Archive for December, 2005

Nie ma ludzie niezastąpionych

Saturday, December 31st, 2005

Nie jest jeszcze znany dokładny termin rozpoczęcia przygotowań piłkarzy seniorów Chojniczanki do rundy wiosennej. Będzie to najprawdopodobniej druga połowa stycznia, a na przełomie stycznia i lutego seniorzy Chojniczanki zagrają pierwszy sparing – z juniorami starszymi Chojniczanki/Stencel. Na początku lutego (4. lub 5.02.2006 )podopieczni Leszka Szanka wezmą udział w turnieju halowym w Człuchowie, a 12 lutego chojniccy gracze zagrają w Chojnicach z Koralem Dębnica, sześć dni później, także u siebie, podejmą Pomorzanina Serock, a 11 marca wyjadą do Świecia na mecz z Wdą. To jednak najprawdopodobniej nie koniec zimowych sparingów Chojniczanki.
- Mamy jeszcze dwa terminy wolne – mówi Szank.

Tymczasem uszczupla się kadra chojnickiej drużyny. Jacek Józwa, któremu została pół roku studiów na gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, chciałby zostać wypożyczony do końca sezonu do GTS Kolbudy, Krzysztof Pazdalski ma nogę w gipsie, Adrian Bilicki i Kamil Grzębowski wiosną będą grać w Borowiaku Czersk, a najlepszy strzelec Chojniczanki, jest na końcowym etapie szukania nowego klubu.

- Mając kadrę 38 zawodników wiadomo, że nie wszyscy się załapią. Nie ma ludzi niezastąpionych – mówi chojnicki trener. – Adrian i Jacek studiują i przez to rzadko trenowali i grali, Kamil nie grał u nas jesienią, bo miał zbyt wygórowane wymagania finansowe i wybrał karierę sędziowską, a teraz najwidoczniej chce wrócić do roli piłkarza. Borowski jest zawodnikiem kontraktowym, na którego nas obecnie nie stać, bo klub stracił wiele źródeł finansowania. Co do kontuzji Pazdalskiego, to sam zawodnik jest optymistą.

Autor artykułu: (WuPe)

Nie rzucę palenia!

Friday, December 30th, 2005

Anna Rogowska w mijającym roku mogła zdobyć więcej, niż zdobyła. Wszystko jednak przed zawodniczką z Sopotu.
- Nadchodzi Nowy Rok i nowy sezon, czego po nim oczekiwać?
- Tak jak zapewne każdy lekkoatleta, chciałabym zakończyć rok 2006 z nowym rekordem życiowym. Niedawno wróciłam ze zgrupowania w RPA i jestem z niego bardzo zadowolona. Teraz trenuję w Spale. A jakie będą rezultaty tych przygotowań – zobaczymy.
- Jakie są plany na zbliżający się sezon halowy?
- Będzie kilka ważnych imprez. Pierwsza już 25 stycznia, w hali Łuczniczka w Bydgoszczy. Uwieńczeniem sezonu będą halowe mistrzostwa świata w Moskwie. Przed nimi odbędą się jeszcze mistrzostwa Polski seniorów w Spale i Puchar Europy we francuskim Lieven. Trudno powiedzieć, czy pojadę na niego ja, czy Monika Pyrek.
- Czyli sezon halowy jest już zaplanowany. A co z “otwartym” stadionem?
- Nie mam jeszcze dokładnie zaplanowanych startów. Pierwszy będzie miał miejsce na początku czerwca. Priorytetem będą oczywiście mistrzostwa Europy na który musi przyjść szczyt formy i to pod tym kątem będziemy planować starty.
- Lepiej skacze się w hali czy na stadionie?
- Z uwagi na warunki atmosferyczne oczywiście bardziej komfortowo skacze się w hali. Z drugiej strony sezon halowy jest dosyć krótki, a sezon letni trwa około trzech miesięcy, więc łatwiej jest wtedy poprawiać wyniki. W nadchodzącym roku wyzwaniem będą zarówno z halowe mistrzostw świata, jaki i mistrzostwa Europy z obydwu chciałabym przywieźć medal.
- A czy są jakieś nie sportowe postanowienia noworoczne?
- Jak robię jakiekolwiek postanowienia na nadchodzący rok, to nigdy nie udaje mi się ich zrealizować. Więc w tym roku żadnych nie robię. Nie rzucę na przykład palenia, bo nie palę.

Autor artykułu: Magdalena Raszewska

Kosznik w Lechii

Friday, December 30th, 2005

Rafał Kosznik, 22-letni wychowanek Kaszubii Kościerzyna, został nowym piłkarzem drugoligowej Lechii Gdańsk. To czwarty tej zimy nabytek biało-zielonych po Piotrze Cetnarowiczu, Łukaszu Kubiku i Jacku Manuszewskim. Lewy obrońca został wypożyczony na pół roku z opcją transferu definitywnego. Sam Kosznik podpisał z Lechią kontrakt na 3,5 roku.
- Byłem zwolennikiem tego transferu – mówi Bogdan Drzymała, wiceprezes Kaszubii. – Nie można było blokować Rafałowi możliwości rozwoju i gry w wyższej lidze. Wprawdzie z tytułu tego transferu nie dostaliśmy takich pieniędzy na jakie liczyłem, ale zrobiliśmy to dla dobra piłkarza. A Lechii też życzymy utrzymania się w drugiej lidze. Sami nie pasujemy. To że oddaliśmy Kosznika do Gdańska, nie oznacza, że rezygnujemy z walki o drugą ligę. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
Zadowolenia z finalizacji tej sprawy nie ukrywają też działacze biało-zielonych.
- Trudno znaleźć w Polsce zdolnych piłkarzy lewonożnych. Na pewno Kosznik będzie konkurencją dla zawodników z naszej kadry grających na lewej obronie lub pomocy. Liczę na to, że Rafał – piłkarz z naszego regionu – będzie nie tylko uzupełnieniem, ale wzmocnieniem naszej drużyny – przyznał Błażej Jenek, dyrektor Lechii.
Szczęśliwy z tego prezentu noworocznego jest sam piłkarz.
- Cały czas wierzyłem, że kluby osiągną porozumienie – zapewnia Kosznik. – Rozmawiałem z prezesem Kaszubii i obiecał mi, że podpisze zgodę na transfer i tak też się stało. Bardzo się cieszę z tego powodu. Z Lechią wiążę duże nadzieje. Nareszcie będę miał okazję spróbować swoich sił w wyższej klasie rozgrywkowej. Wierzę w swoje możliwości. Sebastian Fechner i Paweł Żuk to dobrzy zawodnicy, ale mogę z nimi skutecznie rywalizować o miejsce w podstawowym składzie.

Autor artykułu: (stan)

Biznesmen z listy najbogatszych Polaków rozkręca interes z biopaliwem

Friday, December 30th, 2005

Ponad sto milionów złotych ma kosztować uruchomienie produkcji dodatków do oleju napędowego
we wrocławskim Polmosie

Kompania Spirytusowa Wratislavia Polmos podpisała właśnie umowę z włoską firmą Desmet Ballestra Oleo na dostawę instalacji do produkcji biopaliwa z rzepaku. Chodzi o inwestycję, o której pisaliśmy na początku listopada. Kontrolowany przez Aleksandra Gudzowatego Polmos będzie produkować rocznie 150 tysięcy ton biodiesla.
Produkcja estrów oleju rzepakowego, którymi napędza się silniki Diesla, ruszy pod koniec 2006 roku. W samej rafinerii będzie pracować ok. 40 osób. Jak zaznacza inwestor, zdecydowanie więcej miejsc pracy powstanie przy uprawie rzepaku na potrzeby Polmosu.
Nowa instalacja będzie bowiem w stanie przetworzyć ponad 400 tysięcy ton rzepaku, czyli tyle, ile dzisiaj rodzi się na dolnośląskich polach. Tymczasem już w tej chwili jest on wykorzystywany w celach spożywczych. Trafia bowiem do zakładów tłuszczowych.
– Plan produkcyjny przewiduje kontraktację upraw na wiele lat – zaznacza Bogumiła Woźniak z Polmosu.
Według niej dzięki nowej inwestycji Dolny Śląsk ma szansę stać się bardzo ważnym regionem produkcji biopaliw w Europie. Tym bardziej że do nowych inwestycji pod Wrocławiem przymierza się Elstar Oils, który chce skupować od dolnośląskich rolników 50 tysięcy ton rzepaku rocznie. Kilka dni temu nową inwestycję w Brzegu na Opolszczyźnie ogłosiła także firma J&S.
Kompania Spirytusowa Wratislavia Polmos wchodzi w skład grupy kapitałowej należącej do Aleksandra Gudzowatego, jednego z najbogatszych Polaków. Wielkiego majątku dorobił się na początku lat 90., gdy był pośrednikiem przy sprowadzaniu gazu z Rosji do Polski.
Najpierw był spirytus
Wrocławski Polmos jako pierwszy w Polsce już 10 lat temu rozpoczął produkcję bioetanolu, czyli spirytusu bezwodnego, który jest dodawany do benzyny. Taki spirytus wytwarzany jest ponadto w leszczyńskim Akwawicie, także należącym do Aleksandra Gudzowatego. Z jego firmami współpracuje amerykański Cargill, który ma gorzelnię pod Wrocławiem.

Autor artykułu: Łukasz Pałka

Szpital zarabia na zrozpaczonych żonach, które nie mogą spać

Friday, December 30th, 2005

ZGORZELEC
Od kilku miesięcy na oddziale laryngologicznym szpitala im. Jana Pawła II można się wyleczyć z chrapania. Dzięki specjalistycznemu urządzeniu można obkurczać zwiotczałe tkanki miękkie tzw. nosogardła, które są jedną z przyczyn chrapania.
– Zabieg jest wykonywany w znieczuleniu miejscowym i trwa zaledwie kilka minut. Jego efekty są zauważalne po ok. 3–4 tygodniach – wyjaśnia Dariusz Zatoński, ordynator laryngologii.
Leczenie tą metodą jest nieodpłatne, w ramach kontraktu szpitala z Narodowym Funduszem Zdrowia, jednak z powodu limitów najbliższy możliwy termin, na który można się zapisać, to kwiecień przyszłego roku.
Komercyjnie obkurczanie tkanek miękkich nosogardła kosztuje 200 zł i wykonano je dotąd ok. 80 pacjentom. Większość z nich to Niemcy, których żony miały już dość nocnych koncertów. – Głośność chrapania może dochodzić nawet do 70 – 80 decybeli, a to naprawdę spory hałas – żartuje doktor Zatoński. Już poważnie wyjaśnia, że chrapanie może być przyczyną wielu komplikacji natury zdrowotnej. Powoduje bezdechy, a te prowadzą m.in. do niedotlenienia mózgu, wzrostu ciśnienia krwi, powiększenia mięśnia sercowego, a nawet udarów.

Autor artykułu: (KAB)

Czteroletni chłopczyk zawdzięcza życie turyście z Wałbrzycha

Friday, December 30th, 2005

– Nie zrobiłem niczego nadzwyczajnego. Widząc, że chłopiec zapada w hipotermię, działałem odruchowo. Dałem mu kurtkę, żeby nie wychłodził się na śmierć, a jego ojcu swoje buty z nartami, by jak najszybciej zawiózł malca do schroniska – mówi Ryszard Wyszyński
Andrzejówka

Bohater sam jednak znalazł się w niebezpieczeństwie. Pozbawiony obuwia czekał na śniegu prawie dwie godziny, aż jego ktoś uratuje.
Wiesława i Waldemar Glinka ze Świdnicy zabrali 11-letnią córkę i 4-letniego synka na sanki do podwałbrzyskiej Andrzejówki. Rodzinny wyjazd zapowiadał się udanie.
Dziecko zamarza
– Byliśmy dobrze przygotowani. Przez wiele lat wyczynowo uprawiałam lekkoatletykę, natomiast mąż nadal jest czynnym sportowcem. Zarówno my, jak i dzieci byliśmy odpowiednio ubrani, pogoda była słoneczna, a mróz niewielki. Postanowiliśmy zatem wyruszyć najłatwiejszym, zielonym szlakiem w kierunku wzniesienia Waligóra – opowiada Wiesława Glinka.
Wyprawa w kierunku wzgórza przebiegała bezproblemowo tylko przez pierwsze dwa kilometry. Później zaczęły się kłopoty. Na drodze leżały drzewa powalone kilkanaście dni temu przez wichurę.
– Próbowaliśmy je ominąć, jednak schodząc ze szlaku, natrafiliśmy na śnieg sięgający po pas. Dalsza wycieczka nie miała sensu. Postanowiliśmy więc zawrócić w kierunku Andrzejówki. Najgorsze jednak było to, że mój syn zaczął zapadać w hipotermię. Stawał się coraz bardziej zimny i przeraźliwie płakał – mówi pani Wiesława. Życie dziecka było zagrożone, na szczęście na szlaku pojawił się Ryszard Wyszyński, który biegł na nartach od strony Sokołowska.
– Zobaczyłem, co się dzieje i postanowiłem dać swoje narty panu Waldemarowi, żeby jak najszybciej zawiózł dziecko do Andrzejówki. Sam natomiast wziąłem jego buty. Niestety, okazały się za małe. Musiałem więc zostać na miejscu i czekać, aż pani Wiesława dotrze do męża i poinformuje go o moim kłopocie – relacjonuje Ryszard Wyszyński.
Oczekując na powrót Waldemara Glinki z nartami, pan Ryszard próbował sam wybawić się z opresji.
Ratownik wpadł w pułapkę
– Niestety, nie pamiętałem numeru telefonu do GOPR-u, dzwoniłem zatem na numer 112. Najpierw uzyskałem połączenie z wałbrzyską policją. Powiedziałem o swoim problemie, ale pomoc nie nadeszła. Po wykonaniu drugiego połączenia aż mnie zatkało. Policjant dyżurny zapytał, gdzie jest Andrzejówka? Okazało się, że rozmawiałem z Kamienną Górą.
Ratownik, który sam stał się ofiarą, spędził na mrozie bez butów prawie dwie godziny. Nie żałuje jednak swojej decyzji. Przyznaje również, że nie uczynił niczego nadzwyczajnego. Innego zdania są rodzice uratowanego Jędrzeja.
– Postawa pana Ryszarda zasługuje na najwyższe słowa uznania. Gdyby nie on, nasz syn mógłby nie żyć. Szkoda tylko, że takie zachowanie to u nas rzadkość – mówią państwo Glinkowie.

zadzwoń do gopr-u: tel. 985 lub 601 100 300
Zdzisław Wiatr, naczelnik wałbrzysko-kłodzkiej grupy GOPR
– Numer telefonu do nas powinna posiadać każda osoba wyruszająca na górskie szlaki. Dzwoniąc pod numery alarmowe 985 lub 601 100 300, można mieć pewność, że zawsze udzielimy pomocy. Należy również pamiętać o informowaniu rodzin, znajomych lub pracowników schronisk, w jakie masywy górskie wychodzimy.

Autor artykułu: Artur Szałkowski

Dwustu wrocławian do wiosny będzie miało wielkie kłopoty z dojazdem do domu

Thursday, December 29th, 2005

Zapomniane osiedle
– Mam trzech synów, którzy uczą się w różnych rejonach miasta. Codziennie rano siadają na rower, żeby dojechać dwa kilometry do Żernik, jedynego w okolicy przystanku MPK – mówi Grażyna
Andrzejewska, mieszkanka Osińca

Niewielkie osiedle Wrocławia, położone pomiędzy Jerzmanowem a Żernikami, stało się dla mieszkańców bez samochodu prawdziwym więzieniem. A i ci, którzy mają auto, boją się, że lada chwila zgubią zawieszenie na dziurach głębokości kilkunastu centymetrów.
– Koszmar zaczął się prawie rok temu, wraz z remontem na sąsiednich Żernikach. Kierowcy urządzili sobie objazd ulicą Osiniecką, która dla nas była jedyną drogą dojazdową – tłumaczy Andrzej Chrzczonowski, mieszkaniec osiedla.
Samochody ciężarowe i dostawcze w ciągu kilku miesięcy kompletnie rozjeździły dojazd do Osińca. Uczniowie, którzy muszą dotrzeć do podstawówki na Żernikach, albo do gimnazjum na Kuźnikach grzęzną w błocie lub idą polem wzdłuż ulicy Osinieckiej.
– Jeśli tylko stan drogi na to pozwoli, nie widzę żadnego problemu, żeby przez Osiniec przynajmniej dwa razy dziennie przejechał autobus szkolny. Jednak w obecnej sytuacji nie wyobrażam sobie puszczenia tamtędy komunikacji – przyznaje Janusz Rajces z MPK.
Dyrektor Zarządu Inwestycji Miejskich, Urszula Badura, uważa, że zrobiła, co było w jej mocy, żeby zapobiec tej sytuacji. – Inwestor przewidział i wyznaczył dwa objazdy. Od południa kierowaliśmy samochody na Graniczną, drugi objazd prowadził ulicą Kosmonautów. Remont na Żernikach kończymy w połowie stycznia – twierdzi Badura.
Jednak kierowcy zamiast sugerować się znakami sami wybierali krótszą drogę przez Osiniec.
– Jeszcze w tym roku pojawi się tam nasz inspektor – zapewnia Ewa Mazur z Zarządu Dróg i Komunikacji. – Oceni, jak można pomóc mieszkańcom w tym momencie. Większy remont, polegający na utwardzeniu ulicy i dostosowaniu jej do normalnego ruchu, wymaga kilku ciepłych dni. Pamiętamy o mieszkańcach Osińca i drogę wyremontujemy tak, że bez przeszkód przejedzie tam kilka autobusów dziennie.

Autor artykułu: Jerzy Wójcik

Lębork. ,Władca Pierścieni” zrobiony na wesoło

Thursday, December 29th, 2005

Premiera filmu pt. “Dzierżca Świecidełek czyli Władca Pierścieni na wesoło” odbyła się we wtorek w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Lęborku. Autorami obrazu są członkowie Lęborskiego Bractwa Tolkienowskiego.

Pomysł narodził się w wyobraźni 17-letniej Natalii Robakiewicz, która od dawna zauroczona jest prozą Tolkiena. Dojrzewał na spotkaniach bractwa pod wpływem wspólnych analiz i interpretacji poszczególnych scen. Zagrały 24 osoby w wieku od 15 do 52 lat. Najstarszym aktorem był gościnnie występujący Andrzej Barański, szatny Hufca Przedniego Wójtostwa Lęborskiego. Projekt koordynował 20-letni Bartek Nadworski, aktor i operator kamery. Na co dzień jest studentem prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Film kręcono od sierpnia do października. Montażu 4-godzinnego materiału podjął się Tomasz Laskowski, student Politechniki Gdańskiej. On też opracował ścieżkę muzyczną.

- Bractwo Tolkienowskie zawiązało się w 2002 roku podczas przygotowywania przez bibliotekę konkursu, poświęconego twórczości JRR Tolkiena – mówi Zofia Biskupska, dyrektor lęborskiej biblioteki, wybitna znawczyni tematu. – Obecnie bractwo stanowi 20 osób w różnym wieku: od 12-letniego Dominika Łukaszuka do paru 40-latków. Są to uczniowie, studenci i osoby pracujące. Spotykają się zwykle w pierwszy i trzeci czwartek miesiąca w klubie biblioteki, która od początku stała się ich siedzibą.

Natalia Robakiewicz, współautorka scenariusza, jest wśród tolkienowców szczególną indywidualnością. Bada języki Tolkienowskie: quenya i sindarin. Tłumaczy wiersze, pieśni i rozmówki z zakresu lingwistyki elfickiej.

- Naszym filmem chcemy zainteresować tych, którzy są wielbicielami Tolkiena, i tych, którzy jeszcze nie sięgnęli po tego autora – dodaje Nadworski.

Autor artykułu: ip

Kolejne starcie Jurka Owsiaka z Telewizją Trwam we wrocławskim sądzie

Thursday, December 29th, 2005

Nie sprzedajemy narkotyków
To nieprawda, że na Woodstocku rozpijamy nieletnich i sprzedajemy narkotyki – mówił wczoraj w sądzie Jurek Owsiak. – Domagamy się jedynie przeprosin od telewizji, która nas znieważyła. Chcemy, by przyznali się do błędu, do tego, że skłamali w filmie, który wyemitowali.
Wczorajszy proces o naruszenie dóbr osobistych z powództwa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przeciwko Fundacji Lux Veritatis, właścicielowi TV Trwam, został utajniony. Dziennikarze nie mogli zobaczyć filmu „Przystanek Woodstock – przemilczana prawda”, który jest powodem sporu. Sędzia Lidia Mazurkiewicz-Morgut nie uzasadniła swojej decyzji.
Oglądanie filmu trwało blisko dwie godziny. Jurek Owsiak wskazywał te fragmenty dokumentu, które według niego godzą w dobre imię jego WOŚP. Jeszcze przed rozprawą Owsiak mówił, że walczy w sądzie o uszanowanie prawa.
– Oskarżenia, które wysunęła pod naszym adresem TV Trwam są bolesne – tłumaczył. – Z powodu tego filmu mamy problemy z organizacją kolejnego finału WOŚP. W Kanadzie Polonii odmówiono wynajęcia sali. W Stanach Zjednoczonych od pewnego starszego człowieka usłyszałem: „To dobrze, że zbieracie pieniądze na dzieci, ale nie możecie sprzedawać narkotyków na koncertach!”. Ta kłamliwa opinia o nas, którą stworzyła telewizja księdza Rydzyka, idzie w świat. W sądzie walczymy o prawdę.
Tuż przed utajnieniem rozprawy mecenas Krystyna Kosińska próbowała podważyć prawo Jurka Owsiaka do reprezentowania WOŚP w sądzie. Poddawała także w wątpliwość legalność jego fundacji. Owsiak w swoim pozwie żąda przeprosin w mediach i wpłaty tysiąca złotych na cele charytatywne.
Przedstawiciele fundacji Lux Veritatis nie chcieli z nami rozmawiać na temat filmu.

Autor artykułu: (TOK)

Ważą się losy lotniska

Wednesday, December 28th, 2005

Przyszłość 141 hektarów atrakcyjnego terenu coraz bardziej dzieli legnickich radnych
Czterech radnych Socjaldemokracji Polskiej, jeden z Sojuszu Lewicy Demokratycznej i jeden z Samoobrony przygotowali projekt uchwały o likwidacji lotniska i przeznaczeniu terenu na cele przemysłowe. Dwa inne kluby – Forum Legnickie i Liga Polskich Rodzin są temu przeciwne. Radni zajmą się uchwałą na sesji w styczniu 2006 roku.
– Czas skończyć z iluzją, że w Legnicy będzie obiekt na miarę wrocławskiego – mówi radny Wojciech Cichoń (SdPl), inicjator likwidacyjnej uchwały. – Popierałem pomysł utworzenia lotniska, ale widzę, że nie pojawił się żaden wiarygodny inwestor. Jedyne, na co było stać zwolenników, to zarejestrowanie go w Generalnym Inspektoracie Lotnictwa w kategorii lądowisk.
Zdaniem radnych podpisanych pod projektem uchwały, tereny lotniska są na tyle atrakcyjne, że trzeba je wręcz wykorzystać jako ofertę dla inwestorów. Podkreślają, że dotychczas nie pojawił się też żaden duży i wiarygodny inwestor zainteresowany budową portu.
– To żadne argumenty – replikuje radny Adam Wierzbicki. – Władze miasta powinny same aktywnie szukać źródeł finansowania projektu w Unii Europejskiej.
Radny zwraca uwagę, że Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego ma zarezerwowane pieniądze na poprawę infrastruktury komunikacyjnej, w tym także lotnisk. Poza tym legnickie jest ujęte w strategii rozwoju Dolnego Śląska.
– To kapitał na przyszłość – dodaje Zygmunt Kulesza z Biura Studiów i Projektów Lotniskowych Polconsult w Warszawie. – Pojawienie się tanich linii lotniczych sprawiło, że gwałtownie rośnie liczba pasażerów, potrzeba coraz więcej lotnisk, także małych. Legnica ma więc wielką szansę, ale jej wykorzystanie zależy od władz miasta i radnych. Muszą wykazać więcej energii w poszukiwaniu partnerów finansowych – dodaje Kulesza.

Autor artykułu: (ZB)