Archive for October, 2005

Urząd Skarbowy sprawdzi oświadczenia majątkowe burmistrza

Saturday, October 22nd, 2005

Po naszych publikacjach o oświadczeniach majątkowych Kazimierza Kloki, zastępcy burmistrza Pruszcza Gd., sprawą zainteresowała się Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku.
Przypomnijmy: z oświadczeń majątkowych burmistrza za 2003 i 2004 rok wynika, że jego majątek w ciągu roku przyrósł o blisko milion złotych. Burmistrz początkowo uznał, że nie musi odpowiadać Czytelnikom “Dziennika”, skąd taki awans materialny. Dlatego redaktor naczelny “Dziennika” Tomasz Arabski poprosił go pisemnie o wyjaśnienia. W czwartek otrzymaliśmy zapewnienie burmistrza, iż odniesie się do publikacji. W piątek Krzysztof Trynka, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku poinformował, że prokuratura poprosi o kontrolę Urząd Skarbowy.
- Uważamy, iż opisane okoliczności wymagają sprawdzenia. Ponieważ nie mamy uprawnień kontrolnych, zwróciliśmy się o wyjaśnienia do służb skarbowych – pisze Krzysztof Trynka.
- Decyzję o wszczęciu kontroli lub prośbę o przekazanie sprawy innemu urzędowi podejmę, gdy otrzymam pismo z Prokuratury Apelacyjnej – powiedział Wiesław Kwiatkowski, naczelnik Urzędu Skarbowego w Pruszczu Gd.

Autor artykułu: Arkadiusz Gancarz

Po pierwsze A-1. Gdańsk Transport Company dostał pieniądze

Saturday, October 22nd, 2005

48 mln euro przelał rząd na konto Gdańsk Transport Company, która buduje autostradę A-1. Także Ministerstwo Infrastruktury i przedstawiciele Skarbu Państwa są zdecydowani na przekazanie GTC kolejnych 50 mln euro.

Zdaniem samorządowców zrzeszonych w Stowarzyszeniu Miast Autostrady Bursztynowej, którzy spotkali się w piątek w Gdyni, oznacza to przełom w budowie A-1. Przedstawiciele SMAB nie ukrywali swojej satysfakcji.
- Prace nad budową autostrady A-1 będą mogły w końcu ruszyć szerokim torem – mówi Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni. – Gdy dowiedziałem się od wiceministra infrastruktury Jana Ryszarda Kurylczyka, że przelano pieniądze na konto GTC, byłem niezmiernie zadowolony.
Urzędnicy z Katowic, Gliwic, Częstochowy, Łodzi, Torunia, Sopotu i Gdyni niepokoili się dotychczas dalszym losem autostrady, bo prace budowlane posuwały się ich zdaniem niemrawo. Według samorządowców działo się tak dlatego, że przedstawiciele GTC obawiali się kłopotów z odzyskaniem poniesionych nakładów w przypadku, gdyby koncesja na budowę A-1 została przez tworzący się właśnie rząd zerwana. Obecnie wiadomo już, że GTC bez przeszkód może budować pierwszy etap autostrady, wiodący do Grudziądza. Ministerstwo Infrastruktury uzgodniło ponadto z gdańskim przedsiębiorstwem wartość prac na dalsze przedłużenie A-1 do Torunia.
W sprawie budowy autostrady SMAB zdecydowało się organizować cykliczne spotkania informacyjne z parlamentarzystami i członkami rządu, odpowiedzialnymi za realizację tej inwestycji.
Walne Zebranie Stowarzyszenia Miast Autostrady Bursztynowej zdecydowało także o przystąpieniu do projektu, którego celem jest zapewnienie szybkiej komunikacji towarowej i pasażerskiej pomiędzy portami w Gdańsku i Gdyni.

Autor artykułu: Szymon Szadurski

Z kartą po zaliczkę

Thursday, October 20th, 2005

W Sopocie najprawdopodobniej od poniedziałku ruszą wypłaty zaliczek alimentacyjnych. Jak zapewniają urzędnicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, do końca października powinni je otrzymać wszyscy, którzy otrzymali lub otrzymają pozytywną decyzję.

Rodzice mogą z sopockiego MOPS-u wypłatę otrzymać na kilka sposobów: w formie karty przedpłacanej, na konto osobiste, przez listonosza i na poczcie.
- Nowością jest karta przedpłacana – mówi Danuta Sokołowska. Na czym polega nowa forma wypłaty? – Nasz podopieczny otrzymuje kartę bankomatową, na którą wcześniej przelewamy pieniądze – tłumaczy Danuta Sokołowska. – Utrzymanie tej karty jego nic nie kosztuje. Trzeba z niej jednak wybierać w bankomacie pełne sumy. Kartą można także płacić w sklepie. – Nie każdy chce kartę, bo boi się, że sobie nie poradzi – mówi Danuta Sokołowska.
Obecnie w sopockim MOPS-ie nie ma już kolejek. Aby z wypłatą zaliczek zdążyć na czas, zaangażowane zostały dodatkowe osoby.
- Bardzo dobrze układa się też współpraca z sopockimi komornikami, którzy bez problemu wystawiali zaświadczenia o bezskutecznej egzekucji alimentów, potrzebne do wniosku – podkreśla Danuta Sokołowska.

Autor artykułu: (asz)

Kiedy powstanie i jaki będzie Dom Pomocy Społecznej

Thursday, October 20th, 2005

Na Osiedlu Mickiewicza w Sopocie, w miejscu istniejącej dziś Szkoły Podstawowej nr 6 powstanie Dom Pomocy Społecznej. Za tym pomysłem opowiedziało się już ponad 2 tys. sopocian. Obecnie starsi ludzie kierowani są do placówek w Trójmieście.

W Urzędzie Miasta odbyła się na ten temat debata publiczna. Przedstawiono projekt zagospodarowania przestrzennego Osiedla Mickiewicza. Na spotkanie przybyło wielu mieszkańców. Przyglądali się wywieszonemu planowi, dyskutowali o wszystkich ,za i przeciw”.
- Plan zakłada powstanie w tym miejscu Domu Pomocy Społecznej dla 100 pensjonariuszy – mówi Anna Wolniarska-Roszak, zastępca naczelnika Wydziału Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta Sopotu. – Prawdopodobnie jedno skrzydło w szkole będzie nadbudowane o dodatkową kondygnację. Prace rozpoczną się za 5 lat, czyli w momencie wygaśnięcia szkoły.
Mieszkańców Osiedla Mickiewicza szczególnie interesowała kwestia parkingów i boiska.
- Dom pogodnej starości to dobry pomysł – twierdzi Jadwiga Wasilewska, mieszkanka osiedla Mickiewicza. – Chcielibyśmy, aby pozostało tam boisko. Nasze wnuki i dzieci muszą mieć miejsce do zabawy. Ale co z samochodami?
Zdaniem Anny Wolniarskiej-Roszak problemów z parkingami nie będzie, gdyż w obrębie DPS przewidziano ok. 10 miejsc parkingowych. W przyszłości miasto zamierza także wybudować parkingi pod Łysą Górą.
Także Wojciech Fułek, wiceprezydent Sopotu, nie obawia się problemów z parkingami. – Teraz też rodzice przyjeżdżają po dzieci do szkoły i większych utrudnień nie ma – mówi. – Myślę, że z boiskiem też dojdziemy do porozumienia.
Sopot się starzeje
Pomysł powstania Domu Pomocy Społecznej był podejmowany w Sopocie od wielu lat. Miasto próbowało znaleźć obiekt, ale zawsze były dodatkowe utrudnienia. A zdaniem radnej Małgorzaty Maj, w Sopocie jest duża potrzeba na tego typu placówkę. – Sopot się starzeje – mówi radna. – Ponad 25 proc. mieszkańców to ludzie starsi. Trzeba im zapewnić godziwą starość.
Dane te potwierdza Anna Jarosz, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Sopocie. Twierdzi, że w Sopocie ponad 100 starszych osób wymaga całodobowej opieki. – Co roku ok. 25 osób jest kierowanych do ośrodków w Trójmieście – mówi Jarosz. – Zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby starsi sopocianie mieli zapewnioną opiekę bliżej swoich rodzin.
Miesięczne utrzymanie pensjonariusza w Domu Pomocy Społecznej wynosi około 2 tys. złotych, 70 proc. płaci senior, pozostałą część rodzina na podstawie umowy alimentacyjnej. Jeśli najbliżsi nie mogą dopłacać, obowiązek opłat przejmuje gmina.

Autor artykułu: Jolanta Świerczyńska

Znany klub nigdzie się nie wynosi

Thursday, October 20th, 2005

Czy Sportowa Spółka Akcyjna Trefl zmieni swoją siedzibę? Być może tak się stanie, ale jak zapewnia jej prezes, Kazimierz Wierzbicki, z Sopotu się nie wyniesie.

O przeprowadzce klubu zaczęło się mówić w Sopocie, gdy spółka Invest Komfort kupiła działkę przy ul. Armii Krajowej 137-139. Jednym z dzierżawców obiektu jest właśnie Sportowa Spółka Akcyjna Trefl. Deweloper na zakupionym terenie najprawdopodobniej wybuduje osiedle. Invest Komfort nie chce jednak mówić o szczegółach. – Analizujemy potencjał przedmiotowej działki i jest jeszcze za wcześnie, by mówić o planach związanych z tym miejscem – mówi Piotr Przebieracz, menadżer ds. marketingu Invest Komfort. – Obecni lokatorzy nieruchomości będą musieli ją opuścić w terminie dogodnym dla obu stron.
Dlatego właśnie przedstawiciele SSA Trefl wysłali do Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu, list z prośbą o poszukanie im innego lokum. Sprawą tą zajęli się radni z Komisji do Spraw Sportu, Turystyki i Młodzieży. – Dostaliśmy sygnał, że trzeba znaleźć klubowi nowe miejsce – mówi Lesław Orski, przewodniczący komisji. – Nie można dopuścić do tego, aby klub wyniósł się.
Kazimierz Wierzbicki nie zamierza na razie rezygnować z dotychczasowej siedziby. – Szukaliśmy czegoś na wszelki wypadek – mówi Wierzbicki. – Polityką klubu jest, aby być jak najbliżej miejsca rozgrywek. Jeśli zmusi nas sytuacja, przeniesiemy sięy.
Miasto szybko zadziałało.
- Lokal został znaleziony w naszych zasobach, jest usytuowany przy ul. J. Goyki, a więc blisko hali, w której są rozgrywki. Trzeba by go było na pewno przystosować do potrzeb biura klubu, wyremontować – mówi Katarzyna Kucz-Chmielecka, naczelnik Biura Informacji i Promocji Miasta Urzędu Miasta. – Informację o mieszkaniu wysłaliśmy do prezesa Wierzbickiego. Pytanie, czy z prezes skorzysta z tej propozycji.

Autor artykułu: (joś, asz)

W pogoni za Pro Tour

Wednesday, October 19th, 2005

Był rok 2003. Piotr Kosmala potrzebował pilnie pieniędzy na kolarską działalność. Poznał Piotra Bielińskiego prezesa firmy Action. Zawarli układ. Jeśli pokona w Bike Maratonie prezesa to ten wyłoży milion złotych. jeśli nie, to Kosmala zapłaci 10 tys. zł. Ale nie zapłacił, bo wygrał.
Jedyna polska zawodowa grupa kolarska pochodzi z Pomorza. Grupa Intel Action zarejestrowana jest i ma siedzibę w gminie Otomin oddalonej o 1,5 kilometra od Gdańska. Tam mieszka jej dyrektor sportowy, Piotr Kosmala.
- Dlatego tutaj mamy siedzibę. Uważamy się też za gdańską grupę – mówi Piotr Kosmala. – Przed ważniejszymi startami trenujemy w Trójmieście i okolicach. Zawodnicy się dziwili, że na Kaszubach są tak znakomite tereny do jazdy na rowerze.
Kosmala, zanim został dyrektorem sportowym grupy, sam był kolarzem.
- Wychowałem się na Oruni – wspomina. – gdzie mieszkałem do 1999 roku. Dwa lata później jeździłem w barwach klubu Neptun Pruszcz Gdański. Potem ścigałem się w USA, następnie z grupą Warta Damis Szurkowski. Koniec sportowej kariery nastąpił w 1994 roku, ale po roku założyłem klub amatorski Mróz. Polski Związek Kolarski początkowo nas nie akceptował, bo mieliśmy w składzie najlepszych kolarzy i byliśmy samodzielni. Z czasem gprzekształciliśmy się w profesjonalną grupę, do nas docierały zaproszenia na zawody, wkrótce przyszły sukcesy.
Nastał rok 2003. Mróz zmienił szyld na Action Nvidia Mróz, a potem na Action ATI, wreszcie w tym roku przyjął nazwę Intel Action.
- Wojciech Mróz pomagał nam tak długo jak mógł. Później zaczęły się problemy finansowe – opowiada Kosmala. – Piotr Bieliński, prezes firmy Action obiecał pomoc, ale ja potrzebowałem pieniędzy szybciej. Wtedy zawarliśmy zakład. Musiałem pokonać Bielińskiego w Bike Maratonie w Polanicy Zdroju na dystansie 100 kilometrów, aby Action miała nas wesprzeć milionem złotych. W przypadku porażki miełem zapłacić Bielińskiemu dziesięć tysięcy złotych. Ale wygrałem i dostaliśmy od firmy nawet więcej niż obiecany milion. Przy okazji zaczęła się moja przyjaźń z Piotrem, która trwa do dziś.
W tym roku doszedł kolejny możny sponsor – Intel produkujący podzespoły komputerowe. Grupa Intel Action w minionym roku startowała w cyklu Professional Continental stanowiącym bezpośredniego zaplecze dla Pro Tour.
- Jaki był budżet w minionym sezonie? Sponsorzy nie chcą, abyśmy ujawniali kwoty. Powiem tylko, że trzeba wykazać się budżetem o wysokości przynajmniej jednego miliona euro, żeby zostać dopuszczonym do rywalizacji. W ogóle po wejściu w naszą grupę firmy Intel bardzo zyskaliśmy na wizerunku. Intel cieszy się dużą renomą na całym świecie, a przez to nasza grupa cieszy się większym poważaniem – mówi Kosmala.
W gdańskiej grupie nie ukrywają, że ambicją jest znalezienie się w cyklu Pro Tour.
- W przyszłym roku to się jeszcze nie uda. Może więc rok później – marzy Piotr Kosmala. – Nie jest jednak łatwo zebrać odpowiednie pieniądze, a w Pro Tour trzeba mieć budżet na poziomie czterech milionów euro.
Na co idą aż tak duże pieniądze?
- Nie na wypłaty dla zawodników – podkreśla Kosmala. – Ponad połowę budżetu pochłaniają kwestie organizacyjne. Jeździmy na najlepszych rowerach na świecie firmy Colnago. Na zawody kolarze latają samolotami. Mamy jednak preferencyjne ceny biletów, bo LOT jest jednym z naszych sponsorów. Cały sprzęt jedzie samochodami. Do tej pory jeździliśmy mercedesami, w przyszłym roku mogą to być audi. Wiele grup z zazdrością patrzy podczas zawodów na naszą grupę. Nie będę ukrywał. Osobiście jestem dumny z grupy Intel Action.
Grupa Intel Action w poprzednim sezonie miała w kadrze najlepszych polskich kolarzy – z wyjątkiem Dariusza Baranowskiego i Sylwestra Szmyda jeżdżących w grupach Pro Tour – oraz dwóch zagranicznych Ukraińca Bogdana Bondariewa i Niemca Dennisa Krafta. W nowym sezonie zajdą zmiany w składzie.
- Zostanie tylko jeden obcokrajowiec – Bondariew. Będzie więcej młodych zawodników. Generalnie stawiamy na Polaków – mówi Kosmala. – Nie będzie już w naszej grupie braci Wadeckich. Adam nie przystał na naszą nową ofertę, ale może wrócić do naszego teamu w 2007 roku. Z kolei Piotr chce znaleźć się w kadrze któregoś z zespołów jeżdżących w Pro Tour. Nadal mamy Cezarego Zamanę, Tomaszą Brożynę, Bartosza Huzarskiego i Marka Rutkiewicza. Jeśli w przyszłości znajdziemy się w Pro Tour to i tak będziemy stawiać na Polaków. Bo pragnioemy ich sukcesów, a nie Niemca czy Włocha choćby nawet z Intel Action.
Intel Action daje prestiż, ale liczą się sportowe wyniki.
- Jesteśmy 29 zawodowym teamem kolarskim na świecie – wymienia Kosmala. – Zajęliśmy 9 miejsce w naszej dywizji Professional Continental, a przed nam jest jeszcze dwadzieścia grup z Pro Tour. Bardzo udany był dla nas pięcioetapowy wyścig w Hesji, który wygrał Zamana, a Piotr Wadecki był trzeci. Cieszyło nas też mistrzostwo Polski Adama Wadeckiego. Wciąż czekamy na kolejne zwycięstwo w Tour de Pologne. Także w przyszłym to będzie dla nas najważniejszy wyścig.
Dyrektor sportowy grupy Intel Action myśli o powołaniu do życia szkółki kolarskiej.
- Do tego nie są potrzebne wielkie pieniądze. Chciałbym, aby taka szkółka ruszyła na początku przyszłego roku. Warto, nawet jeśli nikt nie zostanie profesjonalnym kolarzem. Zajmując się sportem, będą robić coś pozytywnego. Poza tym chciałbym, żeby nie zaniedbywali zajęć i uczyli się języków obcych – zakończył Piotr Kosmala.

Autor artykułu: Paweł Stankiewicz

Nie trzeba rewolucji

Wednesday, October 19th, 2005

Nigdy więcej baraży – krzyczał jeden z kibiców gdańskiej drużyny żużlowej, biegnąc po murawie stadionu przy ul. Długie Ogrody, po ostatnim wyścigu rewanżowego meczu barażowego Lotosu z Intarem Dartom. Gospodarze wygrali 53:37, utrzymując się w ekstralidze na przyszły sezon.
Mimo nietypowej pory rozegrania tego spotkania – konfrontacja zaplanowana w niedzielę była dwukrotnie przekładana z powodu opadów deszczu – na trybunach pojawiło się blisko 5 tys. kibiców.
- To powierdza jak bardzo popularny jest w Trójmieście żużel. Nam, wiernym kibicom, należy się coś więcej. Niestety, znów musieliśmy do końca drżeć o losy naszej drużyny. Kiedy w końcu Lotos walczyć będzie o medale? – zastanawiał się 18-letni Krzysiek.
Rzeczywiście trójmiejscy fani mają słuszne powody do niezadowolenia. Są z drużyną na dobre i na złe. Licznie przychodzą na stadion, a w innych ośrodkach działacze nieraz z zazdrością spoglądają na wypełnione trybuny w Gdańsku. Tylko co kibice otrzymują w zamian? Lichy produkt.
W ostatnich latach gdańszczanie trzykrotnie uczestniczyli w barażach o ekstraligę. Pokonali Start Gniezno, ulegli Unii Tarnów i teraz poradzili sobie z Intarem Dartom. Nie ulega wątpliwości, że zamiast barażu o utrzymanie, wszyscy woleliby walkę o podium. Tylko co zrobić, by tak się stało?
Zatrzymać trzon drużyny. Tomasz Chrzanowski i Robert Kościecha już mają propozycje z innych klubów. Czy zaryzykują, zmieniając barwy, skoro w Gdańsku robią za gwiazdy i co najważniejsze klub wywiązuje się wobec nich ze zobowiązań na bieżąco?
- Obaj naprawdę doceniają to, co mają w Lotosie – mówi trener Lotosu Grzegorz Dzikowski. – Ja nie rezygnowałbym także z pozostałych zawodników. Większość z nich rozwinęła u nas skrzydła. Czy teraz sensowna byłaby rewolucja w składzie?
Gdański szkoleniowiec przypomina jak przebiegała pierwsza część sezonu w wykonaniu jego podpiecznych.
- Ile spotkań przebiegało na styku? Ile razy zabrakło nam szczęścia, by zdobyć punkt lub dwa? Mając je, powinniśmy być w szóstce i walczyć o medale – dodaje Dzikowski.
Jednak jeden solidnie punktujący nowy zawodnik przydałby się w zespole. I daleko szukać nie potrzeba. We wtorek pokazał się z dobrej strony Tomasz Jędrzejak. To prawdziwy “walczak” na torze. Idealnie pasowałby do Lotosu. Tylko rozmowy z nim należałoby rozpocząć już teraz, by nie powtórzyła się sytuacja z poprzedniego roku. Lista życzeń gdańskich działaczy była długa i imponująca. I na tym się skończyło, bo nikt z ówczesnych kandydatów nie podpisał kontraktu z Lotosem.
Kluczową rolę przy kompletowaniu składa na przyszły sezon odegra Grupa Lotos SA. W siedzibie dotychczasowego sponsora naszych żużlowców nie zapadła jeszcze decyzja czy współpraca zostanie przedłużona.

Autor artykułu: Maciej Polny

Kopanie się z koniem

Wednesday, October 19th, 2005

Na linii Wydział Gier i Dyscypliny Polskiego Związku Hokeja na Lodzie -Stoczniowiec Gdańsk iskrzy od dawna. Osoby zasiadające w tym gremium, zamiast dbać o przestrzeganie obowiązujących regulaminów, ignorują je i zatwierdzają do gry w innych klubach zawodników, do których prawa roszczą sobie gdańszczanie.
Piotr Korczak, Łukasz Sokół, Mariusz Justka, Adam Bagiński, Arkadiusz Marmurowicz to hokeiści, którzy zdaniem prezesa Stoczniowca Marka Kosteckiego, zmienili barwy klubowe z naruszeniem prawa. Ostatnim kwiatkiem na tej liście jest zatwierdzony do gry w GKS Tychy Rafał Cychowski. Stoczniowiec zainteresowany był tylko transferem definitywnym. Śląski klub chciał go wypożyczyć do końca sezonu. Kluby nie doszły w tej sprawie do porozumienia.
WGiD powziął decyzję, zgodną z oczekiwaniami GKS Tychy i ustalił za wypożyczenie Cychowskiego ekwiwalent w wysokości 18 tys. zł. Zdaniem Jerzego Gotalskiego, dyrektora gdańskiego klubu, wydział w ewidentny sposób złamał regulamin i przekroczył swoje uprawnienia. – To tak, jakby ktoś chciał sprzedać samochód, kupujący chciał go tylko wypożyczyć na rok, a sąsiad właściciela zadecydował, że ten musi mu go wypożyczyć za określoną cenę. Przecież to absurd – tłumaczy dyrektor.
Cychowski po zakończeniu sezonu zgodnie z reulaminem powinien wrócić do Stoczniowca. Powinien, ale nie wróci. Związek powołał powołał bowiem komisję, która przygotuje zmianę regulaminu. W jej skład wchodzą, przewodniczący WGiD Ryszard Molewski z Torunia, prezes Dworów/Unii i wiceprezes PZHL-u Kazimierz Woźnicki i prezes GKS-u Tychy Andrzej Skowroński.
A co na to Stoczniowiec?
- Jak długo można kopać się z koniem? – pyta zrezygnowany prezes Kostecki. – Przygotowujemy skargę na działalność wydziału i przekażemy ją do Komisji Rewizyjnej PZHL – dodaje.

Autor artykułu: Adam Suska

Bramkarka też strzela

Tuesday, October 18th, 2005

W meczu pierwszej ligi piłki nożnej kobiet Checz Gdynia wygrała w Łęcznej z Górnikiem 2:0 (1:0). Bramki strzeliły Ewelina Puchowska i Maja Znamirowska. W najbliższy weekend gdynianki zakończą rundę jesienną meczem na własnym boisku z Pragą Warszawa.
Checz: Murawiecka – Kopeć, Bazydło, Pobłocka, Kleszczewska – A. Bartkowicz (70 Skitek), Puchowska, Goral, Walaszkowska (80 Gąsiewicz) – Znamirowska, Aldhof (60 Augustyn).
Do bramki Checzy powróciła już po kontuzji Dagmara Murawiecka. Mimo to miejsca w składzie nie straciła broniąca dotychczas Ewelina Puchowska, gdyż… zagrała w pomocy. I to jak. Pod koniec pierwszej połowy znakomicie wykonała rzut wolny i gdynianki objęły prowadzenie w tym spotkaniu.
- Ewelina już grywała kiedyś w drugiej linii. W Łęcznej nie mogły zagrać m. in. Marzena Samp, Katarzyna Bartkowicz i musiałem zrobić pewne ruchy kadrowe. Puchowska odpowiadała za grę w destrukcji i z tego zadania wywiązała się bardzo dobrze – ocenił Sławomir Kwiatkowski, trener Checzy.
W drugiej połowie wynik meczu ustaliła Maja Znamirowska kończąc ładną akcję zespołu.
- Dziewczyny zagrały dobre spotkanie. Górnik nie mógł się pogodzić, że nic mu nie wychodzi i tamtejsze zawodniczki grały bardzo ostro. Moje podopieczne pokazały jednak charakter i się nie przestraszyły. Były wprawdzie momenty, że gospodynie osiągały przewagę, ale mądrze się broniliśmy. Sami groźnie kontrowaliśmy i nasze zwycięstwo mogło być jeszcze wyższe – podsumował mecz w Łęcznej trener Kwiatkowski.

Autor artykułu: (stan)

“Mąż kuzynki znajomych” w rękach Policji

Tuesday, October 18th, 2005

Kryminalni z Ochoty zatrzymali 22-letniego Andrzeja T. Mężczyzna podając się za członka rodziny oszukał 88-letniego, od którego wyłudził 26000 złotych.

Na Policję zgłosił się 88-letni mężczyzna twierdząc, że został perfidnie oszukany. Powiedział, że 8 października kilkakrotnie telefonowała do niego młoda kobieta, podając się za kuzynkę znajomych Iwonę K. Skarżyła się, że jej mąż (Włoch) musi pilnie wyjechać, a ona w związku z tym potrzebuje pieniędzy. Starszy Pan powiedział, że może dać jej 10000 złotych. Dla Iwony K. było mało. Wówczas pokrzywdzony przyznał, że ma pieniądze w banku i może jej przekazać 26000 złotych. Kobieta uprzedziła, że po pieniądze zgłosi się jej mąż. Staruszek i rzekomy mąż rzekomej kuzynki spotkali się pod jednym z banków przy ul. Grójeckiej. Tam też pokrzywdzony przekazał 26000 złotych. Starszy Pan składając zeznania bardzo dokładnie opisał sprawcę.

Kryminalni z Ochoty dzięki pracy operacyjnej ustalili i zatrzymali sprawcę oszustwa. Staruszek rozpoznał w nim przestępcę. 22-letni Andrzej T. odpowie za oszustwo. Grozi mu kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Jutro o jego dalszych losach zadecyduje Sąd. Zatrzymanie kobiety, która odpowie za współudział to tylko kwestia czasu. Sprawę prowadzi Komenda Rejonowa Policji Warszawa III. Policjanci apelują do starszych osób o rozwagę i ostrożność wobec osób, które podają się za członków rodziny i proszą o pożyczenie pieniędzy. Obdarzanie ich zaufaniem może skończyć się utratą pieniędzy.

Zuzanna Sulowska, Zespół Prasowy KSP; Dorota Tietz – Oficer Prasowy

Autor artykułu: