Archive for September, 2003

Nie potrafię żyć bez rodziny i sportu

Tuesday, September 23rd, 2003

1. Najważniejsze zdarzenie w życiu:
Narodziny dzieci.
2. W szkole najbardziej nie lubiłem:
Zajęć plastycznych, bo nie umiałem malować. Najgorsze było zadanie namalowania mamy. Zawsze wychodziło coś podobnego do miotły. Było mi bardzo wstyd.
3. W dzieciństwie marzyłem o:
Karierze piłkarza. Po części te marzenia zostały zrealizowane, choć tych meczów na najwyższym poziomie nie było zbyt wiele.
4. Moją największą wadą jest:
Łatwowierność.
5. Patrząc na kobietę zwracam szczególną uwagę na:
Zanim zacznę rozmawiać, na urodę.
6. Ulubiona potrawa:
Preferuję kuchnię włoską – makarony, pizze
7. Najbardziej lubię słuchać muzyki:
Polskich zespołów: Prefect, Budki Suflera, Lady Pank.
8. Religia kojarzy mi się:
Z osobistymi, wewnętrznymi przeżyciami, podniosłością.
9. Najdziwniejsza propozycja:
Nie powiem, że objęcie posady trenera Lecha (śmiech). Byłem już piłkarzem, ale jeszcze juniorem. Zobaczył mnie na treningu w Gdyni pewien trener rugby i zaczął przekonywać do gry w swoim zespole. Twierdził, że doskonale pogodzę obie dyscypliny.
10. Milion dolarów wydałbym na:
Chyba bym nie wydał. Pomyślałbym jak najlepiej te pieniądze zainwestować.
11. Jakiej decyzji żałuję najbardziej:
Chyba jeszcze nie było takiej decyzji.
12. Najlepsza książka:
Ostatnio bardzo mi się podobała książka Lance’a Amstronga ,,Powrót do życia’’.
13. Co sądzisz o politykach:
Zbyt dużo gry, za mało przejrzystości.
14. Symbolem seksu jest:
Pamela Anderson
15. Nie potrafię żyć bez:
Rodziny i sportu
16. Na bezludniej wyspie najchętniej spotkałbym:
Kogoś z możnych tego świata, Billa Gatesa lub prezydenta Busha.
17. Mom zdaniem przez znajomych postrzegany jestem jako:
Wesoły człowiek, ale pracoholik.
18. Najbardziej przeraża mnie:
Agresja wobec słabszych i arogancja.
19. Sport jest dla mnie:
Drugą naturą
20. Ulubiony dowcip:
W Nowym Jorku pewna grupa robotników zastrajkowała, bo nie podobał im się szef i praca. Przyjechał właściciel i mówi: kto będzie dalej strajkować krok do przodu. Wystąpili wszyscy oprócz Polaka. Szef uśmiechnięty podchodzi do niego, gratuluje i mówi: na ciebie zawsze można liczyć. A Polak na to: mnie to się nawet nie chce zrobić kroku do przodu.
21. Definicja szczęścia:
Szczęście to dla mnie przede wszystkim zdrowie. Byłem świadkiem tylu tragedii związanych z chorobami, że zdrowie to dla mnie najważniejsza wartość.

Autor artykułu:

Złapali wiatr w żagle

Tuesday, September 23rd, 2003

Udanie rozpoczęli sezon drugoligowi siatkarze Politechniki Poznań. W sobotnim meczu przeciwko Bzurze Ozorków, w I rundzie Pucharu Polski, pokazali, że potrafią walczyć do końca, ale zanim mieli okazję to udowodnić jak na dłoni było widać, iż nie zdążyli się z sobą jeszcze zgrać.
Przełomowym momentem spotkania okazała się właśnie trzecia partia, w której goście prowadzili 20:16. ,,Trener Bzury się przeliczył i zdjął z boiska swojego najlepszego zawodnika. A my wygraliśmy kilka piłek, złapaliśmy wiatr w żagle i jakoś poszło’’ – dodał Marek Jankowiak.
Rywal jego podopiecznych w II rundzie PP nie jest jeszcze znany.

I runda PP

Politechnika Poznań - Bzura Ozorków 3:2
(24:26, 21:25, 26:24, 25:15, 15:7)

Politechnika: Winkler, Łyskawa, Mańkowski, Grygier, D.Lisiecki, Sokołowski, na zmiany: Dębiec, Matela, P.Lisiecki, Pankau.

Autor artykułu: PAT

Wojna o markety

Saturday, September 20th, 2003

Wągrowieccy kupcy nie wykluczają, że zwrócą się do prokuratury, by ta wyjaśniła, czy burmistrz Stanisław Wilczyński złamał prawo, wydając zgodę na powstanie w mieście marketu na terenie przeznaczonym pod przemysł, a nie handel.

Decyzja zapadnie podczas zaplanowanego na 24 września Walnego Zebrania Zrzeszenia Kupców w Wągrowcu.
Szósty już market spożywczy miałby powstać w miejscu, gdzie niegdyś zlokalizowana była fabryka mebli ,,Gozamet’’. Teren ten syndyk masy upadłościowej przeznaczył do sprzedaży. Część zresztą już sprzedał właścicielowi firmy handlującej meblami. On z pewnością zyska na zlokalizowaniu w tym miejscu marketu. Zyska rzeszę klientów sklepu, którzy chętnie zajrzą do składu meblowego i boksów z innymi artykułami. Stracić mogą zaś handlowcy ze Zrzeszenia Kupców. Tak przynajmniej uważają.

Zwarcie szeregów

Zrzeszenie Kupców w Wągrowcu, które wiedzie spór z burmistrzem Stanisławem Wilczyńskim, powstało w połowie lat dziewięćdziesiątych. Wśród jego założycieli znalazła się między innymi grupa handlowców z bazaru przy ul. Kasprowicza, który ówczesny burmistrz Jacek Konowalski, zamierzał zlikwidować. Za zamknięciem targowiska przemawiała bowiem jego lokalizacja – na nitce sieci ciepłowniczej o dużym przekroju. W razie awarii – jak przewidywał Jacek Konowalski – kupcy chętnie dochodziliby odszkodowania od miasta…
Wówczas handlowcy się skrzyknęli i odtąd jednym frontem zaczęli występować wobec władzy, domagając się, a to inwestowania przez miasto w bazar i jego otoczenie, a to niskich stawek opłat, a to wyrzucenia z targowiska obcokrajowców, a to w końcu uchwalenia zakazu budowy w mieście marketów.

Uchwałą w konkurencję

Zmasowany atak przypuścili w poprzedniej kadencji wągrowieckiego samorządu, kiedy to na wieść o powstaniu w Wągrowcu marketu sieci Netto przygotowali nawet projekt uchwały ograniczającej wielkość lokali handlowych w mieście. Kupieckie propozycje przepadły. Nie znalazły uznania w oczach włodarzy, bo – zdaniem urzędników – nie były zgodne z prawem. Zapewne nie bez znaczenia dla sprawy był gest właścicieli marketu i powstałej obok stacji paliwowej, którzy zdecydowali się partycypować w modernizacji sąsiedniego skrzyżowania. Wydali razem ponad 400 tys. zł.

Burmistrz się zgadza

Sprawa lokalizacji marketu sieci Lidl ciągnie się już od października 2001 r. Wtedy to wągrowiecki burmistrz wydał, na wniosek spółki Lidl Polska z Poznania, decyzję, ustalającą warunki zabudowy i zagospodarowania terenu po dawnym ,,Gozamecie’’ przy ul. Kcyńskiej na potrzeby inwestycji, polegającej na budowie pawilonu handlowego branży spożywczej wraz z miejscami parkingowymi oraz infrastrukturą techniczną. Burmistrz o swej decyzji powiadomił Zrzeszenie Kupców, które złożyło od niej odwołanie. Badało je Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Pile.

Kupcy się odwołują

Kupcy w odwołaniu wskazali, że pawilon handlowy ma być zlokalizowany na terenie o przeznaczeniu przemysłowym, a nowy obiekt spowoduje likwidację już istniejących w tym miejscu firm oraz redukcję zatrudnienia w istniejących placówkach handlowych. Natomiast Samorządowe Kolegium Odwoławcze uznało, że ,,projektowana inwestycja nie jest zgodna z ustaleniami planu miejscowego, bowiem zapisy planu przesądzają o tym, jaka inwestycja może powstać na wskazanym przez inwestora terenie.’’

Sąd rozstrzyga

Wągrowieckich urzędników decyzja Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Pile niemile zaskoczyła. Zaskarżyli ją do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten uchylił decyzję SKO w Pile i nakazał zamknięcie procedury odwoławczej. Dopatrzył się bowiem uchybienia formalnego, polegającego na tym, że SKO uznało za stronę w postępowaniu Zrzeszenie Kupców w Wągrowcu, któremu prawnie taki status nie przysługuje. Niestety, NSA nie odniósł się do sporu merytorycznego.

Autor artykułu: Waldemar Kaiser

Krzyże dla sybiraków

Saturday, September 20th, 2003

Tegoroczne obchody Dnia Sybiraka miały charakter szczególny – przypadły bowiem
w 75. rocznicę utworzenia Związku Sybiraków i 15. jego reaktywowania.

Członkowie stowarzyszenia czczą także pamięć gen. Władysława Sikorskiego, który zginął przed 60 laty w katastrofie lotniczej, a którego działalność – jak podkreślają – przyniosła ulgę tysiącom zesłanych i deportowanych w głąb byłego ZSRR.
Podczas jubileuszowego zebrania członków chodzieskiego ZS przypomniano w skrócie tę tragiczną kartę w dziejach narodu, skupiając się jednak na obecnych i przyszłych zadaniach sybiraków: – Związek powstał, by nie zatarła się pamięć o ludziach, którzy cierpieli za umiłowanie swojego kraju, za walkę o jego wolność i niepodległość – mówił prezes koła Zbigniew Balicki.
Działalność statutowa związku opiera się o trzy podstawowe formy: gromadzenie i opracowywanie dokumentacji przez Kapitułę Pamięci, opiekę nad Znakami Pamięci – symbolami męczeństwa oraz środowisko Wnuków Sybiraków.
Roli tego ostatniego dla przetrwania dziedzictwa ideowego, historycznej prawdy i pielęgnowania dorobku nie sposób przecenić. Właśnie w tym celu sybiracy planują utworzyć otwarte zwłaszcza na potomków sybiraków Stowarzyszenie Pamięci Polskiego Sybiru. – Niech młodzi dowiodą, że potrafią ocalić to, co najcenniejsze w polskiej historii – apelują członkowie związku.
W Chodzieży zalążkiem stowarzyszenia może stać się liczący już 18 członków Klub Wnuka Sybiraka. Należą do niego głównie uczniowie chodzieskich szkół, pielęgnujący pamięć swoich dziadków. Wśród nich są gimnazjaliści: Kasia Balicka, Paulina Reiter i Kamil Giecołd, którzy podczas spotkania odebrali Odznaki Honorowe Sybiraka, przyznane pośmiertnie Marii Balickiej, Stanisławowi Reiterowi i Ryszardowi Giecołdowi. Młodzi, zanim przyjęli krzyże, opowiadali o nich, o wartościach jakie prababcia i dziadkowie zaszczepili w nich sami lub poprzez rodziców.
Zbiorowy Krzyż Sybiraka przyznano Miejskiemu Gimnazjum w Chodzieży, a indywidualne grupie chodzieskich sybiraków. Otrzymali je: Władysław Strzałkowski, Bronisława Kowalska, Helena Ejda, Weronika Kin, Kazimiera Baczyńska, Aleksandra Kopeć i ks. Władysław Kaźmierczak.

Autor artykułu: MSZ

Fontanna jak w Rzymie

Saturday, September 20th, 2003

Poznań będzie, po Rzymie, drugim miastem na świecie, gdzie stanie fontanna zaprojektowana przez Igora Mitoraja.
Jeszcze nie wiadomo jaki będzie miała ona kształt i gdzie dokładnie będzie się znajdować.

Igor Mitoraj to jeden z najbardziej znanych na świecie rzeźbiarzy. Obecnie w Poznaniu wystawę dzieł artysty można oglądać na Starym Rynku. Podczas ostatniej jego wizyty z okazji otwarcia wystawy rozpoczęto z nim rozmowy na temat możliwości wybudowania fontanny.

Tajne rozmowy

- Jeszcze przed wernisażem przeprowadzono pierwsze rozmowy z artystą – mówi Roman Łukawski z zespołu prasowego Urzędu Wojewódzkiego. – Uczestniczyli w nich minister kultury, przedstawiciele władz wojewódzkich i miejskich.
Podczas rozmów stwierdzono, że przydałoby się w Polsce częściej pokazywać prace Igora Mitoraja, a najlepiej, by stworzył on rzeźbę, która na stałe będzie w kraju. Jednym z najpiękniejszych dzieł mistrza jest fontanna znajdująca się w Rzymie. W trakcie jego pobytu w Polsce zapytano rzeźbiarza, czy nie może podobnej stworzyć dla Poznania. Przez następne kilkanaście dni prowadzono rozmowy na ten temat z Igorem Mitorajem. Jak wyjaśnia Andrzej Nowakowski, wojewoda wielkopolski, toczyły się one w tajemnicy.
- Jednak teraz już mogę powiedzieć, że zakończyły się one sukcesem – wyjaśnia Andrzej Nowakowski. – Igor Mitoraj zgodził się na stworzenie w Poznaniu fontanny.
Według wojewody ma ona powstać na placu Wolności. Chociaż nie jest to jedyna propozycja lokalizacji. – Jest to bardzo duże wyróżnienie dla miasta – twierdzi A. Nowakowski. – Będzie to druga na świecie fontanna autorstwa Igora Mitoraja.

Ma być parking

Według Kingi Kozłowskiej z biura rzecznika prasowego Urzędu Miasta Poznania, fontanna raczej nie stanie na placu Wolności.
- Według założeń ma zostać pod placem wybudowany parking – wyjaśnia K. Kozłowska. – Następnie zostanie on tak przebudowany, by przypominać plac z początku lat dwudziestych, a wówczas na nim nie było żadnej fontanny. Jednak może zostać wybrane inne miejsce dla ustawienia dzieła Igora Mitoraja.
Jak dodaje R. Łukawski, sprawa lokalizacji jest wciąż otwarta, gdyż jeszcze nie podpisano żadnej umowy z rzeźbiarzem.
Póki co na Starym Rynku i w Muzeum Narodowym do 5 października można zobaczyć rzeźby Mitoraja. Jest to pierwsza monograficzna wystawa w Polsce. Na poznańskiej ekspozycji możemy zobaczyć najbardziej charakterystyczne rzeźby, nawiązujące do starożytności. Być może więc poznańska fontanna będzie przedstawiała jakieś antyczne bóstwo?

Polak we Włoszech

Igor Mitoraj urodzony w 1944 roku w Niemczech, w polskiej rodzinie, ukończył krakowską Akademię Sztuk Pięknych na wydziale malarstwa, od 1974 roku zajmuje się rzeźbą. Prace artysty znajdują się m.in. w dzielnicy Paryża Défense, w muzeum olimpijskim w Lozannie i w Los Angeles. Artysta żyje i pracuje w miasteczku Pietrasanta, do którego przyjechał po raz pierwszy w 1979 r., a w 1983 otworzył tam swą pracownię. Igor Mitoraj wielokrotnie w wywiadach podkreślał swe przywiązanie do tego włoskiego miasteczka. Przed sześciu laty podarował mu swą rzeźbę Centaura, która została ustawiona na placyku koło kościoła.

Mitoraj na olimpiadzie

Igor Mitoraj to jeden z najbardziej znanych współczesnych rzeźbiarzy w na świecie. Jego rzeźba stanie w najbliższym czasie przed wejściem do British Museum w Londynie. Ogromnym wyróżnieniem jest także to, że to właśnie jemu zaproponowano otwarcie dwóch dużych wystaw w przyszłym roku w Atenach i Salonikach podczas trwania Igrzysk Olimpijskich. Artysta specjalizuje się w monumentalnych pracach plenerowych, które można spotkać w różnych krajach Europy Zachodniej.

Autor artykułu: Elżbieta PODOLSKA, Marcin IDCZAK

Momenty dekoncentracji

Monday, September 15th, 2003

Drużyna Tęczy Kościan przegrała w stolicy w pierwszym meczu nowego sezonu I ligi piłkarzy ręcznych z AZS AWF 33:41 (16:22). Kościaniacy zagrali na miarę swoich możliwości. Oni są beniaminkiem rozgrywek, natomiast akademicy spadli z ekstraklasy i na pewno będą walczyli o powrót do najwyższej klasy. Jak stwierdził trener Tęczy Aleksander Sowa, gdyby nie momenty dekoncentracji jego podopiecznych, wynik mógł być nieco lepszy.

Goście rozpoczęli od prowadzenia 4:1 w 5 minucie. Akademicy odrobili straty sześć minut później (6:6), ale aż do 24 min. nie potrafili przełamać skutecznej obrony Tęczy (było 14:13). Dopiero w końcówce I połowy warszawianie ,,odskoczyli’’ na 6 bramek. Po przerwie goście nie składali broni, ale więcej już w stolicy nie mogli osiągnąć i przegrali ostatecznie 33:41. Dla podopiecznych trenera Sowy celem jest oczywiście utrzymanie w I lidze. Następne mecze pokażą, czy będzie to realne zadanie do wykonania.

AZS AWF W-wa – Tęcza Kościan 41:33 (22:16)

Tęcza: Halajda, Maćkowski – Walenciak 6, Olejnik 3, Przymyślik 10, Łakomy 5, K. Nowak, Misiaczyk 7, D. Nowak 2, Kaczmarek, Bąkowski, Błażejczak.
Najwięcej goli dla AZS: Jędrzejewski 8, Piotrowski i Noch po 6.

Autor artykułu: JAC

Pa pa Pala, Panik(a) zostaje

Monday, September 15th, 2003

Takiego pożegnania nie miał jeszcze żaden trener w Polsce. Po trzecim golu dla Groclinu kibice Lech
a machali białymi chusteczkami. Ten gest dotarł z Hiszpanii. Oznacza, że publiczność domaga się odejścia trenera.
14 godzin po zakończeniu derbów Libor Pala podał się do dymisji.

Tysiące kibiców Kolejorza niezadowolonych z postawy swego zespołu, dało temu wyraz, w nieznany do tej pory sposób. Od 80 minuty w górę poszły białe chusteczki. Ten gest fani Kolejorza przejęli z Hiszpanii. Na Bułgarskiej zrobiło się jak na słynnym barcelońskim Nou Camp. Kibice ,,Barcy’’ w taki właśnie sposób domagają się dymisji trenerów. Ostatnio tak pożegnano słynnego Holendra Luisa van Gaala.

Akcja promocyjna

Skąd w rękach kibiców znalazło się tyle białych chusteczek? Mistrzowskim pociągnieciem marketingowym może pochwalić się firma Velvet, której specjaliści od reklamy widać doskonale znają się na futbolu. Velvet postanowił zostać sponsorem derbów. I już przed meczem rozłożył na fotelikach promocyjne opakowania swojego produktu.

Tak jak się można było spodziewać Groclin rozegrał świetny mecz i obnażył wszystkie słabości Kolejorza. Poznańska drużyna praktycznie nie istniała. Nic więc dziwnego, że cała złość kibiców skupiła się na trenerze. Dużo lepsze to niż demolowanie stadionu….

Gest z chusteczkami nie był jedynym wyrazem dezaprobaty wobec czeskiego szkoleniowca.

,,Wracaj do domu, hej Pala, wracaj do domu’’ – skandowali kibice.

Wywołało to poruszenie wśród służb porządkowych. Już 10 minut przed zakończeniem spotkania, firma ochroniarska ,,zabezpieczająca’’ mecz wysłała znaczne swoje siły w okolice boksu z ławką rezerwowych Lecha. Atmosfera była napięta, ale specjalna ochrona dla trenera okazała się zbędna.

Pala szybko znalazł się w bezpiecznej odległości od trybun i otoczony przez dziennikarzy oraz kamerzystów starał się wytłumaczyć beznadziejną postawę swoich podopiecznych.

Propozycja nie do odrzucenia

,,Albo Pala, albo my!’’ – krzyczeli kibice i zarząd Lecha praktycznie od tego momentu nie miał wyboru. Czas trenera w poznańskim klubie już się skończył.

W niedzielę rano Pala przyjechał na Bułgarską.

Przeprowadził rozruch, ale szybko udał się na rozmowy z zarządem klubu.

Około południa klub wydał oficjalny komunikat: ,, Dziś rano trener Libor Pala podał się do dymisji. Zespół w najbliższych meczach poprowadzi drugi trener Bohumil Panik . Zarząd prowadzi rozmowy z trenerami, którzy mogliby objąć posadę I trenera zespołu’’.

Pa, pa Pala, Panik(a) pozostała…

Kto po Pali?

Spekulacje kto może objąć trenerski fotel po Liborze Pali trwają w najlepsze. Nadal nie można wykluczyć, że będzie to Jerzy Engel lub Dragomir Okuka. Engel to faworyt wielu piłkarzy Lecha, którzy chcieliby by prowadził ich szkoleniowiec z doświadczeniem, mający autorytet i sukcesy.
Faworytem zarządu jest natomiast Jan Urban, który od kilku lat mieszka w Hiszpanii i odnosi już sukcesy z drużynami juniorskimi. Pytanie czy będzie chciał przyjechać do Polski. Wymieniane są też nazwiska Mariusza Kurasa (ma jednak kontrakt z Bełchatowem) czy Czesława Michniewicza (aktualnie bezrobotny, były rezerw trener Amiki, obecnie komentator TV).

Rozmowa z prezesem Lecha Radosławem Majchrzakiem

Decyzja o zwolnieniu trenera Pali wydaje się logiczną konsekwencją tego co nastąpiło w derbach. Zastanawiające jest natomiast dlaczego Lecha ma dalej prowadzić trener Panik.

- Musimy mieć trenera w najbliższych dwóch meczach wyjazdowych w Pucharze Polski z Polonią i Widzewem w Łodzi. Jeszcze nie znaleźliśmy następcy Libora Pali.

Czy to prawda, że kilku trenerów nie zgodziło się podjąć pracy w Lechu. Na przykład Jerzy Engel lub Dragomir Okuka?

- Okuka nie wchodził w rachubę, bo zdecydował się już wcześniej na pracę w Chinach. Mamy kilku kandydatów, ale jeszcze zastanawiamy się komu powierzyć trenerski fotel. Na pewno nie będą to jednak Jan Żurek, Bogusław Kaczmarek czy Franciszek Smuda.

Dlaczego wyklucza pan te trzy nazwiska?

- Chcemy trenera spoza układów. Albo będzie to szkoleniowiec zagraniczny, albo przedstawiciel młodego polskiego pokolenia po praktyce w Europie Zachodniej. Nie interesuje nas krótkotrwałe ,,łatanie dziur’’ czy ,,strażak’’ na kilka kolejek, ale trener z którym będziemy mogli związać się na kilka lat. Nasze plany konsekwentnej budowy nowoczesnie grającego zespołu, który będzie w stanie za kilka lat z powodzeniem rywalizować na arenie międzynarodowej, przecież się nie zmieniają.

Rozmowa z Liborem Palą

Kibice okazali w jednoznaczny sposób swoją gorycz…

- Takie jest życie. Tak jak w starożytnym Rzymie domagano się dzisiaj głowy winowajcy. W piłce, kiedy nie ma wyników winny jest trener. To normalne zachowanie. Nie ma co tu komentować.

Czy honor pozwala panu nadal zachować posadę w Lechu?

- Na temat mojej dymisji będę rozmawiał z zarządem.

Panie trenerze nie ma pan sobie nic do zarzucenia? Przecież piłkarze Lecha byli wyraźnie wolniejsi od zawodników Groclinu, nie wygrywali z nimi pojedynków, na palcach jednej reki można było policzyć dobre akcje. Może Lech jest źle przygotowany do sezonu?

- Na pytanie czy Lech jest dobrze, czy źle przygotowany możemy dyskutować z fizjologiem. Badania wykazują, że nie popełniłem błędu. Szybkość to cecha wrodzona. Można ją poprawić w niewielkim stopniu, najwyżej w 10 procentach. Prezes Groclinu od lat skupował najszybszych piłkarzy w Polsce i dzisiaj widzieliśmy tego efekty.
Drużyna Lecha sprawia wrażenie wolniejszej od przeciwników, ale nie jest to wina motoryki lecz psychiki. Moi piłkarze za wolno podejmują decyzje na murawie – jak podać, jak się ustawić, jak zareagować na zagranie rywala.

Trzy gwoździe Groclinu w trumnę Pali

Wszystkie dywagacje przed wielkopolskimi derbami, porównania poszczególnych formacji, analizy możliwości
poszczególnych graczy obydwu drużyn padły w bezpośredniej konfrontacji boiskowej. Groclin ,,rozjechał” Lecha.

Derby bardzo przypominały środowy mecz Polski ze Szwecją. W rolę surowego nauczyciela nowoczesnego futbolu wcielił się oczywiście Groclin. Gdyby nie świetna forma bramkarza Lecha Waldemara Piątka, który bronił niczym Jerzy Dudek na stadionie w Chorzowie, mecz zakończyłby się dwucyfrowym (!) zwycięstwem gości z Grodziska. W całym meczu Groclin miał aż 12 stuprocentowych sytuacji.

Do 26 minuty piłkarze Groclinu oddali sześć strzałów w światło bramki, a jeden z nich w 9 min autorstwa Radosława Sobolewskiego dał gościom prowadzenie. Pomocnik Groclinu przejął odbitą przez Bartosza Bosackiego piłkę i przez nikogo nie atakowany, strzelił płasko nie do obrony.
Lech nie potrafił wyjść z piłką z własnej połowy. Groclin miał sytuację za sytuacją do podwyższenia wyniku. Piątek bronił nogami (strzał Sedlacka), pewnie chwytał piłkę (strzały Piechniaka, Kozioła) lub popisywał się kapitalnymi robinsonadami (kilka uderzeń Rasiaka i Niedzielana).
Zdecydowanie szybsi piłkarze Groclinu bez trudu zdobywali pole w środku boiska, a przeprowadzane z polotem akcje siały popłoch w defensywie gospodarzy. Wiadomo było przed meczem, że obrona Lecha jest dużo słabsza od rywali i piłkarze Duszana Radolskego bezlitośnie to obnażyli.
Ale jak to często bywa niewykorzystanie okazji potrafi się srogo zemścić. Lech do przerwy oddał trzy strzały – wszystkie w wykonaniu Piotra Reissa, a ostatni już w doliczonym czasie gry, po podaniu Rafała Grzelaka przyniósł gospodarzom gola.

Był to szczęśliwy dla gospodarzy remis, którego nie byli jednak w stanie utrzymać.

Po przerwie Groclin nadal bowiem dyktował grę. Niemal każda akcja oznaczała zagrożeniem pod bramką Lecha. Piątek, który był najlepszym graczem Lecha ponownie parokrotnie wybronił strzały gości. W 58 min Piechniak nie trafił z kilku metrów do pustej bramki, a 120 sekund później znów idealnej sytuacji nie wykorzystał Niedzielan.

Bramkarz Kolejorza skapitulował dopiero po strzale Grzegorza Rasiaka w 76 min. Asystę zaliczył Sebastian Mila.
Strzelec drugiej bramki trzy minuty później dośrodkował w pole karne i do piłki najwyżej wyskoczył Andrzej Niedzielan głową skierował piłkę do siatki. Postawę drużyny Lecha skwitować można jednym słowem: katastrofa. Dotyczy to wszystkich piłkarzy z pola. Trzeba jednak przyznać, że Groclin zagrał bardzo dobrze taktycznie.

- Dzięki dobrej asekuracji wyłączyliśmy skrzydła Lecha, bardzo dobrze pilnowani byli też napastnicy – zdradził tajemnicę sukcesu trener Dusan Radolsky.

Lech Poznań – Groclin Grodzisk 1:3 (1:1)

Bramki: 0:1 Radosław Sobolewski (9), 1:1 Piotr Reiss, 1:2 Grzegorz Rasiak (75), 1:3 Andrzej Niedzielan (78).
Lech: Piątek – Kaczorowski (67-Kryger), Bosacki, Wójcik, Lasocki – Madej (67-Zakrzewski), Scherfchen, Świerczewski, Grzelak – Reiss, Ślusarski (73-Nawrocik).
Groclin: Liberda – Mynar, Kozioł, Pawlak, Kriżanac – Piechniak (66-Zając), Mila, Sobolewski (70-Wieszczycki), Sedlacek (90- Prusek) – Rasiak, Niedzielan. Żółte kartki: Łukasz Madej, Paweł Kaczorowski, Bartosz Ślusarski, Waldemar Piątek (Lech), Mariusz Pawlak, Mariusz Liberda, Radosław Sobolewski, Lumir Sedlacek (Groclin).
Sędziował: Marcin Borski (Warszawa). Widzów 16 000.

ARBITER DNO – Borskiemu już dziekujemy

To, że Groclin zasłużenie wygrał derby nie podlega żadnej dyskusji. Lech praktycznie nie istniał na Bułgarskiej. Goście dominowali od pierwszej do ostatniej minuty będąc zespołem przynajmniej o dwie klasy lepszym od Kolejorza.

Tyle tylko, że cieniem na wygraną zespołu z Grodziska kładą się kardynalne błędy arbitra tego meczu Marcina Borskiego. Ten pan nie powinien sędziować już meczów w pierwszej lidze!
Festiwal pomyłek człowieka w czerni rozpoczął się w 21 min. Podyktował rzut karny po czystym wślizgu Bosackiego. Na szczęście po naradzie z arbitrem zmienił swoją decyzję.
W 31 min powinna być czerwona kartka dla Mariusza Pawlaka i rzut karny dla gospodarzy. Obrońca Groclinu celowo uderzył w twarz napastnika Lecha. Za taki faul w meczu Polska – Szwecja wyleciał z boiska Hajto. Borski natomiast ukarał obu graczy żółtymi kartkami. Skandal!

Groclin być może w ,,10” wygrałby pewnie ze słabiutkim Lechem. Ale ta decyzja wyraźnie krzywdziła gospodarzy.
W 56 min Borski popełnił kolejny niewybaczalny błąd. Tym razem czerwoną kartkę za faul na Andrzeju Niedzielanie powinien ujrzeć Waldemar Piątek. Dlaczego arbiter wyjął tylko żółty kartonik pozostaje jego słodką tajemnicą. Jakby tego było jeszcze mało, spore kontrowersje wzbudziła druga bramka dla Groclinu. Grzegorz Rasiak był na spalonym.
O mniejszych błędach już nie wspominamy, bo wymienione wyżej dyskwalifikują arbitra z Warszawy.

LEM

Snajperzy

  • 4 bramki – Kryszałowicz (Amica), Niedzielan (Groclin)
  • 3 bramki – Dubicki (W. Kraków), Jeleń (W. Płock), Sobolewski (Groclin), Żurawski (W. Kraków);
  • 2 bramki – m.in.Mila (Groclin), Rasiak (Groclin), Reiss (Lech),

POWIEDZIELI

Dusan Radolsky
trener Groclinu

Dzisiaj kibice w Poznaniu obejrzeli bardzo dobre spotkanie. Przez cały czas gry kontrowaliśmy mecz. Jestem bardzo zadowolony z postawy mojej drużyny, z jej organizacji gry oraz wykonywania założeń taktycznych. Szczególnie zadowolony jestem z faktu, że udało nam się strzelić aż trzy bramki na wyjeździe.

Libor Pala
trener Lecha

Mój nastrój jest zupełnie inny, niż kolegi z Grodziska. To już kolejny mecz, kiedy przegrywamy na własne życzenie. Myślałem, że po zdobytej bramce pod koniec pierwszej połowy druga część będzie znacznie lepsza w naszym wykonaniu. Niestety straciliśmy drugą bramkę, po prostopadłym podaniu. Takich bramek nikt w lidze nie traci, nam to się ponownie przytrafiło.

Andrzej Niedzielan
napastnik Groclinu

Z okazji, jakie miałem w pierwszej części gry mogłem strzelić klasycznego hat-tricka. Dostałem ostrą reprymendę w szatni i poskutkowało – strzeliłem bramkę. Cieszę się, że udaje mi się w Poznaniu przy takiej publiczności strzelać bramki, ale mówię – każda bramka cieszy jednakowo, czy strzelam w Grodzisku, Poznaniu czy gdziekolwiek. Co do meczu, to myślę, że przewyższaliśmy Lecha pod względem taktycznym, zresztą uważam, że przygotowanie fizyczne również było po naszej stronie. Moim zdaniem jesteśmy lepszą drużyną i udowodniliśmy to po raz kolejny tutaj w Poznaniu.

Waldemar Piątek
bramkarz Lecha

Przegraliśmy 1:3 i na pewno nie mam powodów do radości. Trudno mi powiedzieć, co przyczyniło się do naszej porażki, może Groclin lepiej operował piłką niż my, ciężko mi tak na gorąco tuż po meczu oceniać. Musimy wyjść z tego dołka, bo zaczyna się dziać nie dobrze.

Piotr Reiss
kapitan Lecha

Groclin był dziś na pewno lepszą drużyną, stworzył bardzo dużo sytuacji stuprocentowych. Nam się udało tuż przed przerwą wyrównać i myśleliśmy, że w drugiej połowie, ten mecz będzie wyglądał zupełnie inaczej. Wyglądał jak wyglądał. Nadal popełniamy sporo błędów, szczególnie w tyłach. Tracimy dużo bramek na własnym boisku. Sądzę, że stać nas na zwycięstwa nawet z najlepszymi, ale przede wszystkim trzeba w to wierzyć.

Kibice o derbach

  • AJach: Ja również macham chusteczką. Pala wynoś się z Lecha !!! Mam ciebie już dosyć. Ile można znieść. Przez ciebie nie chce mi się oglądać mecze Leszka , bo aż płakać mi się chce jak oni grają. Narazie Pala wracaj do Czech.
  • Mixterro: Pala do domu a piłkarze nie 50 a 100 tys kary !!!!!!!
  • kolej: bez pomysłu, bez szablonów, bez szybkości, bez zrywów. Ale chyba jednak rzeczywiście zespół jest cienki jak barszcz, przecież z Legią grali tak samo (tylko ona jest słabsza od Groclinu) WSZYSTKO OD NOWA!!!!!!!!! Wielki test dla zarządu, bo prawda jest taka że jego (piłkarska, nie marketingowa czy finansowa) strategia od równo roku okazała się kompletnym niewypałem…
    Muszą zmienić trenera (ale czy tylko jego, ilu piłkarzy to były chybione zakupy?), i muszą wreszcie dokonać dobrego wyboru, bo jak znowu nie to… w normalnym klubie w normalnym kraju następnym do dymisji powinien być zarząd.

  • lewik: bramkarza już mamy, potrzeba nam jeszcze trenera, obrońców, pomocników i napastników
  • Żakuś: Smuda ? Bobo ? Żurek ? Zastanawiam czy ktokolwiek będzie potrafił to poukładać I chyba coraz bardziej jestem zwolennikiem strategii ala Polonia. Piłkarze po 1500 zyla miesięcznie z niższych lig – redukcja kosztów, bez stresu i rozczarowań A jak będzie brakować kilku punkcików to się je dokupi w jakiejś wiosennej “promocji” ;-) Bilety byłyby może wtedy tańsze o połowę a jakby ktoś chciał obejrzeć prawdziwą piłkę nożną to wycieczki turystyczne do Berlina na Bundeslige ;-)
  • rider: A ja, uwierzcie w to, wyszedłem z meczu ani trochę wkurzony i radze Wam, nie ma co się denerwować, bo to nic nie pomoże tym bardziej, że oni mają nas poprostu gdzieś.
  • MarS: . Uważam, że klub powinien rozstać się z kilkoma piłkarzami, gdyż nie dorośli do gry w I lidze, nie będę wymieniał nazwisk, każdy raczej wie o kogo chodzi…?
  • szwagier: To już niech lepiej Lech gra w 3 lidze, ale niech to będzie NASZA POZNAŃSKA drużyna, a nie zbieranina jakichś dupków nie wiadomo skąd.
  • Niepokorny: Może i jest to wina Pali ja wcale go nie chcę bronić. Może jest słabym trenerem i może powinien wy…. Jednak chyba nigdy tak mnie nie oszukał jak piłkarze! Maja nas w d… wielkie gwiazdy.
  • trawiasty: . Nie wiem czy w ramach dawania nauczki naszym graczom nie powinno się zostawić Pali. Może to nas kosztować sporo punktów, choć gdzieś musi istnieć granica absurdu i zawodnicy nie spuszcza się do II ligi tylko po to żeby zrobić na złość Pali. Takimi kretynami i samobójcami chyba nie są.
  • MaciejK: Większość znalazła kozła ofiarnego i w sposób urągający wszelkim normom się na nim wyżyła-to było przerażające czułem się jak w gronie chorych umysłowo ogarniętych jakimś amokiem. Po żadnym meczu Lecha nie byłem jeszcze tak zniesmaczony…
  • gad: “Pala niech sp…” jest wodą na młyn Lechowych nierobów i beztalenci. Drzymała takich piłkarzy jak Bosacki wywalał na zbity pysk…

(z forum internetowego Lecha)

Przeczytaj także

Zapis dzisiejszego czata z Piotrem Świerczewskim

Autor artykułu: LEM

Pokażcie nowe oblicze!

Saturday, September 13th, 2003

Będziemy chcieli pokazać nowe oblicze drużyny Lecha, która walczy. To właśnie ćwiczyliśmy ostatnio na treningach – zapowiada przed derbami Piotr Świerczewski

Będziemy walczyć i tanio skóry nie sprzedamy. Będziemy chcieli udowodnić, że jesteśmy drużyną dobrze przygotowaną. Bardzo zależy nam na trzech punktach – dodaje ,,Świr’’.
Dla niego to pierwsze derby Wielkopolski, ale na pewno tak jak wszyscy piłkarze Lecha, czuje już presję wywieraną przez zarząd i kibiców. Słowo zwycięstwo odmieniane jest we wszystkich przypadkach.
- Na razie nie jestem w najwyższej formie, ale powoli wracam do dyspozycji – twierdzi 74 krotny reprezentant Polski.

Ciekawe pojedynki

Dzisiaj będzie miał doskonałą okazję, by pokazać, że jest prawdziwym liderem drużyny.
Dodatkowym smaczkiem derbów będą jego pojedynki w środku boiska z Radosławem Sobolewskim. Właśnie z pomocnikiem Groclinu musi wygrać rywalizację, jeśli zapowiedzi o chęci powrotu do kadry nie są tylko pustą gadaniną.
Takich ciekawych pojedynków nie powinno zabraknąć w dzisiejszych derbach. Kibice już ostrzą sobie apetyty na starcia Łukasza Madeja z Sebastianem Milą, Rafała Grzelaka z Krzysztofem Piechniakiem, Grzegorza Rasiaka z Bartoszem Bosackim czy Piotra Reissa z Rafałem Pawlakiem. Oj będzie gorąco, bo Groclin nie był jeszcze nigdy w historii tak silny jak teraz.
Piłkarze Lecha na ostatnich treningach ćwiczyli rozgrywanie akcji skrzydłami i stałe fragmenty gry. Wczoraj wieczorem wyjechali na krótkie zgrupowanie, jednak tym razem nie do Green Hotelu w Komornikach lecz do Szamotuł.
- Pobyt tam dobrze nam zrobił – mówi trener Libor Pala. Teraz atmosferę pracy i integracji będą mogli przeżyć również młodzieżowcy, którzy w czasie dwutygodniowej przerwy w rozgrywkach byli na zgrupowaniu kadry.

Kłopoty…bogactwa

Jedynym problemem trenera Groclinu Dusana Radolsky’ego jest kłopot bogactwa. Do zdrowia powrócili wszyscy kontuzjowani zawodnicy. Może się więc zdarzyć, że na ławce rezerwowych zajmą miejsce Moskała, Prusek, Wieszczycki, Zając, Woś i Kozioł. Każdy z nich miałby raczej miejsce w pierwszej jedenastce każdego innego ligowego klubu w Polsce. To doskonale obrazuje z jak mocnym rywalem przyjdzie się zmierzyć dzisiaj Kolejorzowi.

Jest bojowo

Piotr Reiss
kapitan Lecha

Jesteśmy bardzo bojowo nastawieni i myślę, że kibice nie muszą się obawiać. Jest to tylko sport, można wygrać ten mecz, można przegrać lub zremisować. Mamy cały czas w pamięci derby z Groclinem w ubiegłym sezonie, gdzie zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, a mimo to zabrakło szczęścia i zakończyło się ono porażką 3:2. Mam nadzieję, że tym razem los się do nas uśmiechnie.

Bartosz Bosacki

Chcemy wygrać!

Dzisiejszy pojedynek derbowy poznańskiego Lecha z Groclinem Dyskobolią Grodzisk wzbudza ogromne emocje. Jakie są pana odczucia przed tym spotkaniem?
- Odpowiedź jest oczywista. Trzeba ten mecz wygrać. Na boisko wyjdziemy z przekonaniem, że to spotkanie potoczy się po naszej myśli.
Ponownie zagra pan na środku obrony. To dobra wiadomość dla pana?
- Uważam, że będę się pewniej czuł. W poprzednich meczach, grając z boku nie najlepiej to wyglądało. Zresztą wszyscy obserwatorzy ostatnich pojedynków Lecha, stwierdzili że moje miejsce jest na środku defensywy. Mogę tylko obiecać, że zrobię wszystko, aby te opinie potwierdzić na boisku.
Groclin to bardzo mocny rywal, który walczy o najwyższe cele. Jak pan ocenia tę drużynę?
- Rzeczywiście Groclin rozpoczął tegoroczne rozgrywki w bardzo dobrym stylu, strzelając w dwóch pierwszych meczach po cztery bramki. Jednak już w spotkaniu z Polonią nie było tak dobrze. Warszawianie byli nawet bardzo blisko osiągnięcia zwycięstwa w Grodzisku. Wszyscy straszą nas nazwiskami zawodników Groclinu, ale w naszym zespole też są nazwiska, która znaczą bardzo dużo w polskim futbolu. Zresztą wiosną w derbach pokazaliśmy, że potrafimy grać w piłkę. Szkoda, że pechowo wtedy przegraliśmy.
Pałacie żądzą rewanżu?
- Oczywiście! Myślę, że emocji na pewno nie zabraknie. Naszym dodatkowym atutem – dwunastym zawodnikiem – będzie poznańska publiczność, która nigdy dotąd nie zawiodła. Zrobimy wszystko by pokonać Groclin i usatysfakcjonować naszych kibiców. Rozmawiał Jacek PAŁUBA

Autor artykułu: LEM

„NATO AIR MEET” w Krzesinach

Monday, September 8th, 2003

W sobotę zainaugurowano w poznańskich Krzesinach międzynarodowe ćwiczenia lotnicze ,,NATO AIR MEET’’, w których bierze udział
ponad 100 samolotów i 1700 żołnierzy z 15 krajów. Dziś rozpoczynają oni bojowe loty na polskim niebie.

Pilotów i żołnierzy obsługi naziemnej powitał dowódca ćwiczeń gen. major Leo van den Born oraz jego zastępca, gen. brygady Mieczysław Kaczmarek. W wielkiej hali na lotnisku w Krzesinach można było zobaczyć barwy narodowe Belgii, Kanady, Czech, Danii, Francji, Niemiec, Grecji, Węgier, Norwegii, Polski, Portugalii, Hiszpanii, Turcji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Stronę polską będą reprezentować 1. i 40. Eskadry Lotnictwa Taktycznego oraz jednostki obrony powietrznej. W działaniach weźmie także udział 8. flotylla ze Świnoujścia.

- Chciałbym podkreślić rangę tych ćwiczeń. Są to pierwsze manewry lotnicze, od czasu wstąpienia Polski do NATO, zorganizowane na taką skalę – mówi gen. Mieczysław Kaczmarek. – Obejmą 2/3 terytorium Polski, a w niebo wzbije się ponad 100 samolotów. Liczymy na wymianę doświadczeń i zacieśnienie współpracy w ramach struktur NATO.
Dla żołnierzy NATO manewry są nie lada okazją do poznania naszego kraju.

- Zagraniczni goście zobaczą m.in. Kórnik, Biskupin , Gniezno, Warszawę oraz Kraków. Będzie można ich także zobaczyć spacerujących uliczkami Poznania – dodaje major Andrzej Wdowski, zastępca szefa biura prasowego. – Jako że skoszarowani są w poznańskich hotelach, nikogo nie zdziwi widok obcych mundurów w stolicy Wielkopolski. W wolnych chwilach będą także uczestniczyć w imprezach sportowych.
W piątek na lotnisku zawitały wszystkie maszyny biorące udział w manewrach – porozstawiano je w bazie, ponieważ w sobotę i niedzielę nie odbywały się żadne loty. Te rozpoczną się od dziś. Weźmie w nich udział m.in. mjr Robert Cierniak, zastępca dowódcy 1 Eskadry Lotnictwa Taktycznego, pilotujący myśliwskiego MiG-a-29.

- Na razie przypominano nam taktykę i procedury wykładane przez specjalistów z Europejskiej Szkoły Walki w Belgii – powiedział nam mjr R.Cierniak – ATO, czyli rozkazy na dany dzień będą nam przekazywane na bieżąco. Nasze MiG-i-29 będą pełniły funkcje myśliwskie, bo takie mają przeznaczenie.
Major Cierniak nie będzie miał problemów ze współpracą z pilotami z różnych państw: wykonał już ponad 2,5 tys. lotów, zasiadając za sterami m.in. Mirage’ów, Alfa Jetów, czy nowych MiG-ów 29M2 w Rosji. Wczoraj po godz 13-tej, w Krzesinach rozpoczęło się planowanie dzisiejszych misji.

Autor artykułu: OSIN, GOK

Ej, kocie, zgaś światło!

Monday, September 8th, 2003

Kot, szmata, pampers, pierwszak – to tylko niektóre określenia na ucznia pierwszej klasy. Nieważne, czy chodzi o gimnazjum,
czy szkołę ponadgimnazjalną. Szkolna fala jest wszędzie. W skrajnych przypadkach dociera do podstawówek…

W jednym z poznańskich gimnazjów zorganizowano „Dzień kota” – starsi zmuszali młodszych do wkładania głowy do muszli klozetowych. Najbardziej bulwersujące w Wielkopolsce zdarzenie miało miejsce w Kościanie. 16-latek grożąc pobiciem, a później bijąc małoletniego, zmuszał go do lizania butów. Z kolei, w jednej z podstawówek, 10-letni chłopiec posługując się atrapami pistoletów i noża, groził nauczycielom pozbawieniem życia. Kilka dni temu pisaliśmy też o zdarzeniu, do jakiego doszło w Koninie. Koleżanki zmuszały pierwszoklasistkę do zjedzenia pokarmu dla kotów. A później ciężko pobiły.

- Teraz przemoc jest prawie we wszystkich szkołach – mówi Katarzyna Skórnicka, pedagog ze Szkoły Podstawowej nr 26 w Poznaniu. – Zaczyna się to najczęściej od zabawy: dzieci się szarpią, naskakują na siebie, ale zabawa kończy się w momencie, gdy komuś coś się stanie. Prowadzę zajęcia z dziećmi nadpobudliwymi i wiem, że wielokrotnie ich przemoc wynika z tego, co oglądają w telewizji. Zapytałam kiedyś ucznia, dlaczego ogląda filmy i kreskówki pełne przemocy, odpowiedział, że musi nauczyć się bić.

Kolega oprawcą?

Wydawałoby się, że dzieciom w szkole nic nie grozi. Są pod opieką nauczycieli, pedagogów. Zdaniem psycholog Krystyny Kmiecik-Baran, prawie 80 procent dzieci w gimnazjach i zespołach szkół na pytanie: czy czują się bezpieczne w szkole, odpowiada: nie. – Badania potwierdzają nasilającą się wśród gimnazjalistów przemoc, zarówno psychiczną, jak i fizyczną – mówi Krystyna Kmiecik-Baran. – Około 30 procent dzieci doświadcza przemocy fizycznej i aż 60 procent – psychicznej. Uczniowie przede wszystkim boją się kolegów. 60 procent deklaruje, że spotyka ich ze strony starszych przemoc psychiczna, a 27 procent mówi o fizycznej. W ostatnim czasie nasila się przemoc o podłożu erotycznym. I to nie tylko na dziewczynkach, ale także na chłopcach ze strony dziewcząt. Aż 43 procent dzieci o tym mówi. Niestety, najczęściej tylko w anonimowych ankietach.

Kici, kici, kotku…

Szkolna fala, zwana popularnie „koceniem” różni się jedynie stopniem nasilenia. Może to być niewinne wołanie ,,kici, kici” za przechodzącymi pierwszakami czy malowanie im wąsów na twarzach (oczywiście wodoodpornym markerem!).

- Szłam 5 września do szkoły – opowiada Ania, obecnie uczennica trzeciej klasy. – Nagle, od tyłu zaatakowało mnie dwóch chłopaków. Na głowach mieli kaptury. Wyciągnęli żyletkę i wyrżnęli mi na ramieniu symbol kota, żebym znała swoje miejsce w szkolnej hierarchii.

Marek chodzi do trzeciej klasy gimnazjum. Obwód korytarza zna doskonale – mierzył go jedenaście razy… zapałką. – Ostatnim ,,krzykiem mody” jest ,,gaszenie światła”, czyli dmuchanie na palącą się żarówkę tak długo, aż zgaśnie – mówią uczniowie III klasy jednego z poznańskich techników.
Agnieszka przeżyła ,,szuwarka”. – Co to jest? Kot wkłada głowę do muszli, a ,,dziadki” spuszczają wodę – opowiada.

Coraz więcej przestępstw

Wydział Prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu zakończył w ostatnich dniach przygotowywanie raportu dotyczącego przestępczości wśród nieletnich w pierwszym półroczu tego roku. Jego wyniki są szokujące.
Okazało się bowiem, że o 164 procent wzrosła liczba dzieci złapanych na zażywaniu bądź handlowaniu narkotykami. Zanotowano także ponad 100-procentowy wzrost bójek i pobić, oraz 13 procent więcej przypadków kradzieży i wymuszeń rozbójniczych. Takiego wzrostu przestępczości wśród nieletnich nikt się nie spodziewał. Na terenie województwa dzieci popełniły w ubiegłym roku znacznie więcej rozbojów i fałszerstw niż w latach poprzednich.

- Z naszych analiz wynika, że nieletni coraz częściej dokonują tego rodzaju przestępstw właśnie podczas roku szkolnego na terenie szkół i internatów – mówi Krzysztof Kluczyński specjalista ds. nieletnich wydziału prewencji KWP. – Najczęstszym przedmiotem przestępstw, jakich dopuszczają się dzieci, są kradzieże pieniędzy, telefonów komórkowych i sprzętu muzycznego. Często odnotowujemy też kradzieże jedzenia oraz odzieży.

Krzysztof Kluczyński podkreśla, że jeszcze kilka lat temu młodzi przestępcy działali w kilkuosobowych grupkach. – Teraz ta tendencja się zmieniła. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku zanotowaliśmy 82-procentowy wzrost przestępstw popełnionych indywidualnie.
Dlaczego nieletni decydują się działać w pojedynkę? – Sprawca nie musi dzielić się łupem z kolegami. – tłumaczy Krzysztof Kluczyński.

Jak walczyć?

- Już od kilku lat obserwujemy, że młodzi przestępcy pochodzą najczęściej z rozbitych rodzin patologicznych, które borykają się z problemem bezrobocia – przyznaje Andrzej Borowiak. – Dzieci takie nie mają wyższych wartości i kończą zwykle swoją edukację na poziomie szkoły podstawowej lub gimnazjum. Potem już nawet nie starają się o jakąkolwiek pracę.

Dwukrotny wzrost wykrywalności przestępstw wśród nieletnich odnotowano w 2002 roku na poznańskich Jeżycach. Jak poradzili sobie z tym policjanci? Komendant nie zbagatelizował problemu i powołał do życia specjalny zespół ds. nieletnich, prewencji kryminalnej i patologii społecznej. W jego skład weszło pięciu funkcjonariuszy z różnych pionów.

- Odciążono nas od innych obowiązków, byśmy mogli poświęcić jak najwięcej czasu na zwalczanie i zapobieganie przestępczości wśród najmłodszych – opowiada Katarzyna Nowak, członek zespołu ds. nieletnich. – Codzienne kontakty i współpraca z pogotowiem opiekuńczym, sędziami, kuratorami, oraz pedagogami szkolnymi przyniosła efekty.
Funkcjonariusze wykryli wiele młodocianych grup przestępczych, m.in. bandytów, którzy grożąc nożem okradali rówieśników wychodzących ze szkół. Specjaliści przewidują, że agresja wśród nieletnich będzie w zastraszającym tempie rosła.

- Pracę nad wychowaniem dzieci trzeba zacząć od podstaw. Te podstawy to najbliższa rodzina. Inaczej, nie będzie szans na zmianę tego, złego stanu rzeczy – przestrzega Katarzyna Nowak.

prof. dr hab.
Anna Michalska
kierownik Katedry Socjologii Problemów Społecznych WSNHiD w Poznaniu

– Agresja u dzieci i nieletnich wciąż rośnie. Dlaczego tak się dzieje? Jednym z powodów jest zachwianie hierarchii wartości na skutek zmian systemowych. Lansowanie w mediach ciągłej pogoni za karierą, za szybkim zyskiem potęguje liczbę przestępstw. Dla nieletnich przestępstwo jednoznaczne jest z szybkim i łatwym zyskiem. Dobro przestaje być ciekawe. Stąd zanik autorytetów. Głównymi ogniwami agresji są też wszelkiego rodzaju skoszarowane grupy dzieci i młodzieży np. w szkołach,
internatach, czy domach dziecka. Silniejsi
i starsi wyładowują swoją agresję na młodszych. Zdarzają się również przypadki, że ofiara przemocy, czy to fizycznej czy seksualnej sama staje się sprawcą, dając upust złości
i agresji, które nosi w sobie.

„Bezpieczna szkoła”

Program ,,Bezpieczna szkoła’’ został opracowany i wdrożony w roku szkolnym 1998/99. Jest adresowany do dzieci, młodzieży, nauczycieli, wychowawców a także rodziców. Wskazuje, co robić, abyśmy mogli – na terenie szkoły i w jej otoczeniu – czuć się bezpiecznie. Do programu czynnie włączyła się policja. Specjaliści do spraw nieletnich oraz dzielnicowi odbywają spotkania, w których uczestniczą dzieci i młodzież oraz nauczyciele. W ich trakcie policjanci poruszają m.in. tematy bezpiecznej drogi, bezpieczeństwa w szkole, w domu itp.

Agresja w wielkopolskich szkołach

w roku 2002/2003

  • 208 rozbojów
  • 114 uczniów doznało uszczerbku na zdrowiu
  • 81 kradzieży
  • 39 zgłoszonych bójek i pobić wśród uczniów

Uwaga, uczniowie!

  • tornister staraj się nosić zawsze przy sobie
  • idąc na lekcje zabierz z kurtki klucze, pieniądze, legitymację
  • wychodząc na boisko szkolne zostaw swoje rzeczy w zam- kniętym pomieszczeniu
  • gdy dzieje się coś złego, natychmiast zawiadom „zaufanego” dorosłego – może to być rodzic, wychowawca, sąsiadka czy wujek
  • jeżeli ktoś będzie chciał od ciebie pieniądze, będzie cię częstował narkotykiem, alkoholem, papierosem – powiadom kogoś dorosłego

Miejsca przestępstw

Nieletni w pierwszej połowie tego roku najczęściej popełniali przestępstwa w szkole i internacie (429 przypadków). Kolejnymi miejscami były ulice oraz drogi (339), obiekty handlowe
i ich okolice (175).

Uwaga, rodzice!

  • bezwzględnie zakazujcie dzieciom przyjmowania od obcych jakichkolwiek słodyczy i prezentów, wsiadania do pojazdów kierowanych przez obcych, oddalania się z obcymi, rozmawiania z obcymi
  • uczcie swoje dzieci, aby podczas waszej nieobecności w domu nie otwierały drzwi obcym, nawet znajomym i innym dzieciom, zabrońcie im otwierania drzwi domofonem, jeżeli osobą zgłaszającą jest ktoś obcy,
  • starannie wybierajcie drogę, którą dziecko będzie chodziło do szkoły, uczcie ich bezpiecznego poruszania się po drogach
  • uczyńcie wszystko, aby zabawy dzieci były zawsze bezpieczne, uczcie dzieci rozwagi, ale i sami bądźcie przewidujący

Autor artykułu: Katarzyna SKLEPIK, Robert GRYGIEL