Archive for March, 2006

Do aresztu pizzy nikt im nie dowiezie

Sunday, March 26th, 2006

28 letniego Piotra I. i 29 letniego Tomasza Z. zatrzymali policjanci z Ochoty i Ursusa. Mężczyźni mają na swoim koncie 5 rozbojów dokonanych na dostarczycielach pizzy. Dwudziestolatkom grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności. Do aresztu pizzy na pewno im nikt nie dowiezie.

Wieczorem do dyżurnego zadzwonił mężczyzna, który poinformował, że właśnie kilka minut temu został okradziony. Z relacji dzwoniącego wynikało, że przyjechał pod blok, do którego miał dostarczyć pizzę. Gdy wszedł na klatkę schodową, podszedł do niego mężczyzna, który zagroził mu nożem. Napastnik zażądał od niego oddania pieniędzy. Dostawcy na szczęście udało się uciec i natychmiast zadzwonić na Policję. Po kilku minutach na miejscu były już policyjne patrole. Pokrzywdzony zapamiętał wiele szczegółów z tego wydarzenia – te informacje były bardzo pomocne w ustaleniu rysopisu sprawcy. Policjanci rozpoczęli dokładnie przeszukiwać teren. Niedaleko od miejsca zdarzenia zauważyli mężczyznę, który odpowiadał rysopisowi. Funkcjonariusze wylegitymowali i przeszukali go. Okazało się, że mężczyzna miał przy sobie dokumenty zupełnie innej osoby. 29 letniego Tomasza Z. przewieziono do Policyjnej Izby Zatrzymań.

Teraz do „akcji” wkroczyli kryminalni z Ochoty, którzy przeanalizowali wszystkie zgłoszenia dotyczące napadów na doręczycieli pizzy. Policjanci okazali zatrzymanego osobom wcześniej pokrzywdzonym. Wszyscy rozpoznali w Tomaszu Z. sprawcę poprzednich rozbojów. Teraz już wszystko potoczyło się błyskawicznie. Funkcjonariusze ustalili wspólnika 29 latka – był nim 28 letni Piotr I. 28 latek bardzo szybko dołączył do swojego kompana, który był już w areszcie. Mężczyźni mają na swoim koncie 5 rozbojów dokonanych na doręczycielach pizzy.

Funkcjonariusze przedstawili im 5 zarzutów. Dzisiaj trafią do sądu z wnioskiem o tymczasowe zatrzymanie. Obu grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.

Karol Jakubowski, Zespół Prasowy KSP; sierż. sztab. Dorota Tietz; oficer prasowy KRP Warszawa III

Autor artykułu:

Chojnice. Tam jest bezpiecznie

Sunday, March 26th, 2006

Piwnica, Mistral i Sukiennice to trzy lokale, które zdaniem komisji konkursowej “Bezpieczny lokal” zasłużyły właśnie na to miano. W sumie, w trwającej rok akcji zainaugurowanej przez Komendę Powiatową Policji w Chojnicach, udział wzięło 23 właścicieli lokali.

Niełatwo było zdobyć certyfikat przyznawany na rok. “Pod lupą” wybrane bary i restauracje mieli bowiem policjanci, strażacy oraz członkowie komisji stałej przy Radzie Miejskiej w Chojnicach i Radzie Powiatu.

Autor artykułu: (ms)

Miejsce tak bardzo związane z Janem Pawłem II, sanktuarium łagiewnickie jest potrzebne milionom wiernych

Friday, March 24th, 2006

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach dorasta do największych miejsc kultu na świecie. Już wkrótce liczba pielgrzymów przekroczy 3 mln rocznie. Sława sanktuarium dawno przekroczyła granice Europy. To właśnie obok niego powstanie Centrum “Nie lękajcie się”, które upamiętnić ma pontyfikat Jana Pawła II.
Powstaje ono na terenie dawnej fabryki Solvay, gdzie w czasie wojny w kamieniołomach pracował Karol Wojtyła i skąd po pracy chodził modlić się przy grobie siostry Faustyny Kowalskiej. Jako papież w łagiewnickim sanktuarium zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu.

Nasze Lourdes
-Ruch pielgrzymkowy ma charakter globalny. Nie ma wśród sanktuariów europejskich podobnego fenomenu, jak sanktuarium Bożego Miłosierdzia -podkreśla prof. Antoni Jackowski, badacz problematyki pielgrzymkowej z Zakładu Geografii Religii UJ.
Do Łagiewnik przybywają bowiem wierni z blisko 90 krajów, podczas gdy do Lourdes czy Fatimy z 70. Pielgrzymują nie tylko z krajów ościennych, ale i z tak odległych zakątków, jak Filipiny, Oceania, Kuba, Korea Południowa i Japonia, a sanktuaria maryjne odwiedzają głównie Europejczycy. Początkowo obcokrajowcy stanowili 8 proc. gości sanktuarium w Łagiewnikach, a obecnie już 25 proc. “Dzienniczki” św. siostry Faustyny, dzięki której kwitnie tu kult Miłosierdzia Bożego, zostały przetłumaczone nawet na tak egzotyczne języki, jak arabski i chiński.
- Jesteśmy świadkami powstawania wielkiego centrum pielgrzymkowego – uważa prof. Jackowski, który w europejskich dużych biurach turystycznych spotykał propozycje wyjazdów do Łagiewnik i Jasnej Góry, z pominięciem Krakowa! – Ludzie celowo przyjeżdżają do Łagiewnik, a nie przy okazji pobytu w Krakowie. Turyści to zupełnie inna grupa. Jeśli popularność Łagiewnik będzie rosła w takim tempie, niedługo dogonimy Lourdes – dodaje.
Wizje
siostry Faustyny
Pierwsze pielgrzymki do powstałego w końcu XIX wieku łagiewnickiego klasztoru sióstr matki Bożej Miłosierdzia – ale tylko z okolic Krakowa – odbywały się już w czasie II wojny światowej, w dziesięć lat po pierwszym objawieniu, jakiego doznała w Płocku prosta zakonnica, pochodząca z wielodzietnej rodziny Faustyna Kowalska. Miała widzenie Pana Jezusa, który polecił jej szerzenie kultu Miłosierdzia Bożego i zadbanie, by powstał obraz Pana Jezusa taki, jakim Go właśnie zobaczyła.
W 1934 roku, w miesiąc po ukończeniu obrazu (który nie pokazał tak pięknego oblicza Jezusa, jak oczekiwała), po raz drugi ujrzała Pana przed kaplicą w Wilnie. Bijące z Jego serca promienie ogarniały kaplicę zgromadzenia, a następnie rozchodziły się na cały świat. Ostatnie dwa lata życia chora na gruźlicę mistyczka spędziła w łagiewnickim klasztorze.

Tu też w 1938 roku spoczęła na zakonnym cmentarzu. Ponieważ w “Dzienniczku” siostry Faustyny wierni znaleźli zapowiedź wojny, lata 40. stały się czasem lokalnych pielgrzymek do obrazu Pana Jezusa Miłosiernego, namalowanego przez artystę według wskazówek siostry Faustyny, i jej grobu.
A ludzie zaczęli doświadczać wymodlonych tu łask, choć nie odnotowano spektakularnych uzdrowień. Wizerunek Jezusa z promieniejącym sercem trafił jednak pod strzechy.
Po wojnie kult Miłosierdzia Bożego nie rozpowszechnił się jednak w Polsce, ale m. in. w Meksyku, Japonii i Stanach Zjednoczonych, za sprawą polskich misjonarzy. Kongregacja Świętego Officjum zakazywała go, w formie proponowanej przez mistyczkę, do 1978 roku. Dopiero staraniem abpa, a potem kardynała Karola Wojtyły, doceniającego heroiczność cnót siostry Faustyny, rozpoczęły się zabiegi o uznanie jej świętości, a kult mógł się swobodnie rozprzestrzeniać.
Już jako Jan Paweł II beatyfikował i kanonizował (uroczystości odbywały się równocześnie w Watykanie i Łagiewnikach) prostą zakonnicę. A bazylikę podniósł do rangi sanktuarium, które uczynił światowym centrum kultu Miłosierdzia Bożego.

Widać nawet Tatry
W 1996 roku powołana została Fundacja Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, której zadaniem było zbieranie pieniędzy na budowę wielkiej świątyni. Napływały one od wiernych z Polski i zagranicy szerokim strumieniem. Były wielkie wpłaty, ale i wzruszające dowody wspierania inicjatywy kilkuzłotowymi datkami przez ludzi niezamożnych. Wszystkie jednakowo cenne. Teren budowy poświęcił w 1999 roku kardynał Franciszek Macharski, a w 2001 roku obiekty były gotowe w stanie surowym zamkniętym. Wmurowany przez kardynała kamień węgielny pochodził z Golgoty, na której ukrzyżowano Chrystusa i został podarowany przez ojców franciszkanów, którzy opiekują się w Ziemi Świętej miejscami związanymi z działalnością Jezusa. Przez cały czas opiekę nad sanktuarium roztacza kustosz bp Jan Zając.
Według koncepcji prof. Witolda Cęckiewicza przy starych budynkach klasztornych powstała bazylika, wieża widokowa, wielofunkcyjny dom duszpasterski, kaplica Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu, aula Jana Pawła II (do końca sierpnia zostanie oddana do użytku), ołtarz polowy i pasaż mieszczący Aleję Fundatorów. Wszystkie obiekty zostały przystosowane dla niepełnosprawnych.
Bazylika o kształcie elipsy jest świątynią dwupoziomową. Kościół górny pozostał bardzo oszczędny w wystroju, co sprzyja kontemplacji. W ogromnym prezbiterium jednocześnie może przebywać 100 koncelebransów. Centralne miejsce zajmuje ołtarz z obrazem Jezusa Miłosiernego, przed którym modlą się tłumy pielgrzymów.
Kościół górny może pomieścić 5 tys. wiernych, a chór około tysiąca. Dolna część pomieści pięć kaplic, z których węgierska, włoska (poświęcona św. Faustynie) i niemiecka są już gotowe, a słowacka i ukraińska powstaną w przyszłym roku, oraz miejsca do modlitwy i wypoczynku. Z 76-metrowej wieży widać cały Kraków, a przy pięknej pogodzie nawet Tatry. W najbliższych miesiącach stanie przy wieży pomnik Jana Pawła II Sternika Kościoła.
Proste przesłanie
Gdy w 2002 r. Jan Paweł II odwiedził miejsce kultu Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, towarzyszyły mu setki tysięcy pielgrzymów. Papież dał wówczas wiernym wskazówkę, by oddali się pod opiekę Jezusowi Miłosiernemu. I okazuje się, że to proste przesłanie trafiło do serc i umysłów ludzi różnych kontynentów i o różnym statusie społecznym.- Ono wynika z wewnętrznego zapotrzebowania człowieka na miłosierdzie- uważa prof. Antoni Jackowski.

Autor artykułu: Małgorzata Iskra

Trzeba przerwać rządy PiS

Friday, March 24th, 2006

GK. Dlaczego Panu tak przypadł do gustu pomysł Jarosława Kaczyńskiego z samorozwiązaniem parlamentu? Czy tego rodzaju jednomyślność podoba się również tzw. bazie członkowskiej i sympatykom SLD?
-Oczywiście. W naszej postawie nie ma nic nienaturalnego. Od początku rządów prawicy pokazujemy, że Prawo i Sprawiedliwość prowadzi Polskę w złym kierunku. Każdy dzień dłużej jest stratą dla Polski. Zgadzają się z tym wszyscy w opozycji, łącznie z Platformą Obywatelską. Z tym, że Platforma stosuje zasadę – im gorzej dla Polski, tym lepiej dla PO, a my kierujemy się zasadą – im gorzej dla Polski, tym gorzej dla ludzi. To trzeba przerwać.

GK. A może dlatego deklarujecie gotowość wsparcia PiS-u w samorozwiązywaniu, bo z góry wiadomo, że będzie za mało głosów do przeforsowania przedterminowych wyborów? A ich wynik mógłby być dla was korzystniejszy niż jesienią.
- My jesteśmy konsekwentni. Krytykujemy rząd, nie zgadzamy się z poczynaniami PiS-u. Uważamy, że prowadzą szkodliwą dla Polski politykę. Aktem, którym można to przerwać są wcześniejsze wybory. Wierzymy w mądrość Polaków, że w większym stopniu zaufają lewicy. Że nie dokonają wyboru między Polską liberalną a Polską PiS?u. Takich głupot w Sejmie i Polsce być już więcej nie może.

GK. Ale wasze notowania w sondażach nie są olśniewające, miewaliście i po ok.
5 proc. poparcia, czyli na granicy progu.
- Prosiłbym, byśmy mówili sprawiedliwie. Od dwóch miesięcy nie mamy poniżej 7-8 proc., a poparcie sięgało i 12 proc. Gdy połączymy wspólne siły i zmierzymy to razem-wychodzi nawet powyżej 15 proc. Te same ośrodki co dzisiaj dawały nam przed jesiennymi wyborami w granicach 5 proc. a mieliśmy 11 proc. Spodziewamy się lepszego wyniku.

GK. Zapowiedział Pan, że w razie przedterminowych wyborów lewica wystawi wspólną listę. Co to znaczy taka wspólna lista, z kim wspólna?
- Wspólna lista oznacza, że nie będzie podziału, który był, czyli dwóch list- SLD oraz SdPl z UP. Te ugrupowania będą startować z jednego wspólnego bloku. Prowadziliśmy zresztą takie uzgodnienia i rozmowy, kiedy prezydent Kaczyński wahał się czy rozwiązać czy nie parlament. Na naszych listach będą też osoby z organizacji pozarządowych, związków zawodowych, środowisk feministycznych, innych środowisk reprezentowanych na polskiej scenie społecznej, a także ludzie spoza świata bieżącej polityki. Bez względu na to czy do wyborów dojdzie szybko czy trochę później, będzie jedna wspólna lista lewicy.

GK. Mówi Pan o wspólnej liście. A jak się to ma do pomysłu z równoległym funkcjonowaniem dwóch partii wyłonionych z SLD – socjalliberalnej i lewicowej?
- To pomysł z piekła rodem, abstrakcyjny, odstający od rzeczywistości. Jestem po spotkaniu z ludźmi lewicy w jednym z powiatów w województwie lubelskim. Zapraszam pana Pilawskiego, który pisze o takich rzeczach w Trybunie, by zechciał spotkać się z tymi ludźmi i spróbował podzielić się z nimi swoimi pomysłami.

GK. Czy rozmawiał Pan z Aleksandrem Kwaśniewskim o jego ewentualnym wsparciu dla SLD w wyborach?
- Nie sądzę, by pan Aleksander Kwaśniewski jako były prezydent chciał się teraz czy w najbliższej przyszłości zaangażować czynnie, instytucjonalnie w bieżącą politykę. Aleksander Kwaśniewski na pewno dobrze życzy lewicy. Myślę, że będzie uczestniczył w dyskusjach i rozmowach na temat udziału lewicy w kreowaniu przyszłości Polski. Każde dobre słowo z jego strony, udział w merytorycznej debacie będzie dla nas wsparciem.

GK. A skoro mówimy o byłym prezydencie. Słyszy się, że może mieć kłopoty w związku z wystąpieniem ministra Ziobry do lubelskiej prokuratury apelacyjnej o wszczęcie śledztwa w sprawie tzw. nieprawidłowości w kierowanym przez Aleksandra Kwaśniewskiego Komitetecie ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej.
- Pan minister Ziobro już pół roku temu zapowiadał rewolucję w polskim sądownictwie, polskiej prokuraturze. Chociażby 24-godzinne sądy. Różne rzeczy zapowiadał. Nie przedstawił żadnych projektów, nic nie wprowadził, nic nie zrealizował. Wykonuje teraz zasłonę dymną, gest polityczny wymierzony w byłego prezydenta. W sprawie, do której próbuje teraz wrócić minister Ziobro, wszystko zostało już pokazane i wyjaśnione. Zmieniały się rządy, zmieniali się prezesi NIK-u, ministrowie sprawiedliwości. Pan Ziobro, który też był kiedyś wiceministrem, nagle sobie o tym przypomniał. Potrzebował newsa, bo media zaczęły się interesować jego niezrealizowanymi zapowiedziami.

GK. Propozycję Andrzeja Leppera na falach Radia Maryja pozbawienia Pana funkcji wicemarszałka Sejmu też trzeba traktować w kategoriach newsów?
- Ale na drugi dzień się z niej wycofał.

GK. Co jednak nie musi oznaczać końca sprawy Pana obecności w prezydium Sejmu. Przemysław Gosiewski uzależnia wycofanie się PiS z pomysłu odwołania Pana z funkcji wicemarszałka od wycofania przez SLD starego wniosku o odwołanie marszałka Marka Jurka.
- Cała ta sytuacja jest dziwaczna i dla mnie niezrozumiała. Do pewnego momentu odbierałem ją jako próbę, by opozycja, by SLD przestało krytykować poczynania większości parlamentarnej. Takie straszenie jest niepoważne. Ja, nasz klub, nie chcemy uczestniczyć w różnego rodzaju targach i negocjacjach, które prowadzą poszczególne kluby koalicyjne. Wszystkie obowiązki związane z funkcją wicemarszałka wykonuję należycie, starannie. Robię to co do mnie należy. A że krytykuję, patrzę na ręce rządzącym? Będę to robił nadal, niezależnie od funkcji, którą będę sprawował w parlamencie.

GK. Wróćmy może jeszcze do sytuacji w SLD. Czy obecne kierownictwo partii zaprasza na swoje spotkania dawnych, tzw. historycznych liderów SLD, panów Oleksego, Millera, Cimoszewicza, Janika?
- Nie. Nie ma jakichś potajemnych spotkań, potajemnych rozmów. W partii funkcjonują platformy. Spotkaliśmy się w zeszłym tygodniu, była bardzo ciekawa dyskusja o programie. W czerwcu zostanie zakończona tocząca się obecnie debata na temat programu partii. Funkcjonują Rady Wojewódzkie, regularnie spotyka się Rada Krajowa. To są miejsca gdzie dyskutujemy. Rozmawiamy przede wszystkim o przyszłości Polski a nie tylko o sprawach partii, jak to było wcześniej.

GK. Podobno w SLD zamarło życie towarzyskie, nie ma spotkań koleżeńskich, imienin?
- Ja nie wydaję na Rozbracie żadnych ekstrabankietów. Jesteśmy partią skromych ludzi dla ludzi, a nie partią wystaw, bankietów etc…

GK. Swoją drogą, czy pamiętał Pan o niedawnych imieninach Józefa Oleksego?
- Tak, złożyłem mu życzenia. Trzeba szanować ludzi, z którymi się znamy, pamiętać, jeśli ktoś ma na przykład imieniny.

GK. I solenizant przyjął życzenia?
- Przyjął, a dlaczego miałby nie przyjąć?

Autor artykułu: rozmawiał Kazimierz Turkiewicz

Nie chcą drogi

Friday, March 24th, 2006

Droga prowadząca do Ośrodka dla Niepełnosprawnych na Kamieńcu została zbudowana przez mieszkańców placówki z funduszy społecznych.

- Podczas otwarcia naszego ośrodka w roku 1989 ówczesne władze Zakopanego obiecały, że wkrótce droga zostanie skomunalizowana. I choć minęło już tyle lat, mimo naszych starań ciągle nie możemy się doczekać jej skomunalizowania -wyjaśniał na ostatnim posiedzeniu Komisji Kominalnej Andrzej Sekuradzki, dyrektor Ośrodka na Kamieńcu. – Niestety, jest z tym problem, bowiem biegnące tędy instalacje sanitarne swoje lata mają, są już skorodowane i najwyższy czas je wymienić. Ale droga przechodzi przez tereny prywatne i sąsiedzi ośrodka nie chcę się zgodzić na prace.
Dyrektor Sekuradzki występował do burmistrza z prośbą o przejęcie przez gminę drogi, ale bez rezultatu. Teraz zwrócił się o pomoc w rozwiązaniu problemu do Rady Miasta Zakopanego.
- Przejęcie drogi przez gminę kosztuje, bo trzeba wykupić od prywatnych osób za odpowiednim odszkodowaniem teren pod nią ? stwierdził przewodniczący Komisji Komunalnej, Wawrzyniec Bystrzycki. – Najpierw więc trzeba oszacować koszty, a potem dopiero zająć się konkretami.
Mimo to radni, jak sami to określili, dali dyrektorowi zielone światło.
Przegłosowali i wystosowali do burmistrza wniosek o podjęcie działań zmierzających do przejęcia na rzecz gminy ulicy bocznej prowadzącej do ośrodka na Kamieńcu.

Autor artykułu: (hak)

Młodzi chcą, by firmy o nich zadbały

Thursday, March 23rd, 2006

Czyżby nowa tendencja na rynku pracy? W rankingu przeprowadzonym przez Grupę MODUS nastąpiła zamiana ról – to nie pracodawca ocenia pracowników, ale pracownicy wybierają najlepszego pracodawcę. Dużym firmom zależy na opinii młodych ludzi i starają się kreować swój wizerunek jako przyjaznego pracodawcy. A to działa mobilizująca na średnie i mniejsze przedsiębiorstwa. I one włączają w swoje działanie programy praktyk i staży. Na razie wybierano tych, którzy umożliwiają młodym robienie kariery, wśród rynkowych gigantów.

Młoda krew
- Kariera to z łacińskiego “tor wyścigow” lub “droga dla ciężko załadowanych wozów”, a z francuskiego “kamieniołom”. Dziękujemy firmom ułatwiającym studentom i absolwentom podążanie tą trudną drogą i sprawiającym, że nie muszą oni się tak bardzo ścigać – mówi Monika Romańska z Biura Karier Politechniki Krakowskiej.
Ale otwarcie się pracodawców na młodych pracowników przynosi obustronne korzyści. Laureaci rankingu podkreślali olbrzymią wartość, jaką stanowią dla ich przedsiębiorstw ludzie dopiero rozpoczynający swoje życie zawodowe.
- To młoda krew, która musi zasilać firmę, by mogła dobrze funkcjonować – komentuje Mariusz Rolnicki z Telekomunikacji Polskiej SA.

Cała Polska wybiera pracodawcę
Ranking “Kariera z pracodawcą 2005″ był pierwszym takim wydarzeniem o charakterze ogólnopolskim i otwartym. Mogli w nim wziąć udział wszyscy chętni, wypełniając ankiety dostępne na uczelniach lub on-line.
Nowością był także udział w rankingu uczelnianych biur karier. Przy wyborze najlepszego pracodawcy kierowały się one tym, która firma ma najwięcej ofert dla absolwentów bez doświadczenia i proponuje najlepsze systemy wynagrodzeń.

I firma musi się postarać
Drugą grupę stanowili młodzi. Dla nich w ocenie liczyła się przede wszystkim aktywność firmy na rynku pracy oraz jej popularność. Wynika z tego, że studenci i absolwenci lubią, gdy pracodawca o nich zabiega, organizuje szkolenia, warsztaty, dni otwarte.
Z drugiej strony imponuje im praca w firmie o znanej marce. Ważna jest także możliwość rozwoju zawodowego. Atrakcyjne wynagrodzenie znalazło się dopiero na piątym miejscu.

Satysfakcja wyprzedza zarobki
Dzięki rankingowi zebrano obszerne informacje o preferencjach młodych ludzi w stosunku do pracodawców. Zapytani o to, czym kierują się przy wyborze pracy, mówili najczęściej o satysfakcji z wykonywanego zawodu oraz dobrej atmosferze. Znowu zarobki znalazły się dopiero na czwartym miejscu, tuż za zatrudnieniem na umowę o pracę.
A więc stabilność wyprzedziła chęć zarabiania dużych pieniędzy.

Rosnące oczekiwania
A co to znaczy duże pieniądze? Młodzi chcieliby otrzymywać za swoją pierwszą pracę średnio 1519 zł netto. Choć pod tym względem rozbieżności są spore. Niektórych zadowoliłoby najniższe wynagrodzenie – 600 zł. Po pierwszym roku pracy oczekiwania finansowe rosną do 2197 zł. Zdaniem większości ankietowanych płaca gwarantująca odpowiedni poziom życia wynosi średnio ok. 4000 zł.
Moda na reklamę i PR
Ciekawe wyniki otrzymano podczas badania branż preferowanych przez młodych. Na czoło wysuwa się reklama i Public Relations. Następne to handel oraz finanse i bankowość. Dużą popularnością cieszy się także praca w mediach. Tak modna ostatnio branża IT oraz telekomunikacja spadły na czwarte miejsce.
Najwięcej ankietowanych deklaruje chęć założenia własnej firmy, ale dopiero po kilkuletnim stażu pracy.

Ostrożnie z aplikacją
A jak młodzi szukają pracy?
Badania pokazały, że rzadko aplikują wszędzie, gdzie się da. Najwięcej z nich wysyła swoje dokumenty do 5-19 firm (45 proc.). Reszta aplikuje do 20-49 pracodawców (21 proc.), a pozostali do mniej niż pięciu (19 proc.). Oznacza to, że studenci i absolwenci starannie selekcjonują oferty pracy. Nie idą na każde warunki, wolą zaczekać na stanowisko naprawdę im odpowiadające.
Aktywny podczas nauki
I jeszcze jedna istotna zmiana. Większość młodych ludzi już podczas studiów zdobywa doświadczenie zawodowe. Udział w stażach i praktykach jest coraz bardziej popularny. To też konieczność, gdyż sama wiedza teoretyczna zdobywana na studiach nie gwarantuje zatrudnienia.
Rynek pracy jest więc wymagający, ale też coraz bardziej otwarty dla studentów i absolwentów. Firmy zawierają z nimi swoisty pakt: za aktywność zawodową jeszcze w trakcie nauki oraz znajomość języków obcych, można otrzymać dobre stanowisko w korporacji międzynarodowej lub krajowej i atrakcyjne wynagrodzenie.
Wydaje się, że kryteria są jasno określone, a ranking porządkuje i potwierdza wiedzę o możliwościach zatrudnienia dla młodych ludzi. Znają zasady gry, pozostaje tylko życzyć im szczęścia.

Autor artykułu: Agnieszka Minecka

UMKS Gracz Starachowice – Filar Sosnowiec 57:88

Thursday, March 23rd, 2006

W przedostatniej kolejce rozgrywek I ligi koszykówki kobiet znów znakomicie spisały się zawodniczki sosnowieckiego Filara, zwyciężając na wyjeździe UMKS Gracz Starachowice.

Skuteczność i koncentracja

Początek meczu był dość wyrównany. Gospodynie rozpoczęły od rzutu za 3 pkt Katarzyny Okaniewskiej. Zawodniczka po chwili jeszcze dwukrotnie trafiła zza linii 6,25 m, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 13:10. Dla Filara 7 pkt z rzędu zdobyła jednak Sylwia Garncarzyk, a celne trafienie Joanny Bogackiej za 3 pkt zakończyło pierwszą kwartę, którą jednym oczkiem wygrały sosnowiczanki.

W drugiej kwarcie udało się już zneutralizować poczynania zawodniczki ze Starachowic, która do końca spotkania nie zdobyła już ani jednego punktu. Coraz skuteczniej grały natomiast nasze koszykarki, wykorzystując sytuacje podkoszowe i szybkie kontrataki. Do przerwy było więc 39:33. W trzeciej kwarcie przy stanie 45:35 dla sosnowiczanek zawodniczki tej drużyny zdobyły kolejno 12 oczek, uzyskując bezpieczną przewagę. Pod koniec tej partii powiększyła ją jeszcze Paulina Dąbkowska, kończąc kilka akcji podkoszowych. Ostatnie 10 minut wystarczyło koszykarkom Filara do rzucenia 18 pkt, co zwiększyło przewagę o dalszych 7 oczek.

Zgodnie z planem

Na wyróżnienie zasługuje zwłaszcza postawa najwyższej zawodniczki w zespole Sylwii Garncarzyk, któr zdobyła najwięcej punktów.

- Założenie przedmeczowe było takie, by wygrać różnicą 30 punktów i zawodniczki wywiązały się z niego, rzucając o jeden więcej. Zespół zagrał na swoim normalnym poziomie, a najważniejsze było zwycięstwo i możliwość sprawdzenia się w akcji wszystkich zawodniczek. Dlatego podobnie jak w niektórych poprzednich meczach zdecydowałem się na podzielenie zespołu na dwie równorzędne piątki, które zmieniały się na parkiecie co pięć minut. Byliśmy faworytem tego spotkania i zdecydowanie wygraliśmy, choć trzeba przyznać, że rywalki nie miały wiele do stracenia i w pierwszej partii toczyły wyrównaną walkę, trafiając wówczas aż czterokrotnie za trzy punkty – podsumowuje Marek Juszkiewicz, szkoleniowiec Filara.

Sosnowiecki zespół z 47 pkt (22 zwycięstwa, tylko 3 porażki) zajmuje drugą pozycję w tabeli i może już rozpocząć przygotowania do zmagań barażowych o awans do ekstraklasy. W ostatnim meczu sezonu zasadniczego w sobotę o godz. 13 nasze koszykarki będą podejmować u siebie zespół Borka Kraków.

nast UMKS Gracz Starachowice – Filar Sosnowiec 57:88 Punkty Filar:
Garncarzyk 22, Kosczielny 13, Niezgoda 12, Stypka 11, Dąbkowska 9, Bogacka 8, Gacek i Krusiec po 6, Mordecka 1, Dębiec, Wiesner, Łaskowska.

Autor artykułu: Piotr Sobierajski

Rusza III Sosnowiecki Rajdowy Sprint

Thursday, March 23rd, 2006

W niedzielę na Stadionie Ludowym przy ul. Kresowej odbędzie się III Sosnowiecki Rajdowy Sprint o Puchar Prezydenta Miasta Sosnowca. Impreza rozpocznie się o godz. 9.30 przejazdami rozpoznawczymi, a od godz. 10.45 do 15.15 trwać będą zawody sportowe (trzy przejazdy na czas). Wręczenie nagród dla zwycięzców zaplanowano na godz. 16.

Wpisowe wynosi 60 zł. Zgłoszenia przyjmuje Automobilklub Zamkowy w Będzinie, nr tel. 032-269-46-29, 607-126-405, a dodatkowe informacje można znaleźć na stronie internetowej www.akzamkowy.org.

- Impreza ta odbędzie się w Sosnowcu już po raz trzeci, a poprzednie jej edycje miały miejsce przed dwoma laty. Będzie to jednocześnie pierwsza runda w walce o trofeum Rally Sprint. Do klasyfikacji końcowej liczyć się będą wyniki czterech imprez. Kolejne odbędą się w Będzinie i Sosnowcu w czerwcu, a zakończenie przewidujemy jesienią w Będzinie. Na starcie powinno stanąć około 40-50 załóg – mówi Marcin Krupa z Automobilklubu Zamkowego.

Nie zabraknie także atrakcji dla publiczności. Na miejscu będzie się można przejechać samochodem rajdowym Mitsubishi Lancer Evo 8, a najprawdopodobniej odbędzie się także Akademia Bezpiecznej Jazdy. Rajdowy sprint organizują Automobilklub Zamkowy w Będzinie, Sosnowiecki Klub Sportu Motorowego S 4 oraz MOSiR.

Autor artykułu: (pas)

Wybuch w centrum Rybnika – sześć osób rannych

Wednesday, March 22nd, 2006

Dziś rano w w pawilonie handlowym w centrum Rybnika w centrum Rybnika doszło do wybuchu gazu. Sześć osób zostało rannych. Stan trzech osób poszkodowanych w wybuchu gazu w Rybniku jest poważny, trzy inne ofiary doznały lżejszych obrażeń. Wszyscy są przytomni.

Wybuch miał miejsce przed godziną 10. Jego skutki są widoczne w promieniu ok. 100 metrów. W pawilonie, gdzie zgromadził się gaz – najprawdopodobniej z nieszczelnej instalacji – prowadzony był remont. Ten budynek jest całkowicie zniszczony, w sąsiednich wyleciały szyby.

Policja częściowo zamknęła ulicę 3. Maja i wytyczyła objazdy.

Autor artykułu:

Młodzi piłkarze Rekordu zwyciężyli w silnie obsadzonym turnieju

Wednesday, March 22nd, 2006

Jeden remis i cztery zwycięstwa – taki jest bilans zespołu trenowanego przez Jana Pichetę. Działacze Rekordu mogą powoli zacierać ręce. Mając w klubie tak utalentowanych piłkarzy, jak żacy trenowani przez Jana Pichetę, mogą spokojnie spoglądać w przyszłość. Drużyna złożona z zawodników urodzonych w 1995 roku i młodszych nie miała sobie równych podczas międzynarodowego turnieju w Chybiu. Młodzi rekordziści jak burza przebrnęli rozgrywki grupowe, a w spotkaniach o wszystko nie dali sobie wbić ani jednego gola.

- We wszystkich spotkaniach mieliśmy dużą przewagę nad rywalami. Strzałem w dziesiątkę okazała się gra pressingiem na całym boisku, dzięki czemu nasi rywale nie mieli nawet chwili wytchnienia. Podczas turnieju bardzo dobrze nastawiony celownik miał nasz czołowy snajper, dziewięcioletni Damian Dudała. Dzięki pięciu golom zdobył złoty but dla najlepszego strzelca turnieju – cieszy się Jan Picheta, trener żaków.

Zwycięzcy przespali tylko jedno z pięciu rozegranych spotkań. Po dobrym początku i pewnym zwycięstwie nad Rybnickim Klubem Piłkarskim Rybnik 3:1, żacy ospale zaczęli potyczkę z Odrą Wodzisław. Wykorzystali to przeciwnicy, którzy wyszli na prowadzenie. Na szczęście dla bielszczan, bardzo szybko wyrównującego gola zdobył Leszek Kuszmider, który wykończył celnym strzałem akcję Szymona Szymańskiego. W ostatnim meczu grupowym bielszczanie nie dali szans gospodarzom, ekipie Cukrownika Chybie i wygrali pewnie 2:0. Chociaż wydawało się, że szczyt umiejętności rekordziści już zaprezentowali, klasę pokazali w wieńczących turniej półfinałach i finale. W 1/2 finału ze Starym Miastem Frydek Mistek rozegrał się Łukasz Pierlak. Najpierw asystował przy bramce Damiana Dudały, a następnie sam wymierzył sprawiedliwość po tym, jak został sfaulowany. Jego strzał z 15 metrów był nie do obrony. Natomiast w finale z MOSiR Jastrzębie Zdrój Łukasz Pierlak podał w tempo wzdłuż bramki z prawej strony do nadbiegającego Damiana Dudały, który z dwóch metrów wyprowadził zespół na prowadzenie, a następnie Łukasz Jastrzębski wykorzystał podanie Michała Hyżego.

nast Młodzi piłkarze Rekordu zwyciężyli w silnie obsadzonym turnieju
Ryszard Kłusek, trener Pasjonata Dankowice, opiekun młodzieży

Żeby z tych młodych piłkarzy wyrośli klasowi zawodnicy, trzeba ich objąć profesjonalnym szkoleniem. Najlepiej, żeby uczęszczali do szkoły mistrzostwa sportowego albo przynajmniej klasy sportowej i mieli zajęcia piłkarskie co najmniej cztery razy w tygodniu, a do tego jeszcze rozgrywali turnieje. Bardzo istotne są boiska, na których szkoli się adeptów piłkarstwa. Muszą być małe i szerokie, żeby podczas treningu albo meczu każdy piłkarz miał wiele razy kontakt z piłką. Taki system szkolenia stosują na przykład Francuzi.

Autor artykułu: Tomasz Wolff