’’

Wprowadzenie porządku na trybunach nie było niestety równoznaczne z uporządkowaniem gry obu drużyn. Mnożyły się niecelne podania i było widać, że brakuje prawdziwych dyrygentów w środku pola. Zwłaszcza nieobecność Tomasza Wieszczyckiego miała wpływa na postawę gości, którzy chaotycznie pozbywali się piłki.
W 21 min dobrej okazji nie wykorzystał Paweł Kaczorowski, zbyt lekko strzelając z 11 metrów. W jeszcze lepszej sytuacji znalazł się Bartosz Ślusarski, lecz główkując oparł się na Ivicy Kriżanacu, a ponadto przeniósł piłkę nad poprzeczką. Obrońca Groclinu przy następnej akcji gospodarzy mógł okazać się największym pechowcem wczorajszego meczu. Tak niefortunnie uderzył futbolówkę głową, że jej lot Liberda obserwował z drżeniem serca. 32 minuta mogła okazać się przełomowa dla losów spotkania. Po stracie piłki przez Bartosza Bosackiego w środkowym sektorze boiska Marcin Zając posłał prostopadłą piłkę do Andrzeja Niedzielana, który wyszedł na czystą pozycję, bo w bramce przysnął Norbert Tyrajski. Reprezentacyjny napastnik nie umiał jednak opanować piłki.

Efektowne bramki Mili i Reissa

Lepiej Niedzielan zachował się w 34 min, kiedy zaliczył asystę przy uderzeniu Sebastiana Mili. Strzał tego ostatniego z 22 m był mocny i precyzyjny. Tyrajski musiał więc wyjmować piłkę z siatki. Lechici się nie załamali i szybko chcieli wyrównać. Dwukrotnie bliski szczęścia był Ślusarski, ale najbliżej eksplozji radości na trybunach był tak naprawdę Mirko Poledica. Strzał Serba instynktownie nogą obronił Liberda. Co się odwlecze, to nie uciecze… W 41 min bramkarzowi Groclinu nie pomogły już nawet niebiosa. Fantastyczne uderzenie Reissa z 20 m z wolnego (po faulu Marcina Łukaszewskiego na zdobywcy bramki) przyniosło Lechowi wyrównanie. Swój wyczyn ulubieniec poznańskiej publiczności próbował powtórzyć jeszcze w pierwszej połowie, ale przy drugim wolnym Liberda nie dał się zaskoczyć.

Kapitan nie martwił się o kondycję

,,Sądziłem, że uda mi się zdobyć bramkę w derbowym meczu i dlatego koledzy z ławki rezerwowych byli przygotowani na przekazanie mi drugiej koszulki z numerem 9. Ta pierwsza powędrowała do wspaniałych poznańskich kibiców. Po zmianie stron nadal będziemy grać ofensywnie i nie martwię się o to, że nie wystarczy nam sił. To raczej problem rywali, tak można wnioskować po ich ostatnim spotkaniu’’ – mówił przed zejściem do szatni kapitan Lecha.
W sumie w pierwszej połowie inicjatywę posiadali poznaniacy, którzy lepiej też wyglądali w statystyce (wykonywali osiem rogów, a grodziszczanie żadnego i oddali tylko dwa strzały).

Znowu gol po golu

Drugą połowę podopieczni Bogusława Kaczmarka rozpoczęli od mocnego uderzeniu. Po podaniu Piechniaka piłka trafiła do Niedzielana, który poradził sobie z dwójką obrońców i strzałem między nogami Tyrajskiego uciszył publiczność na stadionie przy Bułgarskiej. Ponownie jednak szybko lechici pokazali, że są odporni psychicznie. Najlepszy w poznańskim zespole Reiss tuż po wznowieniu gry groźnie uderzył w boczną siatkę. W 56 min Poledica zacentrował na pole karne, gdzie piłkę strącił wszędobylski ,,Rejsik’’. Po drodze odbiła się ona jeszcze od głowy Marcina Łukaszewskiego i ostatecznie wylądowała w siatce bramki Groclinu. Poznaniacy chcieli iść za ciosem. Była więc akcja Łukasza Madeja, zakończona niecelnym podaniem i były też niezwykle efektowne ,,nożyce’’ Ślusarskiego. Wreszcie przed wielką szansą stanął Poledica. Po jego główce piłka odbiła się od poprzeczki.

Szansa Gajtkowskiego

W ostatnim kwadransie boisko musiał opuścić lider poznańskiej ,,Lokomotywy’’, który ucierpiał w starciu z Mariuszem Pawlakiem. Kontuzjowanego Reissa żegnały gromkie oklaski. Na takie brawa nie zasłużył Krzysztof Gajtkowski, który w 77 min w idealnej sytuacji nie trafił czysto głową w piłkę.

W końcówce oba zespoły próbowały rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść, ale brakowało im zarówno precyzji, jak i sił. Z roli zmiennika najlepiej wywiązywał się Grzegorz Rasiak, ale partnerzy nie kierowali do niego zbyt wielu piłek. Właśnie on w ostatniej minucie przeskoczył Tyrajskiego i zdobył zwycięską bramkę dla Groclinu.Negatywnym bohaterem derbów okazał się arbiter Marek Mikołajewski z Ciechanowa. Wielokrotnie przerywał bez powodu dobrze rozwijające sie akcje Lecha. Gwizdał wydumane faule. A już kuriozalna była sytuacja w doliczonym czasie gry. Gospodarze twierdzili, że Tyrajski był ewidentnie faulowany. ,,Już takie derby przeżyłem kiedyś w Łodzi. Sędzia podyktował karnego w ostatniej minucie. Teraz arbiter znowu nas załatwił. Nie chce się nawet o tym mówić’’ – powiedział Łukasz Madej

Autor artykułu: LEM

A miało być tak pięknie…

Monday, May 12th, 2003

Miało być 2 tys. gości, przyjedzie ich o połowę mniej. Zgromadzenie mieli obecnością uświetnić Aleksander Kwaśniewski
i Valery Giscard d’Estaigne. Nie uświetnią. Władze Poznania mimo to liczą na promocję i zarobek dla mieszkańców.

W Radzie Gmin i Regionów Europy (CEMR) nie znajdują się poszczególne miasta lub gminy, lecz krajowe związki samorządowe z 30 państw. Zgromadzenia ogólne odbywają się co trzy lata, a chętnych do organizacji największych samorządowych spotkań kontynentu nie brakuje. Podczas poprzedniej konferencji, w fińskim Oulu, Poznań wygrał rywalizację z duńskim Aalborgiem, austriackim Innsbruckiem i czeską Pragą.

Sukces już jest

Starania miasta zaczęły się jeszcze przed poprzednim zgromadzeniem, gdzie wybierano gospodarza kolejnej konferencji. – Docieraliśmy do samorządowców z innych krajów i przekonywaliśmy, że podołamy organizacji – mówi Tomasz Kayser, zastępca prezydenta Poznania. Uzyskanie zgromadzenia władze miasta potraktowały jako sukces. Zadecydowała o nim sugestywna prezentacja walorów miasta i fakt, że starania osobiście poparł prezydent. – Postawiło nas to w korzystniejszej sytuacji, bo inne miasta przysłały urzędników niższej rangi – podkreśla T.Kayser.
Dlaczego władzom Poznania zależało na organizacji CEMR-u, który bezpośrednich dochodów budżetowi nie przysporzy i jest poważnym wyzwaniem logistycznym? – Traktujemy to jako element budowy międzynarodowej rangi miasta – informuje wiceprezydent Kayser. – W strategii miasta zapisaliśmy, że będzie się ono rozwijać jako ośrodek międzynarodowych spotkań i konferencji. Inne miasta wydają wielkie pieniądze na promocję. CEMR zapewni ja skutecznie.

Kosztowna promocja

Za promocję tę trzeba będzie zapłacić. Budżet imprezy wynosi 2,2 mln zł, jednak nie ma mowy, by wydatki i przychody się zbilansowały. Budżet straci, ale z całą pewnością miasto zyska. Nie tylko na promocji. Zarobią hotelarze, restauratorzy, sprzedawcy pamiątek. Każdy z setek gości będzie tu wydawał pieniądze.
Na kilka dni Poznań stanie się stolicą samorządowej Europy. Tradycją jest, że CEMR otwierają głowy państwa-gospodarza. Miasto trafia do serwisów informacyjnych. Gdy ostatnio w Oulu obradowało 800 samorządów z całego kontynentu, o mało znanym fińskim mieście było głośno. Do Poznania, jak zapewniali organizatorzy, miało przyjechać 2 tys. osób. Prezydentem organizacji jest wybitna osobowość – Valery Giscard d’WEstaigne, co podnosi rangę CEMR-u.

Mają inne zajęcia

Co miało być sukcesem, budzi dziś krytykę części komentatorów. Przyjedzie tu tylko ok. 700 delegatów. Od kilku tygodni wiadomo, że po raz pierwszy w zgromadzeniu nie będzie uczestniczył prezydent organizacji. Wydarzenie zaplanowane w przededniu zjednoczenia Europy miała być dodatkowym walorem poznańskiej imprezy. Póki co – termin ten szkodzi. Giscard d’Estaigne jest jednocześnie szefem Konwentu Europejskiego pracującego nad konstytucją Unii Europejskiej. Obowiązki służbowe uniemożliwiają mu pobyt w Poznaniu. – On i tak miał tu być krótko – zwraca uwagę T.Kayser.

Skoro tak, to czy Giscardowi trudno było wygospodarować ten krótki czas dla organizacji, którą kieruje? Przecież zgromadzenie odbywa się raz na trzy lata. Jak niektórzy spekulują, prezydent chce ukarać Polskę za brak spolegliwości wobec Francji i Niemiec i czynne poparcie interwencji amerykańskiej w Iraku. Lepiej wtajemniczone osoby podkreślają jednak, że prace nad konstytucją Unii wkraczają w decydującą fazę. Giscard i inne osoby pracują nad dokumentem dzień i noc, próbując jednocześnie walczyć z naciskami lobbystów walczących o partykularne interesy. Rządy krajów i poszczególne partie zabiegają o doraźnie korzystne dla siebie zapisy.

Kwaśniewski z daleka

Jak się ostatnio okazuje, do Poznania prawdopodobnie nie przyjedzie też prezydent Aleksander Kwaśniewski. Ważniejsze dla niego okazało się – czemu trudno się dziwić – przypadające na ten sam dzień zaproszenie do Strasburga na posiedzenie Parlamentu Europejskiego. Czy ranga imprezy przez to zmaleje? Zdaniem Tomasza Kaysera – nie ma to większego znaczenia. Wśród uczestników zgromadzenia łatwo znaleźć wielu znanych polityków, bo przecież za takich należy uznać wiceburmistrza Rzymu czy burmistrza Bonn.

Andrzej Porawski
dyrektor Biura Związku Miast Polskich


Organizacja konferencji tu i teraz sprawia, że uczestnicy zajmą się głównie problemami związanymi z poszerzeniem Unii Europejskiej. Zdaniem samorządowców, w powstającej konstytucji Unii rola samorządu określona została zbyt słabo. Poszerzenie Unii będzie miało określone skutki dla samorządów krajów już będących w Unii. Zmniejszy się tam Projekt Krajowy Brutto. Ma to znaczenie dla regionów korzystających z pomocy strukturalnej.
Nie zabraknie tematów rutynowych, związanych z zarządzaniem lokalnym. Dotyczy to zarządzania oświatą, integracji społecznej imigrantów. Nas ten ostatni problem jeszcze nie dotyczy, ale w przyszłości prawdopodobnie się to zmieni.

Tomasz Kayser
zastępca prezydenta Poznania

Wykorzystujemy CEMR do przedstawiania gościom informacji na temat Poznania. Do miasta przyjadą nie byle jakie osoby, lecz osoby znane w świecie, pochodzące ze środowisk opiniotwórczych. Choć budżet miasta do konferencji dopłaci, to mieszkańcy miasta z pewnością na niej zarobią.

Tysiąc gości

Zapowiada się, że przybędzie ponad 700 delegatów z 23 krajów. Najliczniejszą reprezentację przysyła Portugalia (100 osób), niewiele mniejszą Niemcy. Kraje byłego ZSRR przysyłają po kilka osób, niektóre nawet po jednej. Polaków w obradach będzie uczestniczyć 70. Organizatorzy zarejestrowali ok. 150 osób towarzyszących delegatom. Akredytowano ok. 130 dziennikarzy spoza Poznania. Goście zamieszkają w 12 hotelach. Specjalne autobusy będą ich przywozić na miejsce obrad na poznańskich targach.

Złota gwiazda

Co rok Komisja Europejska wręcza Złote Gwiazdy Współpracy Bliźniaczej – dla społeczności lokalnych prowadzących najciekawszą współpracę partnerską. W tym roku nagroda zostanie wręczona podczas CEMR-u. Coraz częściej współpraca dotyczy nie tylko par miast, ale i ich trójkątów, czy nawet czworokątów.

Płacą za siebie

Koszt uczestnictwa w imprezie zależy od kraju pochodzenia. Kraje te podzielono na dwie kategorie – A i B. Do tej tańszej zaliczono państwa, które wkrotce staną się członkami Unii Europejskiej i te, które stanowiły republiki radzieckie. Delegaci z krajów zaliczonych do kategorii A, jeżeli akredytowali się przed końcem marca, płacą za uczestnictwo 600 euro. Kto wpisał się później, zapłaci 690 euro. Delegaci z krajów kategorii B zapłacili przed 31 marca 420 euro, potem cena wzrosła do 480 euro. Są to koszty wyłącznie uczestnictwa. delegaci sami płacą za posiłki, noclegi, komunikację. Organizatorzy twierdzą, że najwięcej wydali na koszty tłumaczenia. Związek Miast Polskich płaci za swych członków połowę kosztów uczestnictwa.

Kultura dla wszystkich

Dla uczestników CEMR-u i poznaniaków przygotowano ok. 20 imprez kulturalnych. Tylko za nieliczne, takie jak wystawy (np. World Press Photo) trzeba będzie płacić. Nawet imprezy darmowe wymagają odebrania zaproszeń, gdyż liczba miejsc jest ograniczona. Wśród uczestników obrad największym zainteresowaniem cieszy się koncert Affabre Continui – zaproszenia już się rozeszły. Akredytowani dziennikarze najchętniej wybierali koncert Tomasza Stańko. Wśród gości i uczestników CEMR-u powodzeniem cieszą się także koncert orkiestry Agnieszki Duczmal, zespołu Blue Cafe. Wiele koncertów, nie tylko organowych, zaplanowano w poznańskich kościołach. Nie zabraknie chętnych do posłuchania np. niemieckiej muzyki barokowej.

Kawa czy herbata?

W czwartek, już od 6 rano, o Poznaniu będzie głośno w całej Polsce. Ze Starego Rynku telewizja, w programie ogólnopolskim, nada program „Kawa czy herbata”. Tematem audycji będzie 750-lecie Poznania i CEMR.

Pod szczególnym nadzorem

Uczestnikom zapewniono szczególne warunki bezpieczeństwa. Wprowadzony zostanie system informatyczny pozwalający nie tylko identyfikować poszczególne osoby, ale także rejestrować ich przemieszczanie się podczas zgromadzenia.

Autor artykułu: Józef DJACZENKO

Grunwald skuteczniejszy

Saturday, May 10th, 2003

Pojedynek na szczycie ekstraklasy hokeja na trawie, Pocztowca i Grunwaldu, zakończył się zwycięstwem wojskowych 2:0 (0:0). Po tej wygranej Grunwald pozostał samodzielnym liderem tabeli i powiększył przewagę nad Pocztowcem do czterech punktów.

Piątkowy mecz dwóch najlepszych polskich drużyn, był jak zwykle zacięty i stał na przyzwoitym poziomie. W pierwszej części podopieczni trenera Zbigniewa Rachwalskiego osiągnęli przewagę, wypracowali kilka sytuacji podbarmkowych, ale w decydujących momentach zabrakło im koncentracji. Ekipa trenera Jerzego Jóskowiaka przetrzymała napór rywali i próbowała szybkich kontrataków. Jeden z nich tuż po rozpoczęciu drugiej połowy przyniósł Grunwaldowi gola. Zdobył go Tomasz Choczaj. Dziewięć minut później Robert Grzeszczak wykorzystał rzut karny i losy meczyu były właściwie przesądzone.

Autor artykułu: JAC

Groclin gasł w blasku jupiterów

Saturday, May 10th, 2003

Im lepszy efekt dawały, po raz pierwszy zapalone w Grodzisku jupitery,
tym gorzej grali piłkarze Groclinu.

Przed zachodem słońca gospodarze prowadzili 1:0 i wydawało się, że kontrolują przebieg wydarzeń na boisku. Zgubił ich jednak minimalizm i wiara we własne mozliwości. Widzew nie pokazał nic wielkiego, ale za wolę walki i ambicję zasłużył na remis.

Zanim piłkarze wybiegli na boisko, z wielką pompą zapalono światała. W pierwszej połowie nie były one potrzebne, bo słońce wystarczająco oświetlało murawę. W tym okresie Groclin grał tak, jak oczekiwali od niego kibice.

Wolej Zająca

Co prawda na początku to Widzew częściej rozgrywał piłkę i stwarzał sytuacje pod bramką Mariusza Liberdy, a szczęścia próbowali Włodarczyk i Terlecki, ale piłka nie znalazła drogi do siatki gospodarzy. Po 20 minutach podopieczni trenera Kaczmarka przejęli inicjatywę. Najpierw Robakiewicza chciał zaskoczyć Tomasz Moskała, ale po jego strzale przewrotką bramkarz Widzewa złapał piłkę. Jednak już w 25 minucie padł gol dla gospodarzy. Lewą stroną boiska popędził Bogdan Prusek, dośrodkował w pole karne, a Marcin Zając strzałem z woleja zdobył prowadzenie. Do końca tej części gry Groclin grał spokojnie i wszystko wskazywało na to, że nic złego stać mu się nie może.

Przewaga Widzewa

Na początku drugiej połowy, w 52 minucie pieknym strzałem z 20 metrów popisał się Prusek, ale piłka uderzyła w poprzeczkę, a dobitka Zająca był niecelna. Od tego momentu łodzianie grali coraz lepiej. Sygnał do ataku dał Jerzy Podbrożny, który strzelił potężnie z ponad 20 metrów, a piłka uderzyła w spojenie słupka i poprzeczki. Chwilę później boisko musi opuścić kontuzjowany Wieszczycki, a w jego miejsce wchodzi Artur Januszewski. W 79 minucie Januszewski atakuje nakładką, a sędzia dyktuje rzut wolny dla Widzewa z 18 metrów. Terlecki lekko muska piłkę, a Piotr Włodarczyk pakuje ją do grodziskiej siatki i jest 1:1. Już po meczu Włodarczyk mówił: ,,byłem pewny, że strzelę gola. Teraz wierzę, że utrzymamy się w ekstraklasie’’. Po stracie gola trener Kaczmarek zmienił zmeczonego Niedzielana na Grzegorza Rasiaka. Mimo wielu wysiłków gospodarzy wynik nie uległ już zmianie i Groclin po remisie z Widzewem 1:1, stracił praktycznie szanse na tytuł mistrzowski. Teraz pozostaje walka o podium i europejskie puchary w przyszłym sezonie.

Autor artykułu: LEM

Będzie piąty mecz

Monday, May 5th, 2003

Nadal nie wiadomo, kto zostanie mistrzem Polski siatkarzy. Po czterech spotkaniach Mostostalu z Galaxią jest bowiem remis 2:2. Złotego medalistę wyłoni więc dopiero ostatnie finałowe spotkanie, które odbędzie się w środę lub w sobotę w Kędzierzynie.
Mostostal jechał do Częstochwy w komfortowej sytuacji, ponieważ dwa pierwsze spotkania we własnej sali rozstrzygnął na swoją korzyść. Pod Jasną Górą dwukrotnie lepsza była jednak Galaxia. W sobotę najbardziej dramatyczna była druga odsłona, w której podopieczni Waldemara Wspaniałego prowadzili już 19:13. Gdy wydawało się, że już nic nie odbierze gościom zwycięstwa w tej partii, gospodarze nagle się obudzili i ostatecznie po kilku dobrych zagrywkach Andrzeja Stelmacha wygrali na przewagi.

W czwartym spotkaniu z kolei, o zwycięstwie częstochowian zadecydował dopiero tie break.
Brązowy medal mistrzostw Polski zdobył KS Ivett Jastrzębie Borynia, który wygrał 3:0 rywalizację z KP Polska Energia Sosnowiec.

Finał MP

Galaxia Kaffee Pamapol AZS Częstochowa – Mostostal Azoty Kędzierzyn Koźle 3:0 (25:21, 27:25, 25:19) i 3:2 (25:15, 19:25, 22:25, 25:19, 15:9)
Galaxia: Gołaś, Dacewicz, Szymański, Stelmach, Gierczyński, Winiarski oraz Ignaczak (libero), Bąkiewicz, Szewiński, Panas.
Mostostal: Papke, Świderski, Szczerbaniuk, Kardos, Soroka, Stancelewski oraz Kubica (libero), Musielak, Lipiński.
Stan rywalizacji 2:2.

Autor artykułu: TOM