Archive for June, 2006

Plebiscyt prac rysowników. “Galeria Dobrego Humoru”. Głosuj na rysunki

Friday, June 30th, 2006

W ramach VII Festiwalu odbędzie się Ogólnopolski Konkurs i Wystawa Rysunku Satyrycznego – “Galeria Dobrego Humoru” 2006 r. Już od czwartku będzie można ją oglądać na Targu Węglowym.

Zwycięzcę wyłonimy w plebiscycie internautów, który przedłużamy do 30 czerwca, do godz. 16.
TYLKO w naszym serwisie można głosować na prace rysowników.
Kliknij i głosuj na prace najbardziej znanych rysowników

W plebiscycie uczestniczy 14 artystów. Każdy wystawia po jednym rysunku satyrycznym:

Julian Bohdanowicz
Henryk Cebula
Zbigniew Jujka
Zbigniew Kołaczek
Andrzej Lichota
Edward Lutczyn
Marian Matocha
Leszek Ołdak
Henryk Sawka
Janusz Stawarski
Janusz Stefaniak
Szecówka Robert
Grzegorz Szumowski
Tomasz Rzeszutek

Na głosujących czekają atrakcyjne nagrody m.in:
bilet lotniczy dla 2 osób do Anglii lub Niemiec(do wyboru),
radioodtwarzacze z CD,
pamięci zewnętrzne do komputera,
oraz podwójne zaproszenie na bankiety z gwiazdami 7 Festiwalu Dobrego Humoru.

Nagrody organizatorzy przygotowali dla tych z Państwa, którzy wyślą do nas uzasadnienie swojego wyboru pracy rysownika.

KLIKNIJ I WYŚLIJ UZASADNIENIE WYBORY RYSUNKU SATYRYCZNEGO

Zwycięzca, czyli wybrana przez Państwa praca, oprócz nagrody pieniężnej i statuetki melonika otrzyma także zaproszenie do przygotowania wystawy indywidualnej w Galerii Dobrego Humoru.

Gdańsk Galeria Dobrego Humoru.
W miasteczku festiwalowym na Targu Węglowym w Gdańsku od 29 czerwca do 1 lipca będą zaprezentowane rysunki wszystkich startujących w tegorocznym konkursie artystów.
Zbigniew Jujka zwiazany z “Dziennikiem Bałtyckiem”, będzie po raz kolejny gospodarzem wystawy rysunku satyrycznego.
Zapraszamy w godzinach 12.00-20.00. Wstęp wolny.

Autor artykułu:

Plebiscyt 7 Festiwalu Dobrego Humoru. Głosujemy tylko do środy

Friday, June 30th, 2006

W związku z dużym zainteresowaniem plebiscytem 7 Festiwalu Dobrego Humoru przedłużamy głosowanie. Gwiazdę Uśmiechu, Ulubiony Program Rozrywkowy oraz Ulubiony Serial Komediowy wybieramy jeszcze do 30 czerwca do godz. 16.

1. Głosuj na “Ulubiony serial komediowy”
2. Głosuj na “Ulubiony program rozrywkowy”
3. Głosuj na “Gwiazdę uśmiechu” (wykonawca kabaretowy, aktor, satyryk).

Na tych z Państwa, którzy prześlą uzasadnienie swojego wybory czekają nagrody:
- Wycieczka dla 2 osób do Szwecji ufundowana przez Stena Line
- Zaproszenie na wszystkie bankiety z gwiazdami 7 Festiwalu Dobrego Humoru.
oraz liczne nagrody rzeczowe, w tym m.in. aparaty komórkowe.

Na uzasadnienia czekamy do piątku, 30 czerwca do godz. 16.
KLIKNIJ I WYŚLI E-MAIL

W dniach 29 czerwca – 1 lipca 2006 r. po raz siódmy w Gdańsku odbędzie się Festiwal Dobrego Humoru. Będzie okazja do przeglądu polskiej twórczości artystyczno-rozrywkowej, nagrodzone zostaną najciekawsze utwory oraz ich autorzy. Młodzi twórcy kabaretowi zaprezentują swoje programy.

Zobacz szczegółowy program VII Festiwalu Dobrego Humoru

Czytaj więcej o plebiscycie 7 Festiwalu Dobrego Humoru

Autor artykułu:

Sąsiedzi wysłali donos… Dla dobra dziecka

Friday, June 30th, 2006

Sąsiedzi wysłali donos z długą listą informującą o tym, że głodzę, katuję dziecko, że córka chodzi obdarta, bosa, że śpi na podłodze, bo nie mam łóżka – wylicza Beata. – Zarzucano mi, że że nie mam pieniędzy na jedzenie, więc żywimy się jakimiś spadami jabłek, że mam niebezpiecznego psa, który w każdej chwili może dziecko zagryźć…
Po kontroli pani z MOPS zadzwoniła do Beaty z pytaniem, czy sąsiedzi dalej robią problemy.
****

W środę, 14 czerwca, na śniadanie czteroletnia Klaudia zjadła chleb żytni na zakwasie z masłem oraz z domowym dżemem truskawkowym. Popiła herbatą „Krasnoludek” bez cukru.
Tego samego dnia do bloku, w którym mieszka Klaudia z mamą Beatą Kozłowską, weszła kurator, Elżbieta Radecka. Zapukała do sąsiadów, pytając, jaką matką jest Beata. Obejrzała dokładnie mieszkanie, porozmawiała z Klaudią. Poprosiła Beatę o przygotowanie tygodniowego jadłospisu córki.
O wizycie pani kurator w domu Beaty Kozłowskiej zadecydował Sąd Rejonowy w Gdańsku. Stało się tak po wystosowaniu 26 maja br. pisma z przedszkola im. Janusza Korczaka w Pruszczu Gdańskim do Sądu Rodzinnego. Dyrektorka przedszkola wystąpiła o wszczęcie postępowania w celu wyjaśnienia sytuacji Klaudii. Sytuacja jest – zdaniem pani dyrektor – niepokojąca. Klaudia nie spożywa części posiłków, bo matka nie pozwala jej jeść mięsa. Dziecko jest głodne i apatyczne. Wymiotuje. Często przychodzi do przedszkola niestosownie ubrane.
- Mając na uwadze dobro dziecka, proszę o sprawdzenie, czy matka w należyty sposób sprawuje władzę rodzicielską – napisała Agnieszka Kucwaj-Janisz, dyrektorka przedszkola.
- To zemsta za wegetarianizm oraz za to, że nie pozwalam dziecku chodzić na religię – mówi Beata. – Wyrządzono nam wielką krzywdę.

Problem kanapki z szynką

Beata – absolwentka politologii, pisała pracę magisterską z dziedziny psychologii o subkulturach. Wegetarianka. Od kilku lat w separacji z mężem, obecnie w trakcie rozwodu. Honorowy krwiodawca, szef stowarzyszenia Nasz Przyjaciel Pies, prowadzi psie przedszkole, zajmuje się schorowanymi rodzicami.
- Jestem ateistką – podkreśla. – Tak jak moi rodzice. Nie ochrzciłam Klaudii. Kiedy dorośnie, sama zdecyduje, kim chce być.
Beata twierdzi, że Klaudia jest uczulona na mięso. Postanowiła więc karmić ją rybami, jajkami, nabiałem, warzywami i owocami.
W kwietniu ubiegłego roku uznała, że Klaudia dorosła do przedszkola. Po rozmowach z koleżankami, długich konsultacjach wybrała przedszkole niepubliczne, o dobrej opinii, położone blisko domu.
- Dziecko nie może jeść mięsa – oznajmiła dyrektorce na początku.
- Nie ma problemu – usłyszała.
- I nie chcę, by uczęszczała na religię.
- Oczywiście.
Zaoferowała, że będzie przynosić do przedszkola dżem własnej roboty. I zupę w słoiczku.
Nie wiadomo, kiedy zaczął się konflikt. Może wtedy, gdy w przedszkolu postawiono przed Klaudią kanapki z szynką. Córka zdjęła szynkę i zjadła chleb z masłem. A może w listopadzie, kiedy Klaudię zabrano na lekcję religii.
Beata wróciła do domu i w nocy napisała list do pani dyrektor.
„Po raz kolejny zadaję sobie pytanie, dlaczego dziecko jest dyskryminowane w tak starannie wybranym przeze mnie przedszkolu?” – zaczęła. A potem zapytała o naukę tolerancji i o to, dlaczego mimo jej decyzji córka brała udział w lekcjach religii. „Chodziła i powtarzała jakieś formułki o Jezusie Chrystusie, składając ręce, jak do modlitwy. Nikt z mojej rodziny nie jest osobą wierzącą. Może się to wydać dziwne w kraju tak katolickim, jak nasz, ale tacy są ludzie. Staram się wychowywać dziecko na dobrego, wrażliwego człowieka. Jestem jednak osobą bezwyznaniową…”.
Po tym liście pani dyrektor zaproponowała, by Beata zabrała Klaudię z przedszkola.
- Nie zgodziłam się – mówi Beata. – Wszędzie byłoby podobnie.

Kwestia zupy buraczkowej

Przedszkole im. Janusza Korczaka w Pruszczu Gdańskim. Zdjęcia i rysunki na ścianach, jasne, otwarte przestrzenie. Siedzimy z wychowawczynią Klaudii (nie chce, by podawano jej nazwisko) na maleńkich krzesełkach.
- Ciężko mówić – wzdycha wychowawczyni. – To pismo zostało wysłane nie po to, by odebrać dziecko matce, ale by uświadomić jej, że wyrządza córce krzywdę.
Krzywda według wychowawczyni to zlepek różnych zachowań, faktów, wydarzeń.
Na przykład ubiór. W największe upały Klaudia przychodziła do przedszkola w kaloszach, a zimą biegała po sali w letniej sukience.
Ospa. Mała zachorowała, tak jak inne dzieci. Po pięciu dniach matka przyprowadziła ją do przedszkola, zamiast potrzymać dwa tygodnie w domu.
Jedzenie. Na okrągło przynoszona zupa buraczkowa w brudnych słoikach, czasem sfermentowana, na którą mała nie chciała już patrzeć. Gotowano więc dla Klaudii jarskie zupki, które zjadała ze smakiem. W przedszkolu jest zwyczaj, że dzieciak, który ma urodziny, przynosi cukierki. Choć Klaudię częstowano, to wkładała je do szuflady, bo ma zdaniem matki chore ząbki. Od chorych zębów jest dentysta, prawda?
Klaudia kilkakrotnie w przedszkolu wymiotowała. Kiedyś matka wpadła tylko z ubraniem na zmianę i pobiegła dalej.Tak szczerze mówiąc, powinna zabrać dziecko do domu.
- Dziecko było głodne, wychudzone, niestosownie ubrane – mówi Agnieszka Kucwaj-Janisz, dyrektorka przedszkola. – Kto daje dziecku smażonego boczniaka? Spędzało u nas całe dnie, a potem było prowadzone do tzw. Domowego Przedszkola.
Agnieszka Kucwaj-Janisz odrzuca oskarżenie matki, że jedną z przyczyn wysłania pisma do sądu były względy religijne.
- Do naszego przedszkola chodził chłopiec, którego rodzice byli świadkami Jehowy – wspomina pani dyrektor. – I nie był to dla nas problem. Za to pani Kozłowska jest niekonsekwentna. Nie miała pretensji, gdy Klaudia uczestniczyła w jasełkach, a już wzburzyła się, kiedy przypadkiem pani opiekująca się w zastępstwie grupą raz zaprowadziła małą na religię.
Pani dyrektor przyznaje, że pierwszy raz w swojej karierze pedagogicznej zdecydowała się poinformować Sąd Rodzinny o swoich wątpliwościach. Dla dobra dziecka.

Pikieta wegetarian

Klaudia nie wygląda na dziecko zagłodzone. Przychodzi do redakcji w oryginalnej, choć zbyt dużej sukience. Sukienka jest czysta, ale nie pachnie kwiatowym płynem do płukania. Beata takich chemicznych cudów nie używa. Ale i tak Klaudia ładnie w za dużej sukience wygląda.
- Uparła się, by ją nałożyć – mówi matka.
Podobnie było z kaloszami. Klaudia nie chciała zdjąć kaloszy, więc Beata uznała, że córka musi się sama przekonać, jak to jest chodzić latem w ciężkich butach. Pochodziła, przekonała się, teraz wybiera lżejsze obuwie.
- Beata podchodzi mądrze do dziecka – twierdzi przyjaciółka, której dzieci też uczęszczają do popołudniowego Domowego Przedszkola. – Widziałam kiedyś histerię Klaudii, która nie chciała zimą nałożyć rajstop. Inna matka dałaby w tyłek, a Beata rozpoczyna negocjacje. To dobra matka.
Opinia koleżanki może nie wystarczyć. Od czasu, gdy do sądu trafiło pismo z przedszkola, Beata gromadzi zaświadczenia.
Z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, że uczestniczyła w zajęciach Szkoły dla Rodziców. Dyplomy ze Szkoły Pływania w Aquaparku, gdzie od dawna uczęszcza pływająca jak ryba Klaudia. Z Domowego Przedszkola przy MDK w Pruszczu, do którego dzieci chodzą wraz z rodzicami. Z poradni psychologiczno-pedagogicznej w Sopocie: „Matka dba o wszechstronny rozwój córki” – napisał psycholog.
Od kilkunastu dni na internetowej stronie www.wegetarianie.pl toczy się żywiołowa dyskusja na temat przypadku Beaty, zwanej w sieci Kazamuko. „Trzymaj się, Kazamuko!” – piszą internauci. Albo: „Paranoja!!! Czepiają się ciebie i twojego dziecka za to, jakie macie poglądy”. Są też oferty:
„A może jakaś pikieta wegetarian mogłaby Ci pomóc. Gdzie mieszkasz? Pozdrawiam i powodzenia!”
Sposób karmienia Klaudii nie budzi też oporu też dietetyków.
- Jeśli dziecko je jajka, twaróg, ryby, mleko, warzywa, owoce, miód, to może spokojnie obyć się bez mięsa i słodyczy – mówi prof. Wiesława Łysiak-Szydłowska z AMG.

Nie pasujemy do tego świata

Pijemy sok z rokitnika. Zimny, pyszny, ekologiczny. Klaudia biega po pokoju, wdrapuje się na kolana matki. Łagodna, stara suka rasy bulterrier mości się na tapczanie.
Normalny dom.
Beata opowiada, że już wcześniej jej postępowanie budziło niechęć wielu ludzi. Na przykład sąsiadów, którzy ściągnęli nawet niezapowiedzianą kontrolę z MOPS-u.
- Dostali donos z długą listą informującą o tym, że głodzę, katuję dziecko, że córka chodzi obdarta, bosa, że śpi na podłodze, bo nie mam łóżka – wylicza Beata. – Zarzucano mi, że że nie mam pieniędzy na jedzenie, więc żywimy się jakimiś spadami jabłek, że mam niebezpiecznego psa, który w każdej chwili może dziecko zagryźć…
Po kontroli pani z MOPS zadzwoniła do Beaty z pytaniem, czy sąsiedzi dalej robią problemy.
Teraz Beata czeka na wynik postępowania Sądu Rodzinnego.
- Z opinii kuratora wynika, że nie jest to rodzina z marginesu – informuje rzecznik gdańskiego sądu, sędzia Włodzimierz Brazewicz.
Wegetariańska pikieta więc chyba nie będzie potrzebna. Co wcale nie oznacza końca kłopotów.
- Pani jest jak piorunochron – mówię do Beaty. – Ściąga pani gromy.
- Jest inna – tłumaczy przyjaciółka. – Wcale nie gorsza, ale inna. To niektórych denerwuje. Zwłaszcza w takim miasteczku, jak Pruszcz.
Na wegetariańskiej stronie internetowej Kazamuko napisała:
„Nie pasujemy do tego świata. Mamy to w genach. Moja matka była bikiniarzem, ja przez lata jedyną punkówą w mieście, teraz jestem zjawiskiem, bo sprzątam po psie i działam na rzecz psich parków w mieście. Zawsze byłam kontrowersyjna, na celowniku, inna. Zawsze szłam swoją drogą, najczęściej pod prąd. Tak żyję. Przyzwyczaiłam się, jest mi z tym dobrze, może nie jest to łatwe, ale nic co łatwe nie daje mi takiej satysfakcji.”
Na obiad Klaudia dostała zupę buraczkową, ziemniaki, boczniaka maczanego w jajku z sosem sojowym, surówkę z cukinii i papryki polaną olejem, popiła eliksirem z tarniny.

Autor artykułu: Dorota Abramowicz

Rumia. Zakaz palenia na przystankach

Thursday, June 29th, 2006

Na przystankach autobusowych w Rumi nie będzie można palić papierosów. Zakaz będzie obowiązywał pod wiatą lub przy słupku przystankowym oraz na przyległym terenie, do15 metrów, nie dalej niż do granicy pasa drogowego. Uchwałę w tej sprawie podjęli niejednogłośnie rumscy radni na ostatniej przed wakacjami sesji Rady Miejskiej.
- Dobrze, że podjęto taką decyzję, bo niepalący pasażerowie autobusów bywają narażeni na wydychanie tytoniowego dymu – powiedziała nam Maria Daszczyńska, emerytka z Rumi. – Nie wszyscy zachowują się na tyle kulturalnie, żeby chociaż odejść z papierosem na bok. Niektórzy palą pod wiatą, stojąc między innymi pasażerami. To okropne.
- Nie sądzę, żeby to coś zmieniło – stwierdził Adam Urbaniak, licealista, zapytany o zdanie na ten temat. – Ludzie nie przejmują się takimi zakazami.
Podobnie podzieleni w swoich opiniach byli rumscy radni. Podczas głosowania 10 osób było za przyjęciem uchwały, 1 była przeciw, a 7 radnych wstrzymało się od głosu. Decyzję poprzedziła dyskusja na sesji.
- Tworzymy w ten sposób puste prawo – powiedział radny Roman Knop. – Nikt nie będzie przestrzegał tego przepisu. Trudno też oczekiwać skutecznego egzekwowania. Będzie pewnie tak, jak z egzekwowaniem palenia śmieci w piecach i zatruwaniem środowiska. Ten proceder ma miejsce każdej zimy, mimo zakazu.
Jak czytamy w uzasadnieniu uchwały, wprowadzenie zakazu palenia tytoniu w miejscach publicznych ma uchronić przebywające tam osoby od wdychania dymu i ograniczyć ryzyko chorób, powodowanych tzw. biernym paleniem. Uchwała wejdzie w życie za kilka tygodni, po 14 dniach od daty ogłoszenia w Dzienniku Urzędowym Województwa Pomorskiego.

Najpierw pouczymy
Roman Świrski, komendant Straży Miejskiej w Rumi.
- Trzeba dać mieszkańcom czas na poznanie nowych ograniczeń. Kiedy przepis zacznie obowiązywać, rozpoczniemy akcję pouczająco-informacyjną. Liczymy na to, że w tym czasie na przystankach znajdzie się odpowiednie oznakowanie. Karanie mandatami będzie następnym etapem egzekwowania przepisu.

Autor artykułu: (kucz)

Rumia. Łapacz śmieci

Thursday, June 29th, 2006

Papierki, woreczki i butelki pływające w Zagoórskiej Strudze nie będą już niedługo wpływały do stawu w Parku Starowiejskim. Do końca lipca bowiem na Zagórskiej Strudze pojawi się łapacz śmieci, więc woda w stawie będzie czysta i przejrzysta. Urządzenie zamontuje firma „Rewers” z Bożegopola Wielkiego.
- Będzie to tzw. przechwytywacz zanieczyszczeń stałych, składający się z metalowego zbieraka koszowego zamontowanego na specjalnym mechanizmie wyciągowym – mówi Katarzyna Bielińska, naczelnik Wydziału Polityki Gospodarczej, Mieszkaniowej i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Rumi.
Zostanie on zainstalowany po lewej stronie u ujścia Zagórzanki do stawu w Parku Starowiejskim, jeszcze przed mostkiem. Gdyż tam zbiera się najwięcej zanieczyszczeń.
Koszt urządzenia i montażu to ok. 22 tys. zł. Wyłapane śmieci będą wywożone na wysypiska w Łężycach.

Zagórzanka zabezpieczona
Rozmowa z Tadeuszem Wiśniewskim, wiceburmistrzem Rumi
- Czy w związku ze zbliżającymi się ulewami miasto jest przygotowane na ewentualnie wylanie Zagórskiej Strugi?
- Zagórzanka jest dostatecznie zabezpieczona. Wiosną został utworzony wał na wysokości ul. Krzywej. Ludzie, sprzęt oraz procedura alarmowa są także przygotowane. Wszystko oczywiście zależy od natury, ale mamy nadzieję, że nie trzeba będzie uruchamiać procedury.
- Czy może się powtórzyć sytuacja z zimy, gdy rzeka wylała?
- Zimą jest bardziej niebezpiecznie niż latem. Zatory lodowe są znacznie bardziej groźne. Latem mogą być jedynie lokalne podtopienia. Większym problemem mogą być wody z piaskiem wypływające z dróg leśnych. Np. rok temu z ul. Zbychowskiej musieliśmy wypłukiwać taką wodę.

Autor artykułu: Ilona Truszyńska

Rumia. Inwestorzy mile widziani

Thursday, June 29th, 2006

U zbiegu ulic Sobieskiego i Sabata w Rumi przez długie lata funkcjonowała garbarnia. Niebawem w tym miejscu ma powstać duży obiekt handlowy. Żeby jego budowa była zgodna z przepisami, potrzebny jest miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla obszaru między ulicami Sobieskiego, Sawickiej, Szkolną i Sabata. Taki plan uchwalili rumscy radni.
- Ustawa wymaga, aby obiekt handlowy o powierzchni sprzedażnej powyżej dwóch tysięcy metrów kwadratowych został ujawniony w miejscowym planie zagospodarowania – wyjaśnia Maciej Bernaciak, naczelnik Wydziału Architektury i Urbanistyki Urzędu Miasta w Rumi. – Uchwała umożliwia rozmowy z zainteresowanymi inwestorami i późniejszą budowę kompleksu handlowego.
Na ostatniej sesji Rady Miejskiej podjęto też uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego terenu między ulicami Kosynierów, Żwirki i Wigury, Grunwaldzką i płk. Dąbka, do granicy z Trójmiejskim Parkiem Krajobrazowym i gminą Reda. Ten obszar, sąsiadujący z terenem, na którym firma Auchan rozpoczęła budowę centrum handlowego, przeznaczony jest pod budownictwo mieszkaniowe. Radni zdecydowali o usunięciu zapisu, ograniczającego liczbę mieszkań w powstających tam blokach do czterech z jednej klatki schodowej. Nie zmieniono pozostałych wymogów i wskaźników, m.in. ograniczenia wysokości budynków do 10 metrów.
- Dzięki temu pozostawiono większą swobodę inwestorom, którzy chcą budować osiedla w sąsiedztwie supermarketu – mówi Maciej Bernaciak. – Nowe budynki będą stanowiły dodatkowo barierę akustyczną między marketem a domami jednorodzinnymi w Białej Rzece. Inwestycje mieszkaniowe będą możliwe po przeprowadzeniu procedury wprowadzenia zmian w planie zagospodarowania, a ta trwa ok. 8-10 miesięcy.

Uchwały
Na tej samej, ostatniej przed wakacjami sesji Rady Miejskiej w Rumi zapadły też inne decyzje, m.in.:
• zmieniono uchwałę z 22 grudnia 2005 roku w sprawie uchwalenia budżetu miasta na 2006 rok
• jednogłośnie podjęto uchwałę w sprawie przystąpienia do sporządzenia zmiany studium uwarunkowań i kierunku zagospodarowania przestrzennego dla obszaru w granicach adninistracyjnych Rumi
• uchwalono zmiany w statucie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji oraz nadano statut Urzędowi Miasta w Rumi oraz rumskiej Straży Miejskiej.

Autor artykułu: Anna Kuczmarska

Kwidzyn. Ciekawa interpelacja radnego

Wednesday, June 28th, 2006

Zniszczona nawierzchnia, nieciekawe stanowiska i… w dziwny sposób znaczący swój teren bywalcy jednego z lokali. Taki problem zgłosił samorządowi Edward Zieliński. Wszystko ma miejsce w Kwidzynie, na tzw. Manhatanie.
- Zaprowadziła mnie tam moja przyjaciółka Jolanta S. Nigdy tam nie chodziłem, a to co zobaczyłem to obraz nędzy i rozpaczy – mówi Zieliński. – Zadaszenia stanowisk wcale nie chronią od deszczu, a jakiś pomysłowy Dobromir zrobił jakąś rynnę, która odprowadza wodę na konkurencję obok.
Wielkim mankamentem jest również brak toalety i stojący w pobliżu szpetny bar.

- Jak byłem w harcerstwie, to uczyłem się po czym poznać północ. Jest ona tam, gdzie jest zielono – dodaje Edward Zieliński. – Na tym budynku zaś nie ma mchu, tylko mocz. Bywalcy po prostu sikają tam.
Dlatego też, w imieniu swej dobrej znajomej Jolanty S., Zieliński poprosił o wyremontowanie tego miejsca.
Wiceburmistrz Piotr Halagiera doskonale zdaje sobie sprawę ze stanu targowiska. Niestety, aby przeprowadzić remont tego miejsca, trzeba by podnieść opłaty targowe.
- Teraz tego nie zrobimy, ale problem jest. Dlatego w przyszłym roku będziemy musieli rozważyć remont i podniesienie stawek – wyjaśnia Halagiera. – Nie da się niestety tego uniknąć i jeżeli sprzedający chcą mieć lepsze warunki będą musieli zapłacić więcej.

Autor artykułu: (aba)

Sieć 34 ma 10 lat. Gra o rynek

Wednesday, June 28th, 2006

Rozmowa z Markiem Theusem, prezesem Rabat Pomorze SA w Gdańsku.

- Od czasu , gdy 5 kupców się spotkało i doszło do wniosku, że warto ze sobą współpracować minęło… 10 lat. Jaką szkołę życia musiała przejść “Sieć 34″, aby przetrwać tyle czasu w okresie dominacji obcego kapitału na rynku ?

- Największym problemem było przełamanie oporu dużej części kupców do integracji i konsolidacji. Pod koniec lat 80 wszyscy zachłysnęliśmy się samodzielnością i swobodą rynkową. Prawie każdy chciał być pracodawcą i działać na własny rachunek. Pokonanie więc pierwszej – najistotniejszej w mojej ocenie – bariery mentalnej tj. przekonanie ludzi do tego, że razem jesteśmy silniejsi i możemy więcej, było najważniejsze i dało podstawę do stworzenia czegoś wspólnego. Tak powstał Rabat Pomorze..

- Z potrzeby chwili czy determinacji ?

- To była determinacja, aby zmienić strukturę organizacyjną mocno rozproszonego handlu. Przypomnę tylko, że poupadały geesy, społem, WPHW.., cała polska sieć handlowa poszła w rozsypkę, pojedyńcze sklepy nie stanowily żadnego potencjału, żadnej siły w porównaniu do rosnącego kapitału zachodniego, który zaczął lokować swoje potężne obiekty w całej Polsce. To była miażdżąca przewaga. Kiedy chcieliśmy negocjować warunki z producentami, mówili nam : otrzymacie lepsze ceny, i korzystniejsze rabaty, jeśli zamówicie większe partie towaru. I koło się zamykało, tymczasem konsumenci szukali niskich cen, szerokiego asortymentu i promocji. Jedyna rozsądną przeciwwagą była konsolidacja.

- Czy nośne propagandowo hasło”kapitał polski” trafiło do serc, a właściwie – portfeli rodaków i przyniosło oczekiwane efekty?

- W pierwszej fazie nasi konsumenci jakby tego nie zauważali, a nawet – spotykaliśmy się z negatywną oceną. Mówili: patrzcie i zmieniajcie swoje sklepy , bierzcie wzorce z innych… Myślę, że było to odreagowanie za czasy kiedy na półkach stał ocet, a w kieszeni były kartki na żywność. Udało nam się ich przekonać parę lat później, zaczeliśmy szkolić ludzi, modernizować sklepy, dostosowywać charaker placówek do wymogów klienta. Jakość obsługi (czyli profesjonalny i życzliwy personel) – to pierwsze zadanie, które musieliśmy wdrożyć w ” Sieci 34″. Walczyliśmy przy tym z – żartobliwie ujmując – “zapisami genetycznymi” pań, które przepracowały w handlu 20 lat i więcej i nie bardzo chciały zmieniać nawyki. Drugą sprawą było wprowadzenie wspólnej polityki cenowej, zwłaszcza w okresie akcji promocyjnych, tak by pokazać klientom, że nie jesteśmy drożsi od supermarketów.

- Aby zdobyć klienta, trzeba trzymać niskie ceny? Jaką metodą dochodzicie do celu: obniżacie marżę, kupujecie olbrzymie partie towaru czy szukacie tanich dostawców?

- Negocjacjami i wielkością zakupu , niejednokrotnie na poziomie hiper i supermarketów. Jako zintegrowana sieć handlowa w rankingach ogólnopolskich jesteśmy na II miejscu pod względem obrotu towarowego w kraju. Przypomnę tylko, że ” Sieć 34″ ma 10 oddzałów w kraju, ponad tysiąc placówek detalicznych, które dają 2,5 miliarda przychodu rocznie.

- To solidna karta przetargowa do rozmowy z producentami…

-Tak. To, co było przed laty dostępne jedynie dla supermarketów, dzisiaj jest też naszym udziałem. Rabat Pomorze z powodzeniem negocjuje ceny dla placówek” Sieci 34″. A efekty – widać na półkach.

- A co z zyskami? Inwestujecie je czy przejadacie?

- Po to powstała spółka, aby generować zyski, a nie straty. Od początku każda złotówka zarobiona przez firmę była przeznaczona na rozwój, bo przy tak silnej konkurecji ( np. Tesco w 2004 roku zarobiło ok. 2 mld funtów, a nasza sieć – 2 mln złotych) i tak małych zasobach finansowych, nie możemy pozwolić sobie na ich przejadanie. Inwestujemy więc w sprzęt, modernizujemy sklepy, budujemy magazyny…

- W “Sieci 34 ” działa ponad tysiąc placówek handlowych , ile odpadło, bo nie wytrzymało konkurencji?

- Nie prowadzimy takiej statystki, ale myślę, że w ciągu tych 10 lat – kilkadziesiąt.

- Czy ten okrągły jubileusz to “aż” czy “dopiero” 10 lat na rynku?

- Jeśli przyjrzeć się historii dużych sieci handlowych, takich jak: Edeka ( 100 lat na rynku) czy Carrefour ( 50 lat istnienia) – nasza “10″ wypada blado, ale – jeśli spojrzeć na dynamikę zmian to te lata mają już swoją wartość. Zdobyliśmy doświadczenie, stworzyliśmy dobrą strukturę, sieć współpracowników, co sprawia, że czujemy się nie jak uczestnik “szkoły przerwania” , lecz gry o polski rynek.

Autor artykułu: Grażyna Pietrzak

Dzisiaj, otwarcie Muzeum Bursztynu w Gdańsku

Wednesday, June 28th, 2006

Jedyne w kraju Muzeum Bursztynu otwarte zostanie dzisiaj w Gdańsku. Zgromadzono imponującą kolekcję. Przybyły też cuda z Carskiego Sioła, Watykanu, Ermitażu.

– Dlaczego to muzeum jest takie wyjątkowe? – spytaliśmy Joannę Grążawską, kierownik Muzeum Bursztynu (Odddział Muzeum Historyczego Miasta Gdańska).

– W Polsce są kolekcje bursztynu w różnych muzeach. Natomiast w Gdańsku powstało Muzeum Bursztynu. To najpełniejsza ekspozycja i ośmielam się powiedzieć, że zbiory są imponujące. Od początku marzyłam, żeby było to muzeum aktywne, ekspozcji towarzyszą efekty świetlne, dźwiękowe i zapachy. Słychać szum drzew i morza, śpiew ptaków. Są też multimedia, filmy, stacje edukacyjne z pełną informacją o historii bursztynu. Każdy poziom ma inne atrakcje.

- Przyjechały do nas z zagranicy bezcenne eksponaty. Na jak długo?

- Te wypożyczone z Watykanu, na trzy miesiące. Jesteśmy ogromnie szczęśliwi, że aż na tak długo. Natomiast eksponaty rosyjskie pozostaną do stycznia.

- A co potem?

- Zobaczymy! Będziemy się starać prezentować różne wystawy. Nie tylko związane z bursztynem, ale też z kamieniami jubilerskimi. Być może pojawią się polskie srebra z kolekcji Ermitażu.

- Srebro doskonale komponuje się z bursztynem. Czy ma pani ulubione eksponaty?

- Trudno mi się zdecydować. Tyle obiektów przybyło. Z wykształcenia jestem historykiem sztuki. Więc cieszę się, że w Gdańsku pojawi się kolekcja wyrobów ze złotego wieku. To coś wyjątkowego. Na rynku antykwarycznym takich obiektów nie ma. To cud, że taka okazja się zdarzyła i miasto pomogło nam taką kolekcję do Gdańska sprowadzić.

Co, gdzie, kiedy
Zespół Przedbramia Ulicy Długiej, Gdańsk, Targ Węglowy.
Bilety: 10 zł – normalny, 5 zł – ulgowy.
Czynne w poniedziałki godz. 10 – 15, od wtorku do soboty godz. 10 – 17, w niedziele godz. 11 – 18.

Autor artykułu: Grażyna Antoniewicz

Chojnice – Pieczyska. Regaty optymiściarzy

Tuesday, June 27th, 2006

Jedno pierwsze oraz dwa drugie miejsca wywalczyli zawodnicy Chojnickiego Klubu Żeglarskiego podczas międzywojewódzkich mistrzostw młodzików do lat 13 klasy Optymist gr. B.
Najlepszy okazał się Michał Dawid, który wyprzedził klubowego kolegę, Wojciecha Miszewskiego. Na podium znalazła się także Karolina Dzwonkowska, która była 2. wśród dziewcząt. Reszta najmłodszych optymiściarzy z ChKŻ znalazła się w pierwszej dwudziestce regat (na 50 łodzi).
Zawody odbyły się na Zalewie Koronowskim w okolicach Pieczysk. Rozegrano 7 wyścigów przy słabym wietrze, co akurat odpowiadało chojnickim żeglarzom.
- To były udane regaty – mówi trener ChKŻ, Mirosław Laskowski. – W Pieczyskach było kilku zawodników z krajowej czołówki, m.in. Michał Kurant z Arki Gdynia, który wygrał Memoriał Ottona Weilanda w Charzykowach, a nasi zawodnicy z nimi wygrali.
Regaty w Pieczyskach są liczone do klasyfikacji Ministra Sportu. Chojniczanie wywalczyli tam aż 8 pkt, co jest najlepszym wynikiem w historii klubu!
ChkŻ w Pieczyskach: 1. Michał Dawid; 2. Wojciech Miszewski; 7. Wojciech Marciniak; 8. Jan Mrózek-Gliszczyński; 17. Konrad Zagozda; 18. Mikołaj Babiński; 20. Karolina Dzwonkowska (2. wśród dziewczyn).

Autor artykułu: (WuPe)