Do wakacyjnych powtórek przyzwyczailiśmy się już wszyscy. Zarówno publiczne, jak i komercyjne, stacje telewizyjne serwują nam „odgrzewane” programy. Kiwamy z politowaniem głowami, bo co innego możemy zrobić. Gorzej, gdy z takich wzorców zaczyna korzystać lokalna telewizja.
Na problem, w niezwykle emocjonalny sposób, zwrócił nam uwagę Jerzy Pietnoczko z osiedla Zatorze II.
- To, co robi nasza kablówka przechodzi wszelkie granice zdrowego rozsądku. Chciałbym wiedzieć, kto wpadł na pomysł, by całodobowo emitować programy ze stycznia – mówi wzburzony pan Jerzy. – Nie mam ochoty w lipcu oglądać siebie na zabawie sylwestrowej.
W podobnym tonie wypowiada się Kamila Rutka.
- Kiedy dwa dni temu pani w sklepie pochwaliła moją sylwestrową kreację, oniemiałam. Zastanawiałam się, czy nie byłyśmy czasem na tym samym balu – opowiada pani Kamila. – Po krótkiej rozmowie okazało się, że pani zobaczyła mnie w lokalnej kablówce. W lipcu! To już szczyt wszystkiego.
„Kamena” posiada 7,5 tysiąca abonentów, czyli około 30 tysięcy osób codziennie ma okazję, i raczej wątpliwą przyjemność, śledzenia programu pt. „Przeżyjmy to jeszcze raz”.
Adam Kamiński, właściciel Studia Telewizyjnego „Kamena”, jest zdumiony zarzutami.
- To coroczna tradycja, spowodowana sezonem urlopowym – tłumaczy Kamiński. – Tak robią prawie wszystkie telewizje, więc nie rozumiem, dlaczego zarzut kierowany jest tylko pod naszym adresem.
Ale nie da się ukryć, że jest to swego rodzaju oszukiwanie widza. Co by było, gdyby „Kurier Powiatu Kwidzyńskiego” w okresie wakacji publikował materiały ze stycznia stycznia czy lutego? Dlaczego abonenci muszą płacić za coś, co już oglądali?
- Oferta Multimediów obejmuje kilkadziesiąt kanałów, a produkcje Kameny są tylko jednym z nich – odpowiada Kamiński.
Do sprawy wakacyjnych powtórek można podejść humorystycznie, tak jak burmistrz Andrzej Krzysztofiak.
- Ostatnio nie oglądałem programu więc trudno mi powiedzieć dlaczego lecą powtórki. Może w ten sposób Kamena chce ochłodzić panujące na dworze upały – żartował burmistrz. – A poważnie, jako miasto nie mamy żadnego wpływu na emisję programu. Możemy porozmawiać z właścicielem, który jest osobą otwartą na propozycje.
Rozśmieszona, ale i zniesmaczona powtórkowym maratonem jest także radna miejska Barbara Wilk-Malinowska.
- Aż boję się włączyć telewizor. Wielką przesadą jest emisja materiałów nakręcanych w zimie – uważa radna. – Od lokalnej telewizji oczekiwałbym czegoś innego. Nawet jeśli jest sezon urlopowy, to można pomyśleć wcześniej o zrealizowaniu bardziej aktualnych programów. Na przykład kulturalnych.
Mieszkańcy narzekają także na słabą jakość emitowanych programów. Puszczane są one „na żywca”. Jedna z naszych rozmówczyń przypomina materiał z jednej z kwidzyńskich szkół, w którym pani dyrektor cztery razy zaczynała swoje wystąpienie.
- Z powodu skromnej obsady personalnej nie jesteśmy w stanie produkować programów na poziomie „Teleekspresu” – ripostuje Kamiński.
A przecież są w tym kraju lokalne telewizje, które oferują programy na wysokim poziomie. Może warto brać przykład z najlepszych?
Autor artykułu: Anna Bińczak, Jerzy Majda