Dwie Ukrainki i dwie Ormianki podejrzewane o podrabianie znaków towarowych markowych firm zatrzymali policjanci z sekcji kryminalnej żoliborskiej komendy. Podczas przeszukania pomieszczeń zabezpieczono kilka maszyn do szycia, etykietki oraz kilkadziesiąt sztuk ubrań z podrobionymi wszywkami.
Podrabianie zastrzeżonych znaków towarowych to proceder, z którym boryka się wiele polskich i europejskich firm. Trudno dokładnie oszacować rzeczywistą skalę zjawiska handlu takimi właśnie podrobionymi produktami, ale nie jest dla nikogo tajemnicą, że przynosi to ogromne straty firmom i budżetowi państwa. Policjanci coraz częściej obserwują, że podrabia się wszystko na co jest popyt. Podrabianie dotyka producentów markowej odzieży, w tym sportowej, i innych tekstyliów, a także butów, perfum, kosmetyków, sprzętu elektronicznego, zabawek i gier. Każdego roku funkcjonariusze policji i przedstawiciele izb celnych zabezpieczają podczas kontroli towar podrobiony o wartości kilku milionów złotych. Policjanci zabezpieczają zarówno podrobione wyroby, jak i urządzenia do ich produkcji oraz maszyny służące do nielegalnego wytwarzania podrobionych wyrobów.
Z takim właśnie procederem zetknęli się policjanci z sekcji kryminalnej żoliborskiej komendy. W poniedziałek otrzymali informację, że na terenie jednej z posesji przy ul. Wójcickiego działa nielegalna szwalnia, w której podrabiane są znaki towarowe markowych firm. Postanowili to natychmiast sprawdzić. Podjęli obserwację budynku. Gdy po kilku godzinach weszli do środka, wewnątrz była właścicielka posesji, jej córka (obie Ormianki) oraz dwie pracownice (ob. Ukrainy). Przeszukano bardzo dokładnie całą posesję. Kryminalni zlikwidowali stanowiska pracy, na których pracownice wszywały etykietki markowych firm. Zabezpieczono: 2 maszyny do szycia, szpóle z nićmi, pistolet do metkowania, naklejki, etykietki markowych firm oraz kilkadziesiąt różnych spodni, bluz i kurtek z podrobionymi znakami towarowymi. W trakcie przeszukania znaleziono także ukrytą elektroniczną maszynę do haftowania oraz dokumenty wystawione na różne osoby (prawo jazdy, paszport, karty bankomatowe), płytę CD, dyskietki oraz pistolet gazowy i pozwolenie na broń.
Wszystkie kobiety zostały natychmiast przewiezione do komendy rejonowej. Podczas wstępnego rozpytania pracownice twierdziły, że właścicielka zapewniała je, że jest to praca jak najbardziej legalna. Nawet nie podejrzewały, że uczestniczą w jakimś procederze przestępczym. Przed policjantami teraz dużo pracy. Muszą ustalić, jak długo kobiety prowadziły nielegalną szwalnię, czy miały wspólnika, gdzie trafiał nielegalny towar. Ustalić muszą także źródło pochodzenia broni gazowej i innych dokumentów.
Anna Kędzierzawska, Zespół Prasowy KSP
Autor artykułu: